Uwaga!


Wszystkich uczniów proszę, aby przerwali aktualny wątek i byli wolni. Wasza postać może np. pójść do pokoju, potrenować, czy coś innego. Wymyślicie coś, wierzę w was. :p Należy przeczytać najnowszy Post od Akane!
Oznajmiam również, że niedługo otrzymacie od nas pewne informacje, z których w niedalekiej przyszłości będzie test.

czwartek, 30 lipca 2015

Sasha Pearl

http://download.1wallpaper.net/20150526/anime-girl-book-person-5120x3200.jpgImię: Sasha
Nazwisko: Pearl
Pseudonim: Angel,Dragon,Saphira
Płeć: Kobieta
Wiek:16
Klasa: P
Ranga: D
Zwierzę: smok
Osobowość: jestem inna niż wszyscy. Mam w sobie coś z aniołka i coś z diabełka
Historia: Wychowywałam się wraz z siostrami na samotnej wyspie,pod opieką nimf gdzie nauczyłam się swojej magi. Niestety pewnego dnia naszą wyspę zaatakowali piraci.Udało mi się uciec i trafiłam do kraju Tassani gdzie zajął się mną stary rolnik-Rob. W wieku 12 lat gdy mój opiekun umierał,dał mi namiary na magiczną szkołę gdzie podobno mam lepiej panować nad swoimi smoczymi mocami
Partner: Szuka
Inne: -zieje ogniem i ma skrzydła nawet w ludzkiej formie
-nie lubi fasolki.
-ma niemiły zwyczaj rozwalania ścian
Punkty: 5

Od Yukiya

 -No dobra Mr.Wolf-powiedziałem składajac ubrania na przedstawienie-zaczynamy!
-"Poważnie muszę grać kobiecą postać?"-mój towarzysz nie był zadowolony- "innej idiotki nie mogłeś znaleść?"
Westchnąłem. Co za życie...
-A to że ciagle się przy mnie kręcisz to musze jakoś znosić tak?
-"Coś w tym jest..."
-Ok,ok.-Wyciągnąłem różdżke-stój teraz spokojnie. Lupus ut muliebri!!!!
Zajaśniało jasne światło i przed moimi oczami pojawił się Mr.Wolf jako kobieta...
http://images.figure.fm/cgm/images/post/20101118/19085/154451/large/55d5fc6c33786c86b17b2afaf9b18287.jpg
-Ostatni raz dałem się na to nabrać-pokazał mi język
-Nie jęcz-teraz to ja jęknałem-tylko przeżuj tego Mientosa i masz-podałem mu suknie-załóż to.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQ7L3Jf5EImbY8iKLB8ZNDgIK6hmyyawhLuaVHhnaz4eelM6Rv27gBI6l-Wh-97iVOgt1Xv0vKGMIJONMfE_hYOVAe_CWHSk5mNOlDhI54ktimw1v81fGClZBg8meXD1xE7aBJnUCGhyphenhyphenw/s1600/C.I.41.58.6a%E2%80%93c_F.jpg
-Co to ma być?!?-warknął mój nieodłaczny towarzysz niedoli
-Twoja suknia Marto Antonimio-uśmiechnąłem się-tutaj masz swój tekst i eskluzywny dres dresiarzu.-położyłem jej na głowie z tuzin papieru i uciekłem z pokoju zanim mi oczu nie zrobił galarety truskawkowej.
-Heh-zaśmiałem sie cicho-cały on.
Ruszyłem dalej korytarzem śmiejac sie do rozpuku.Ok,ok.Czas na resztę. Najpierw nasz idol Romeo.
Ruszyłem w prawo i kilka minut później zapukałem do drzwi gdzie jak dobrze wiedziałem mieszkał Nath.Akurat dobrze się złożyło po akurat wychodził.
-NATH!!!!!-krzyknąłem machając do niego stertą papieru-mój Romeo!Czemuż ty jesteś Romeo!? ( XD )
-Cicho siedź-mruknął obrażony.
-Nie chcę-wepchnąłem go do pokoju i zamknąłem drzwi-ok. Tutaj masz swój tekst.Masz dwie godziny żeby to wykuć na pamięć bo jak nie to zabije-pokazałem mu palcem jakbym przejechał ostrzem po szyji- a tu? Aaaaa,pośmieją się z ciebie....Twój strój Romeo. Pamiętej tylko że rajstopy mają być widoczne!
http://www.texsite.info/wiki/images/ID_0335b.jpg
-I to tego..łap!-rzuciłem mu moją deskorolke-moja własnośc i to zwrotu! Jak zniszczysz to zabije!!!
-A może ja ciebie?-mruknął Nath jecząc na widok białego odzienia.
-Nie jęcz chłopie.Wyobraź sobie reakcje Ame i Aiu jak cie zobaczą. Żyć nie umierać!Oooo i tak a propo...-rzuciłem w jego strone zamykając drzwi-była jeszcze wersja bez pończoch ale,wolałem tą. Narka!
Udało mi się na szczęście zamknąć drzwi zanim trafiło we mnie krzesło.
-Serio musze postawić ten znak: "Uwaga na latające krzesła"-mruknąłem to siebie rożalony-Teraz moja ulubienica,Julia!!!!
Tylko gdzie ona jest? Zabewnie znowu się z bratem droczą...ach,jak ja kocham te rodzeństwo...
Nagle zauważyłem znajomą postać!
-Aiu!!! Czekaj,no! nie mam szkrzydeł żeby do ciebie lecieć! Tylko Nath je ma!!!
AIU!!!!!!!!!
-jestem,jestem-odwróciła się przyglądając mi się uważnie-co jest?
-Mam nadzieje że Julia powie to trochę inaczej.Tutaj masz tekst,czapke dresową,księzniczko dresów i....twoja suknia-podałem jej pakunek.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/4d/33/fb/4d33fbf017b8519a77d6f666d190561f.jpg
-I pamiętaj,pełna gracja i swoboda...Bo prawdobodobnie będzie musiała jeźdźić z tym na desce...
-Yu..-jeknęła
-Wiem,wiem.Yuuki gra zazdrosnika Parysa więc udawaj że go nie cierpisz-wszedłem w jej słowo
-...kiya-dokończyła.
-też cię lubie,pa!!!
Zostawiłem ją oniemiałą na środku korytarza odchadzając kolejną pozycje na liście.Ufff..dopiero trzy osoby a już mi się wszystkiego odechciewa. Kolej na ofiare trojańską:Parysa!!!!
Jak przewidziałem znalazłem Yuuki'ego śpiącego słodko z swojim pokoju.
Wygląda tak miło gdy śpi.A co mi tam? Rezysera nie nalezy ignorować.
Wyciągnąłem trąbke i zagrałem mu na nerwach.
-Wstaje,wstaje no!- Yuuki zerwał się z łóżka-co jest?
-wybacz ze przeszkadzam panie przewodniczący.-powiedziałem-ale reżyser jest bardzo niecierpliwą osobą a ja nie lubie czekać.Wiec...Tutaj masz tekst,miecz weśmiesz swój i...
-Ale ja...
-Ale to masz w kurniku. A tutaj twój strój-położyłem nu na kolanach paczke:
http://s7d4.scene7.com/is/image/CostumeSupercenter/CC01136?$magentomobilelist$
-I pamiętaj!!! Masz dwie godziny żeby się nauczyć tego tekstu!
-Spać...-Yuuki położył się z powrotem
-Pamiętaj o mieczu bo z łuku strzelać raczej nie umiesz...heh,trere fere kuku strzela Parys z łuku-zachichotałem-dobranoc,dramaturgu.
Zamykając drzwi odchaczyłem kolejną osobe. Zostały mi 3 osoby. Najpier Mama Juli czyli Akane.Uhh,mam nadzieje że mnie nie zje...
Wyszedłem z Akademika i ruszyłem w strone sali gimnastycznej gdzie z tego co wiem,przygotowuje sale do rozpoczecia.
-"nawet niezły wystrój"-pomyślałem wchodząc do środka- "oo,jest nasza zmienna przewodnicząca!
-Akane! Gdzie Aiu? Własnej matce nie pomoże?!-rzuciłem w jej stone machając kartkami papieru.
-A ty mi nie pomozesz?-spytała się nad kablami.
-Mam własne sprawy. Między innymi przypilnowanie aktorów czyli między innymi ciebie. Tutaj masz czapke dresową z różą,tekst (dwie godziny na wykucie) i włala! Twoja suknia!!!
http://www.nomina.pl/edc_media/List/Item-24/Image1/900x735mAUTOcWHITE.jpg
-Dzieki,połóżo to na stole.
-Spoko. No to powodzenia!-pomachałem jej ręką zadowolony z faktu ze mnie tym razem nie zjadła i wyszedłem.
-Mama Juli...zaliczona.Teraz pomeczymy...Swietnie,gdzie Soraru?
Znalazłem go w bibliotece gdzie męczył się nad przemówieniem.
-Dopisz Mocium Panie!!!-rzuciłem w jego stronę.
-Cicho myślę..-nawet na mnie nie spojrzał tak bardzo się skupił.
-To myśl,byleby ciszej.-położyłem rzeczy na stole-niestety z przykrością ci oświadczam że nakładam na ciebie nowe obowiązki wynikające z bycia tutułowym Tybaltem. Masz tu obowiązkowa czapke rodu dresów i ta tam...twój prześwietny ubiór.
(Takich gwiazd w oczach nawet Bóg by się nie powstydził)
http://lim-trade.pl/zdjeciakarnawalowo/L024/1.jpg
-Ta,ta...-Soraru ledwie rzucił na nie okiem-możesz stąd iść?
-Moge..a i jeszcze jedno..Masz dwie godziny na nauczenie się tekstu!!!
-ŻE JAK?!? YUKIYA!!!!!!!
-Sajonara-ukłoniłem się i wybiegłem stąd jak najprędzej....
-Ludzie-przekleśliłem kolajną kartkę-ok,Zostali Merkucjo i ksiądz.Ja będę księdzem a Markucjo...o jest!!
Ruszyłem  w stronę lasu gdzie zauważyłem siedzącego na drzewie nietypowo dużego białego orła...
http://x3.cdn03.imgwykop.pl/c3201142/comment_d6CnMCl8bCzHqZ2vMxYXXdwQwlloeFjz.jpg
-Szarion? Jesteś,świetnie!!-wyciągnąłem różdżke- Eagle man!
Zabłysnęło niebieskie swiatło i przed moimi oczami pojawił się człowiek.
http://img1.wikia.nocookie.net/__cb20131030155242/villains/images/e/e5/Angel_Ash_Landers.jpg
-Twoja rola-podałem mu kartkę i strój-nie zapomnij.Dwie godziny.
Szarion skinął głową to znaczy że się zgodził. Ciekawe czy zmieni zdanie jak zobaczy swój strój który dal niego wybrałem?:
http://www.anne-boleyn.com/wp-content/uploads/2011/07/lester.jpg
-ok-zacznaczyłem ostatnią pozycje na mojej liście-teraz tylko pczekać i możemy poczekać na przedstawienie. Uwielbiam być Szekspirem!!!!



***********************wiele godzin później...***********

Z niepokojem patrzyłem na widownie składająca się z nauczycieli,uczniów pracowników i przypadkowych gości. Po jakże długim przemówieniu dyrektorki niektórzy ze pospali. Kurcze,czemu ja magnetowonu nie przyniosłem? Nikt nie ma prawa spać kiedy Yukiya sztuke wystawia!!!!
Obejrzałem się na moich aktorów. Stres to naormalna reakcja ale patrząc na nich mam wrażenie że chyba się uduszą. Szarion już dwa razy poszedł się wyrzygać. Mam tylko nadzieje że nie zrobi tego na scenie bo jeśli tak to go udusze...
Oho,pojawiła się nasza kochana dyrektorka.
-wasza kolej-spojrzała mi prosto w oczy-wierze że nie nawalisz.
-Spokojnie,proszę pani.Będzie dobrze-pokazałem jej uniesiony kciuk i wyszedłem na scene.
Na widowni nagle zrobiło się cicho.
-Witam drogie panie i szanownych panów. Bez zbędnych ceregieli zapraszam na przedstawienie pt. "Romeo i Julia na wesoło" napisanych przez(tu chwila ciszy) przez wróżki: Ricki,Yuki (i Dawn xD ) Zapraszam gorąco!!
Rozległy się brawa a ja zjechałem na bok.
-No dobra-wyciągnąłem scenariusz-Nath i Szarion na scene!!!!

Na scenie

S: Czy mnie wzrok nie okłamuje? Coś w kieszeni ci wibruje!

N: Ach jak ja się dobrze czuję, gdy telefon mi wibruje!

S: Lepiej odbierz, bo coś czuję. Wibrowanie źle zwiastuje! Może ktoś podstępnie knuje, kogoś zabić ktoś próbuje, Może giełda bessę czuje, a ja hajsu potrzebuję!

N: Człowieku, nie bądź takim materialistą! Trzeba się wyluzować!

S: Sorry, że ci ciągle truję, lecz czy rymów ci brakuje?

N: Ach, ja rymy ciągle czuję! A telefon wciąż wibruje! <wyjmuje telefon> Haallooo?

Wyciągam komórke i udaję głos pijanego,zrzędliwego 60-latka

Ja: Wy debile! Czemu ciągle się bijecie, weźcie swoich ludzi lepiej, bo znów się pobiły rody, strój powodem jest niezgody, lecz jest pomysł w mojej głowie!
Karę śmierci ustanowię!

S: Mózg Księciunia nie pracuje, rymów z uje już nie czuje.

N: Zaraz tu się zbulwersuję, przestań już rymować z uje! Moi ludzie zastrajkują! Pobić dresa potrzebują!


Koniec sceny

-Dobra,mówie.Szarion nie rób takiej zbolałej miny wyluzuj sie,ok? Teraz Akane i Yuuki. won na scene i Yuuki załóż ten miecz! Bo cię z łusku strzele!!!


Na scenie

Y: Witaj piękna sąsiadko! Pięknej Julii Matko! Mam do ciebie sprawę, ta piękna istotka, córka twoja słodka, zakręciła w mej głowie, bez niej w życiu nic nie zrobię!

A: Słuchaj kolego, za kogo ty się właściwie masz?

Y: Och, mon Dieu, ale gafa! Pozwól że ci się przedstawię. Jestem Parys,syn Mornika.

A: Ach, to zmienia postać rzeczy, twojej sławie nikt nie przeczy, jeśli córka moja młoda zechce cię, ja powiem zgoda.

Y: Kiedy mógłbym bliżej poznać ją? Czy otwarty dla mnie jest wasz dom?

A: Och, nasz dresiarski ród, robi bal że cud, będzie panien w brud, więc jeśli córka moja, nie zechce cię o panie, będziesz miał na zawołanie mnóstwo innych panien.

Y: Och, mon Dieu, więc nie męczę cię i zmywam się!


koniec sceny



Tak to już jest jak się piszę pod wpływem żelków...
-Spoko,było dobrze...a teraz...Yuuki i Aiu. Nath też idziesz ale masz stac z boku i się przysłuchiwać!!!

Na scenie


Y: Och mon Dieu, co takie piękne dziewczę robi na przyjęciu samo?

A: Które dziewczę? <rozgląda się>

Y: Ach ty, piękna bździągwo! Pozwól że ci się oświadczę.

A: <z odrazą na twarzy> Ach łaskawy panie, czy nie wiecie? Przy pierwszym spotkaniu nie oświadcza się kobiecie!

Y: <mierząc ją wzrokiem> Kobiecie??? Ach… tak… <traci rezon.. po chwili> Ach, takie piękne dziewczę odrzuca mnie! Lecz jeszcze wrócę, by ponownie oświadczyć się! Parys odchodzi

<do Aiu podchodzi Nathaniel>

N: Ej foko, wpadłaś mi w oko, rozglądasz się w koło, minę masz wesołą, grzywkę spuszczoną na bok, nogę za nogą stawiasz jak modelka, wyczułaś, że na ciebie zerkam.
<Aiu podchodzi bliżej>

N: Podchodzisz tak blisko, że czuję twój zapach, działa na mnie jak drin z dodatkiem afrodyzjaka, kici kici kotku, jak ci na imię?

A: Julia

N: Chodź stań tu przy mnie, chcę zobaczyć co mówią twe oczy,
tajemnicze jak piaski pustyni, jak ocean niebieskie, gdy patrzę na ciebie czuję szczęście, gdy patrzę na ciebie mówię wierszem, ten rym gra me serce, wśród fok jesteś mercem.
A: O maj gad, jaki freestyle.

N: Chodź na decka, będzie fajnie!

A: Ale ja jestem dziewicą, i tu mówię szczerze. A jak ci na imię, mój cudny raperze?

N: Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam… O imię me nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj…

A: Czy ja wiem…

N: Będzie dobrze dzieciak, elo! Do góry głowa, będzie dobrze dzieciak, uwierz w to, a tak będzie!


Koniec sceny


-Ok,Nath wiecej pasji w te słowa. To twoja Julia,chłopie!! Twoja miłość,twoja Ewa zanim cie zdradziła z mężem,zguba twojej kasy!!! Wysil się no!-machnąłem ręką.
-Eeee..ok-Nath poprawił ze rajstopy-mogę się przebrać?
-NIE!Aiu,Mr.Wolf gotowi?
-Jasne.
-Zabije cię potem za to-mruknął mój wilk.
-Ta,ta. Na scene!!!

Na scenie

W: Gdzieś ty była!?

A: Jeździłam na desce…

W: Ród dresów nie jeździ na desce! Jakaś zmieniona jesteś!

A: <rozmarzona> Nic się nie zmieniło, ten sam krajobraz za oknem, ten sam wiatr wieje, te same drzewa mokną…

W: Mówisz wierszem! Z kim byłaś?

A: <zaczyna mówić> Pojawia się i znika…….

W: Och, tyś była z Rome’em!!! Jak mogłaś!? On jest ze zwaśnionego skejtów rodu! Nie ma wstępu do naszego grodu!

A: Ale ja go kocham nad życie! Ubiór to tylko okrycie, najważniejsze sobą bycie. Och Marto, pomóż Julii biednej, połączyć się z nim małżeńskim węzłem!

W: <na boku> No Okej, pomogę jej, może i mi się trafi jakiś skejt. <do Aiu> Miłość wszelkie kruszy mury, pomogę, lecz ostrzegam z góry, skejci z dresami walczą z grubej rury.

A: Cenię pomoc twoją Marto, z tobą się przyjaźnić warto! Och, idę na balkon. Romeo mnie woła, jaka ja dzisiaj jestem wesoła!

Koniec sceny



Oooo teraz moja ulubiona część
-Nathaniel i Aiu won mi grać! Nath pamiętaj.chcę czuć te uczucia z twoich ust. I zero jęczenia..
-Jakbym mógł-jęknął


Na scenie

N: Siema młoda, tak se myślałem, chodź się chajtniemy, będą jaja jak się starzy dowiedzą!

A: Ależ mości rycerzu, toć pierwsze to nasze spotkanie, powinno być chwilą wzniosłą, tętniąca emocją! Może jakąś balladę zaśpiewaj! Poemat? Sonecik? Fraszkę jakąś ? Cokolwiek! <prosi>

N: Jakoś nie mam weny.

A: Ależ Romeo! <mówi oburzona>

N: No dobra. Wierszyk. Może być? <klęka przed Aiu> Stoję sobie nad kałużą, a ta kałuża jest taka duża, bo przed chwilą była burza, a gdy jest burza to niebo się zachmurza i pada deszcz i stąd ta kałuża.


A: E…..e…….e…….. Pięknie, jakiś ty liryczny, romantyczny, sympatyczny. E… wzruszyłam się! <udaje, że wyciera łzy>

N: Nie łam się lala, przełam się! Musze pogadać z tą starą bździągwą co cię niańczy, kopsnij się po nią.

Koniec sceny


-Dobra-siegnąłem po kartkę-Aiu schodzi a Mr.Wolf wchodzi. Gdzie moja kawa!!!!!!!?????


Na scenie

W: Czegóż chcesz od nas o Panie, nieszczęście ściągasz jak na zawołanie. Lecz z tego co słyszałam, miłość cię przygnała <na boku> więc może zmieni swoje przekonania co do tego, która z panien chce, i wybierze mnie! <Pada w ramiona Nathaniela> Och, mdleję! <nath łapie wolfa>

W: Och, dotyka mnie, przechodzą mnie dreszcze, ach rób tak jeszcze , jeszcze!

N: O! Zemdlała, nie mam siły jej trzymać. <Upuszcza Wolfa, która próbuje się podnieść, otrząsa się powoli i zaczyna od nowa>

W: Och, jakiś ty silny panie, będę pamiętać twe twarde, męskie………. ramię.

N: Słuchaj kotuś. Chcę się chajtnąc z Julką. Kopsnij się jutro do Laurentego, obliczymy koszty ślubu.

W: Wielka twa miłość dla tej panny, czy ty tam będziesz? Czy się spotkamy?

N: Ja będę palił jointy i jeździł na desce

W: <zbita z tropu> Ach szkoda, znaczy się … dobrze. Z radością przyjdę ustalić ślub <na boku> albo wasz pogrzeb. <Nath schodzi ze sceny, na której została Wolf.> Kocham Romea, on woli Julię kochać, a więc nie będę czekać ni szlochać, i nim tych dwoje ksiądz połączy, ich żywot dzięki mnie się skończy.

Koniec sceny


-Ok...teraz..Szarion i Soraru. Zaraz,gdzie Soraru?!? Zabije go!!! Miał ty być!O jest!!
Po chwil pcham Soraru który trzymał pączka w ustach.
-Serio musze to robić? Śpiacy jestem...
-Mam to gdzieś na scene!!!!


Na scenie..

SZ: O dres, dres! Chodzi w dresie, żeby nie znaleźć się w lesie. Dresy śmierdzą!!!!!!!!!!!!!!!!!

So:eeee....<chwila ciszy> A ty co? W gacie narobiłeś?? Ge-he! Krok ci wisi w kolanach, chodzisz spalony od wieczora do rana i myślisz że jakaś laska jest tak najarana, że pomyśli, że coś go wypełnia? ! Przecież to sama bawełna!

SZ: Co?! Jak śmiesz?

So: Chodzę w dresie, bo dresy są silne, jak wieść niesie, mam trzy paski, lecą na to wszystkie laski. Wożę się srebrnym lexusem, o świetności swej mówić nie muszę.eeee..ak to...aaa! Każdy w mieście zna Tybalta, który zmienia laski w auta, więc nie zadzieraj z dresów rodem, bo wywieziemy cię samochodem, dla nas jesteś nikim, cienkim zawodnikiem, zapatrzonym w siebie malutkim skejcikiem, spuściportkiem, który w krok okrywa workiem. Jesteś dnem rozpaczy, dres ci tego nie wybaczy. Ge-he!

SZ: Wrzuć na luz, koleś.

So: Co on gada, czy on mnie obraża? Coś takiego się wśród dresów nie zdarza.
<Soraru rzuca się na Szariona, robiąc mu dziurę w bluzie>

Koniec sceny


-Nath na scene! I zostaw te rajstopy!!!-krzyknąłem

Na scenie


<Nathaniel wchodzi na scenę, Szarion podnosi się>
SZ: Oto ja i moi ludzie, tak samo jak ty i twoi ludzie, mamy plany i marzenia duże, do celu idąc pokonamy dresów. <zagląda do portfela> Cham! Zgniótł mi moją lufkę.
N: Teraz za to zginiesz. <Udaje, że zabija Soraru, który się drze>


Koniec sceny


-ąuć...to musiało boleć. Ok-poprawiłem swój strój-Ja,Nathaniel i Aiu na scene. Chodźcie...I pamietajcie..to wasz ślub.
-Mam nadzieje że w realu to się nie stanie-mruknął Nath.


Na scenie

Ja: Zebraliśmy się tu żeby połączyć tych dwoje świętym węzłem małżeńskim… Sorry dzieciaki ze nie ma tu miejsca na freestajl, ale ta scena wymaga ode mnie powagi. Mam nadzieje że to Julia zostanie skatem, a nie Romeo sprofanuje święte spodnie z krokiem w kolanach…

A: Tak właśnie się stanie


Teraz morderstwo...Wolf na scene!!!!
(Wolf: no nareszcie....)



<Wolf wchodzi z nożem na scenę i udaje, że zabija Nathaniela i Akane.Wolf wzrusza ramionami i podchodzi do mnie>

W: <rzuca portfel> Miłość rządzi się swoimi prawami. Romeo mnie nie chciał więc krew teraz kościół plami. Ty braciszku siedź tu cicho , by i ciebie nie wzięło licho, masz tu kasy całkiem sporo i siedź cicho głupia zmoro .

Ja: <licząc kasę z zadowoleniem> Dobra, teraz ni słówka nie pisnę. Mam tyle kasy ze wszędzie się wcisnę.

W: Jadę z Parysem do Bangladeszu. Nara <macha na pożegnanie>

Koniec sceny

Ja i Wolf zeszliśmy na bok.
-Dobra,Akane.Won mi grać Matkę Bolesną. Za chwile do ciebie dołącze...

Na scenie

Ak: <płacze, wchodze ja> ooooooooooooo!!!!!

Ja: Wiem, wiem to okropne .

Ak: No ale taka tragedia, taka masakra w biały dzień

Ja: No straszne! Zginęli tak młodo

Ak: Jasna dupa, co mnie to obchodzi ?!? Ciastko mi z talerza spadło, a taką ochotę na nie miałam! Mój ukochany sernik z truskawkami!!

Ja: <konsternacja> A aa aaa a… to się nie martw. Teraz mam tyle kasy, że ci kupię sto serników z truskawkami. O! <wyciąga lakrymę, rozmawia z kims przez chwilę, po czym zwracam się do Akane> Ty, słuchaj, Merkucjo mówi, że odkrył swoje prawdziwe powołanie i uciekł z mleczarzem na drugi koniec krolestwa…

Ak: Ta, on zawsze był jakiś inny. Ale moje ciastko!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ja: No dobra, wyluzuj zjesz w kawiarence. Ale najpierw musisz się rozwieść, to weźmiemy ślub.

Ak: Czy nie dociera do ciebie? Mój mąż dawno zginął w sławnej bitwie o Wieżę Pańską, w krwi kałuży i cichą piosnką. Poginęły tam wszystkie bliskie mi chłopaki. Jeden tylko dotarł do Włoch, ale on już dawno ożeniony z córką Heńka z poczty. Poza tym jesteś księdzem!!!

Ja: Zrzucę habit, zostanę krawcem

Ak: Chyba pan żartować łaskaw, toć nie mogę wyjść za krawca!

Ja: To zostanę ogrodnikiem zawsze kochałem kwiaty <schodze na chwilkę ze sceny i wracam z konewką pełna wody, zaczynam śpiewać piosenkę, a Akane nuci do rytmu> Kiedy deszcz nie pada i wody coraz mniej, co mówię na to ja? Konewka! Kiedy kwiatki schną I Julia mówi hej! Co mówię na to ja? Konewka! Mam konewkę, w ręce lewej <podnoszę ja i pokazuje> Siedzę pod drzewem i leję, leję, leję. Słońce grzeje, jeje, jeje, jeje, póki mam konewkę jeszcze tak źle nie jest. Jestem tu po to, żeby konewką chlusnąć <macham konewką tak, że rozlewam wodę, która leci na publiczność> Kwiatki nie uschną, bo ja im kurde nie dam uschnąć. Będę sikał jak ze sikawki strażak, to jest konewka więc uważaj!


Koniec sceny


Czy ja już mówiłem że kocham te robotę?
-Taaa-mr.Wolf pogrzebał przy uchu-możesz mnie odczarować?
-Nie,słodki jesteś w tej postaci..
-YUKIYA!!!!!

Od Aiu

To było chamskie z jego strony. Po prostu mnie tak wygonił! No bezczel totalny...odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do pokoju. O mało się na tych schodach nie zabiłam, ale to tylko mały nie istotny szczegół. teraz tylko myślałam jakby mu się tu skutecznie odwdzięczyć. Zatrzymałam się dopiero przed moimi drzwiami przypominając sobie o pewnej rzeczy. Radośnie otworzyłam je nie zwracając uwagi na to, że po wejściu trzasnęłam nimi. W mojej głowie narodził się właśnie szatański plan na zniszczenie mu reputacji w szkole. Przeszukiwałam pudełka ze zdjęciami i myk, znalazłam! Kilka prywatnych foci Conor’a.
http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Katekyo.Hitman.REBORN!.full.1819227.jpg?tsn=1438282832309&zalf=Nowe&wid=12247&p=6&o2=1238459&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Hibari.Kyoya.600.1306208.jpg?tsn=1438282832281&zalf=Nowe&wid=12247&p=3&o2=123325&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Katekyo.Hitman.REBORN!.full.1371753.jpg?tsn=1438282832291&zalf=Nowe&wid=12247&p=4&o2=330966&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Katekyo.Hitman.REBORN!.full.1162797.jpg?tsn=1438282832271&zalf=Nowe&wid=12247&p=2&o2=440974&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Katekyo.Hitman.REBORN!.full.1162814.jpg?tsn=1438282832300&zalf=Nowe&wid=12247&p=5&o2=553739&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0




Najpierw jednak muszę się przygotować na rozpoczęcie. Zabrałam z szafy jakąś białą sukienkę przewiązaną niebieską kokardą. Uczesanie nie było jakieś barwne…po prostu zrobiłam sobie warkocz. Zabrałam potrzebne mi zdjęcia i nie wiem jakim cudem, ale znalazłam sekretariat. Pani ciut się zdziwiła na widok zdjęć. Powiedziałam, że potrzebuję aby mi je skserowała. Jak dobrze, że nie zadawała pytań. Po paru minutach wybiegłam z budynku szukając tego w którym mieszka Conor. I znalazłam…wbiegłam do niego jak poparzona. Wsunęłam zdjęcia pod czyjeś drzwi i uciekłam. Później powtórzyłam te czynności…wychodzi na to, że zdjęcia dałam następującym osobą: Nathaniel Rafael Ravensape, Yukiya Reizen, Ame Kishō, Yuuki Yamamoto. Sami chłopcy…to teraz masz za swoje, braciszku! Dumna z siebie ruszyłam na rozpoczęcie. Jak wrócą będą mieli ciekawe focie, co z nimi zrobią to już nie mój interes.

Od Ramenth

 Cóż szkoła pod ziemią. Nie jest to zbyt przyjemne, no ale co zrobić. Na pewno często będę odwiedzał miasto na górze. Zamknięte pomieszczenia mnie stresują. Pomyślałem wchodząc z powrotem do swojego pokoju. Powoli zbliżał się czas rozpoczęcia roku szkolnego. Postanowiłem się więc przebrać w coś co przynajmniej wyglądać będzie na eleganckie. Z szafy wyjąłem czarną koszulę z długim rękawem i czarne bojówki. Postanowiłem, że ceremonia, która niedługo się odbędzie nie wpłynie na sposób w jaki się ubieram. Jak zawsze na szyję zawiesiłem słuchawki. Gdy będzie nudno zawsze mogę zacząć słuchać muzyki. Ubrałem buty i wyszedłem z pokoju. Miałem jeszcze trochę czasu, więc postanowiłem zaznajomić się rozkładem budynków na terenie szkoły. Właśnie zamykałem za sobą drzwi na klucz, gdy uświadomiłem sobie, że nie ubrałem skarpetek i po dłuższym chodzeniu w butach bez nich mogę pozdzierać skórę ze stóp. Jak najszybciej wróciłem do pokoju, zdjąłem obuwie i ubrałem brakującą część garderoby. Po upewnieniu się, że wszystko jest w porządku wyszedłem i zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Ponieważ straciłem sporą część czasu na ubieranie skarpetek od razu musiałem iść na rozpoczęcie roku, które miało się niebawem zacząć.

Od Aki’ego

Po raz kolejny westchnąłem wpatrując się w szybę samochodu, który wiózł mnie do nowego „domu”. Naprawdę nie miałem ochoty tak jechać. Martwiłem się o ojca, który teraz zostanie całkowicie sam. Nie liczyłem tych, co będą witać codziennie do szkoły. Byliśmy sobie wszyscy bliskie, jednak rodzina to rodzina. Po śmierci mamy tylko ja mu pozostałem. Naprawdę z każdą chwilą czułem się, jakbym miał wydać na niego wyrok samotności do końca życia. Mimo takich wątpliwości nie powiedziałem po drodze nawet słowa. Jestem pewien, że jemu również jest ciężko. Gdybym chociaż miał jakieś rodzeństwo pewnie nie martwiłbym się w ten sposób. Zawsze byłaby to osobą, która mogłaby zaopiekować się ojcem i chociaż zerkać, czy dobrze się czuje. Lata mijały, a on również zyskiwał kolejne siwe pasma. Jeżeli coś się stanie, a mnie przy nim nie będzie, chyba oszaleje.

-Jesteśmy na miejscu –usłyszałem jego głos.

Tak bardzo myślałem o swoich zmartwieniach, że kompletnie nie skupiłem się na drodze. Może lepiej do tego też się nie przyznam. Zdecydowanie wole byśmy rozstali w takich stosunkach, jakie teraz panowały. Wysiadając z samochodu czułem wyraźny smutek, ale wiedziałem, że ojcu też nie jest łatwo. Podał mi pokrowiec, w którym znajdował się mój łuk. Odebrałem go i zarzuciłem pasek przez ramię, jednocześnie w dalszym ciągu trzymając go w dłoni. Mój staruszek nic nie powiedział. Jedyne, co zrobił to położył dłoń na mojej głowie. Nigdy nie był zbyt wylewny, ale wiedziałem, co to oznacza. Samymi gestami mówiłby, że wszystko będzie dobrze, a gdyby działo się coś naprawdę strasznego mam się z nim skontaktować. Spojrzałem na niego z uśmiechem, po czym odwróciłem się i ruszyłem w stronę murów akademii. Słyszałem jeszcze za plecami, jak ojciec wraca do samochodu i odjeżdża, jednak się nie odwróciłem. Wiedziałem, że to najgorszy błąd, jaki mogłem teraz popełnić.

Z niemałym zaciekawienie przyglądałem się kolejno mijanym miejscom. Akademia zdecydowanie jest o wiele większa niż dojo, więc nie powinno mnie to wszystko tak dziwić. Martwiłem się tylko nieco, jak tu będzie. Na pewno zadbano o miejsca do ćwiczeń. Jednak słyszałem, że tu nie ma konkretnie wyznaczonego standardu nauki. Były trzy klasy, przy czym każda nauczała zupełnie inne typu ludzi. Dołóżmy do tego jeszcze, iż moja klasa również ma u siebie zupełnie odmienne indywidua. Do tej pory uczyłem się wyłącznie z takimi, jak ja. Każdy z nas podążał drogą łuku. Tym razem będzie inaczej. Chyba byłem tak samo zaciekawiony tymi ludźmi, co nieco przerażony. Może to po prostu nerwy. Jestem w nowym miejscu, więc to nic dziwnego, że sytuacja zdaje się mnie troszeczkę przerastać. Ale chciałem być dobrej myśli. Obiecałem ojcu, że może na mnie liczyć i z pewnością go nie zawiodę.

Dość szybko zorientowałem się w recepcji, gdzie dokładnie znajduje się mój pokój i parę jeszcze ciekawych rzeczy. Odnalezienie tego pierwszego również nie stanowiło problemu. Chociaż minęło mnie coś o fioletowych włosach, zdaje się, że jakaś dziewczyna wyraźnie nie mogła powstrzymać entuzjazmu z bycia w tym miejscu i tylko mignęła mi przed oczami. Zdawało się mi, czy ona miała królicze uszy…? Pokręciłem głową z niedowierzaniem. To niemożliwe. Pewnie już z tych nerwów zaczynam mieć dziwne przywidzenia. Zdecydowanie potrzebowałem chwili spokoju i rozluźnienia. Dlatego też, kiedy tylko znalazłem się w pokoju zostawiłem zbędne rzeczy i wyszedłem z niego, kierując się do sali ćwiczebnej. Wcześniej pytałem o to w recepcji, więc wiedziałem mniej więcej, gdzie to miejsce się znajduję.


W normalnych okolicznościach powinienem przebrać się w specjalny strój, jednak dzisiaj sobie odpuszczę. Chciałem się tylko nieco rozluźnić. Poza tym nie wiem kiedy rozpoczynać się będzie rok szkolny, więc wolałem zbytnio nie szaleć. Będąc w odpowiednim miejscu jedynie rozejrzałem się dookoła, a widząc część stworzoną idealnie dla łuczników, aż musiałem się uśmiechnąć pogodnie. Położyłem futerał na ławce, a z niego wyciągnąłem moją drogą pamiątkę po dziadku. Tak bardzo chciałbym mu kiedyś dorównać. Nie myśląc już o tym, podszedłem do odpowiedniego miejsca, po czym przyjąłem odpowiednią pozycję. Wyciągnąłem rękę z łukiem, po czym wykonując płynny gest naciągnąłem cięciwę. Jednocześnie energia płynąca z tej niesamowitej broni utworzyła strzałę, która teraz była wycelowana prosto w tarczę. Wolałem nie przesadzać pierwszego dnia w tym miejscu i był to dosyć pospolity rodzaj, chociaż każdego mogłoby zastanowić, dlaczego jest taka jasna. Nie chcąc już się zadręczać błahostkami przymknąłem powieki, by następnie otworzyć je i wystrzelić.

Od Usagi

Wspaniały dzień. Wręcz idealny na nowe przeżycia. Od kiedy tylko usłyszałem od rodziny, że muszę wyjechać do tej akademii praktycznie nie mogłem zatrzymać swojego entuzjazmu. Tyle rzeczy do poznania i do tego normalni, żywi ludzie. Nie tylko konkretne osoby, które mijały mnie na co dzień. To naprawdę irytujące, kiedy chcesz z kimś porozmawiać, a ten osobnik mija cię udając, że nie istniejesz. Coś takiego zdarzyło się mi już nie raz, a nawet wiele razy. Patrzyli na nas, jak na dzikie zwierzęta tylko dlatego, że nie jesteśmy do końca normalni. To takie zacofane myślenie. Dookoła jest wiele dziwnych ludzi. Czemu akurat nasza rodzina tak bardzo im zawadzała? Chociaż fakt, nie każdy zmienia się w taki sposób, jak my. Czasami miałem wrażenie, iż nawet wilkołaki byłyby bardziej akceptowalne. Co za smutny naród. Tym razem nie musiałem jednak niczym się martwić. Byłem z daleka od rodziny i wszystkich innych osób, które jedyne, co robiły, to drażnienie mnie swoim życiem.

Na wejściu do akademii wyciągnąłem notes i długopis, zapisując wszystko, co mnie zaciekawiło. Można uznać, że to moje małe hobby. Uwielbiam utrwalać wspomnienia. Szczególnie, gdy są one naprawdę warte tego. W rodzinnym mieście niewiele pisałem. Nie było ku temu powodów. Jednak tutaj wszystko było zupełnie inne. Sama szkoła miała w sobie coś, co tylko napędzało mnie do działania. Aż musiałem przystanąć na moment, by móc rozejrzeć się dookoła. To naprawdę niesamowite miejsce. No i mogę być kim chce. Ta część podobała się mi chyba najbardziej. Co z tego, że jestem chłopakiem, a mam na sobie aktualnie mundurek dostosowany typowo pod płeć żeńską? Patrząc na moją twarz i tak nikt nie zauważyłby różnicy. Przynajmniej będzie nieco ciekawiej. Kierowałem się zawsze prostą zasadą – „nutka szaleństwa nikomu nie zaszkodziła”. Możliwe, że ktoś taki jak ja, należący do tej przeklętej rodziny nie powinien tak mówić, ale co tam. Miałem prawo myśleć, co tylko chciałem i nikt nie powinien mi tego zabraniać.

Moje rozmyślania szybko zmieniły tor, gdy podziwiałem kolejne miejsca, na terenie akademii. Tak wiele zabawy będzie, że aż nie mogłem doczekać się rozpoczęcia roku. To będzie naprawdę najbardziej ekscytujący czas w całym moim życiu. Może poznam jakichś równie ciekawych ludzi? Oby tak było. Mam dość patrzenia na gburowatych członków mojej rodziny. Wiecznie poważni, nigdy nie tracący swojej kontroli i udający, że są ponad to. Zupełna głupota. A gdzie chwila na jakąś zabawę? By przeżyć jakiekolwiek i nie żałować w chwili śmierci. Każdy z nas kiedyś umrze, a ja nie zamierzałem tracić czasu czekając, aż to nastąpi. Chciałem mieć wspomnienia, by potem móc powiedzieć coś w stylu – „było warto”. Trochę, jak w filmach, ale to dość ciekawy motyw.

Nawet nie zauważyłem, jak szybko wylądowałem przy moim pokoju. Na szczęście wszystko, co ujrzałem znajdowało się bezpiecznie zapisane w notesie. Chyba umarłbym bez niego. To moja jedyna ostoja spokoju, która sprawia, że naprawdę mogę na chwilę odłączyć się od rzeczywistości. Skoro o tym już mowa, na moich drzwiach ujrzałem przylepioną karteczkę. Była na niej świetna informacja o rozpoczęciu roku szkolnego. Dla wielu może to głupota cieszyć się z czegoś takiego, ale ja już nie mogłem się doczekać. Zerwałem karteczkę i wszedłem do pokoju. Powinienem się chociaż wypakować, skoro już większość akademii obejrzałem. Powinienem się pospieszyć, by zdążyć na czas, chociaż muszę przyznać, że wziąłem ze sobą więcej, niż przypuszczałem. Większość to ciuchy i pełno niezapełnionych jeszcze notesów, ale musiałem wszystko odpowiednio poukładać. Ubrania ważna sprawa. Szczególnie, gdy przebierasz się za dziewczynę. Naprawdę to mnie bawiło, więc miałem tyle damskich ubrań, że sam nie wierzyłem, jak to przemyciłem przed rodziną. Ich miny, gdyby to odkryli pewnie musiałyby być komiczne. Aż zastanawiałem się parę razy, czy im tego nie pokazać. Wpaść do domu krzycząc, że wróciłem, a tutaj zobaczyliby mnie w aktualnym stroju. Pewnie miał bym przechlapane do końca życia, ale jak sobie wyobrażam ich reakcje, to naprawdę ciężko mi się nie śmiać.


Od Reiko

Szybkim krokiem przemierzałam korytarz przeznaczony dla klasy Magicznej, szukając drzwi ze swoim imieniem. Starałam się skupić, na swoim zadaniu, żeby nie zbłądzić. Nie miałam zamiaru tracić czasu na bezcelowe przemierzanie zacienionych korytarzy, ale walizka skutecznie utrudniała mi wyznaczony cel. Miarowy dźwięk, który wydawała, wydawał się niemiłosiernie głośny, co sprawiało, że w duchu byłam podenerwowana. Póki co, wolałam z nikim nie rozmawiać. Nie byłam na to przygotowana. Z rozmyślań wyrwało mnie miauknięcie. Przystanęłam. Dopóki mój puchaty towarzysz nie miauknął po raz drugi, stałam przed drzwiami pokoju z przymkniętymi oczami. Delektowałam się ciszą, w której można było pozostać niezauważonym. Gdy w końcu otworzyłam oczy, spojrzałam z niechęcią na walizkę. Było to średniej wielkości pudło, z delikatnymi kwiatowymi wzorami. Po chwili wpatrywania się w walizkę, przeniosłam wzrok na imię widniejące na pokoju nr 85. Reiko Mekami.
-Dziękuję, Shiro-uśmiechnęłam się lekko do kota, który zamruczał, jakby z zadowolenia. Po zamknięciu się w pokoju, odetchnęłam z ulgą.
-W porządku! Teraz można się tu trochę rozejrzeć, i rozgościć-mówiłam uroczystym tonem, do białego kota, spoglądającego na mnie mądrymi, błękitnymi oczami.-Prawda Shiro?-uśmiechnęłam się pogodnie, kładąc poziomo walizkę. Tak, aby po wypakowaniu się, wsunąć ją pod łóżko. Rozejrzałam się po pokoju. Był bardzo ładny, schludny. Jego kolorystyka bazowała na odcieniach koloru beżowego. Ściany były w kolorze ecru, firanki miały jasny, kawowy kolor, a wszelkie dodatki, były jasnobeżowe. Śnieżnobiałe meble, spełniały moje najśmielsze oczekiwania. W pokoju znajdowała się przestronna szafa, komoda, biurko, oraz łóżko. Nad biurkiem wisiały półki na książki.
Kocur miauknął z zachwytem, na widok obszernego parapetu. Zaśmiałam się, kiedy mój puchaty przyjaciel na niego wskoczył.
-Kochany kotek-powiedziałam, podchodząc do parapetu. Pogłaskałam Shiro.-Szkoda, że będziesz musiał zostawać w pokoju, na czas zajęć. –pocałowałam lekko futerko mego ulubieńca. Kiedy podniosłam wzrok znad kota. Zza okna widać było podziemia, w całej swojej okazałości. Teren szkoły, był naprawdę ogromny. Po chwili refleksji, na temat placówki, w której będę się uczyć, wróciłam do rozpakowywania się. Rzeczy nie było dużo. Ubrania poprzekładałam do szafy, a mniejsze rzeczy, służące do pielęgnacji włosów, skóry i paznokci, włożyłam do komody. Po poukładaniu książek, dostrzegłam, jak niewiele ich ze sobą przywiozłam. Na końcu wypakowałam katanę, która była jedną z moich niewielu pamiątek rodzinnych, przez co była dla mnie bardzo cenna. Próbowałam nauczyć się nią walczyć, ale póki co, nie wychodzi mi to za dobrze… Nieświadomie przygryzłam wargę. Po chwili, jakby otrząsnęłam się z transu. Ostatni raz spojrzałam na katanę, po czym schowałam ją do walizki, i wsunęłam pod łóżko. Wstałam.
-Gotowe-przeciągnęłam się.-Jeszcze tylko przyszykować strój, na uroczystość inauguracji roku szkolnego-rozpromieniłam się, ale po chwili oprzytomniałam-Wypadałoby dopytać się kogoś o szczegóły…-zaniepokoiłam się. Podeszłam do drzwi, niepewnie wychodząc na korytarz. Na szczęście nikogo na nim nie było. Przeszłam się wzdłuż niego, mijając parę drzwi. Nie mogłam się zebrać w sobie. W końcu trafiłam na drzwi, na których widniała karteczka z informacją. Przyjrzałam się jej uważniej. Gdy zapoznałam się z jej treścią, momentalnie wróciłam do pokoju. Miałam ochotę skakać z radości. Obeszło się nawet, bez kłopotliwych rozmów. Na karteczce było napisane, że mamy się stawić o 18:00, w Sali o numerze 12. Spojrzałam na zegarek. Miałam niecałą godzinę na przygotowania! Zaczęłam krzątać się po pokoju, przygotowując się do ceremonii, jednocześnie zastanawiając się, dlaczego nikt nie poinformował mnie o dokładnym miejscu oraz godzinie rozpoczęcia… Dziwne… W dość niedługim czasie, udało mi się przygotować.
-Na razie lecę, Shiro. Do potem! Życz mi szczęścia!- zaśmiałam się, po czym, wyszłam. Gdy zostałam na korytarzu sama, poczułam się nieswojo. Ruszyłam jednak we wskazanym kierunku. Moja twarz, jak zwykle, gdy nie jestem sam na sam z kimś bliskim, znów zaczęła pełnić funkcję maski, ukrywając moje uczucia. Kiedy byłam wśród ludzi, wyhamowywałam także reakcje niemalże do zera. Sama nie wiem, dlaczego tak było… Może ze względu na przeszłość… W każdym bądź razie, dawało mi to nikłe poczucie bezpieczeństwa, wytwarzając barierę, między mną, a ludźmi, którym od tamtego wypadku nie umiałam zaufać… Nim rozmyśliłam się na dobre, dostrzegłam drzwi Sali nr 12. Wzięłam głęboki wdech, by następnie wejść na salę, jednocześnie rozpoczynając w swoim życiu nowy rozdział. A przynajmniej miałam taką nadzieję…

wtorek, 28 lipca 2015

Aki Kaze

Imię: Aki
Nazwisko: Kaze
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Klasa: W
Ranga: D
Broń: Misternie rzeźbiony mityczny łuk

Osobowość:
Przez wielu mógłby zostać określany mianem kujona przez fakt, iż lubi się uczyć i poznawać nowe rzeczy. Jest opanowany, a także spokojny we wszystkim, co robi. Dodatkowo cechuje się ogromną precyzją. Zawsze stara się, by wszystko było idealnie. Te cechy wyrobił sobie ćwicząc ze swoją bronią, która często nazywana była staroświecką. On sam nie rozumiał z jakiego powodu, skoro byli ludzie z chodzący z ostrzami to dlaczego akurat łuk był uważany za coś starego. W gruncie rzeczy strzelanie z niego uspokajało i dawało jego zmysłom odpoczynek. Uważał, że nie ma lepszego sposobu na rozładowanie napięcia.
Mimo wszystko Aki jest również bardzo ciepłą i przyjazną osobą. Nie lubi się kłócić o trywialne sprawy. Zawsze woli wszystko wyjaśnić, zamiast zostawiać jakieś niedopowiedzenia, przez które często psują się stosunki z drugą osobą. Uważa, że gdyby ludzie więcej ze sobą rozmawiali na pewno mogliby dojść do porozumienia bez podnoszenia głosu. Dla niego kłótnia była złem koniecznym tylko w naprawdę kryzysowych przypadkach. Jeśli tylko mógł, unikał jej. Czasami przez to obrywał najbardziej, ponieważ nie chcąc bronić swojego zdania ktoś inny narzucał mu swoją wolę. Wie doskonale, że jest zbyt pasywny, jednak do tej pory tego nie zmienił.
Jego dobroć jest czasem wykorzystywana. Dosyć łatwo wcisnąć mu dodatkową robotę. W poprzedniej szkole często pojawiały się tego typu sytuacje, przez co wracał nawet o późnych porach nie mogąc wyrobić się ze wszystkimi obowiązkami. Niestety, nic nie może poradzić na swoją chęć pomocy każdemu, kto tego potrzebuje. Można pokusić się o stwierdzenie, że to wręcz silniejsze od niego. Między innymi przez to ulega również różnym namowom ze strony ludzi. Jak łatwo się domyślić, często wychodzi na tym gorzej niż powinien.
Podejście do wszystkiego zmienia się jednak w momencie, gdy musi wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Dobrym przykładem jest walka, w której wyceluje w drugą osobę i nie zawaha się strzelić. Nie następuje przy tym żadna zmiana charakteru. Po prostu zmieniają się wtedy priorytety, jakimi się kieruje. Na co dzień prowadzi go chęć pomocy innym. Z kolei w chwili, gdy musi unieść swoją broń i stanąć w odpowiedniej pozycji wie, że nie może już postrzegać wszystkiego w taki sam sposób. Jak powtarzał jego ojciec – „są rzeczy ważne i ważniejsze”. Jednocześnie nigdy nie wycelował w osobę, która faktycznie niczego nie zrobiła. Miał również nadzieję, że nigdy nie będzie musiał tego robić. Nie popierał pochopnego rozlewania krwi, więc gdy celował w ofiarę na początku wolał wiedzieć o niej więcej niż parę wzmianek.

Historia:
Rodzina chłopaka zawodowo parała się łucznictwem. Prowadzili nawet dojo, gdzie uczyli Kyudo, czyli drogi łuku. Nie brali oni każdego. Ich usługi były dosyć specyficzne, ponieważ specjalizowali się w poskramianiu energii pradawnych broni napełnionych energią. Istniało wiele podobnych szkół, jednak każda uczyła walki innym narzędziem. Jak wcześniej zostało nadmienione, rodzice niebieskookiego zajmowała się tylko łucznictwem.
Ojciec Aki’ego należał do osób surowych, ale sprawiedliwych. Nigdy nie zganił go za coś, jeśli nie było ku temu faktycznej przyczyny. Jednocześnie podczas treningów traktował swojego pierworodnego na równi z innymi uczniami. Nie faworyzował nikogo pragnąc, by wszyscy tak samo się rozwijali i nabierali umiejętności. Sam chłopak nie mógł powiedzieć, iż czuł się nieszczęśliwy. Uważał swoją rodzinę za całkowicie normalną. Zawsze przykładał się do swoich obowiązków i nauki za dwoje, by nie zawieść ojca. Chciał, by ten był z niego dumny, a w przyszłości, gdy rodzice zaniemogą, przejmie po nich dojo. Tej drugiej części nieco się obawiał. Nie był pewny, czy poradzi sobie z tak wielką odpowiedzialnością. Widział doskonale swój pasywny charakter i martwił się, iż zawiedzie. Niestety, to był jego obowiązek przejąć szkołę. Podobno nigdy nie pojawił się wyjątek, w którym zostałby wybrany ktoś inny, co niezbyt go pocieszało.
Łuk dostał po zmarłym już dziadku. Był on naprawdę wspaniałym łucznikiem i chłopak zawsze podziwiał jego kunszt. Oczywiście, nie twierdził, że ojciec jest gorszy. Oboje byli niesamowici, jednak ten pierwszy wyprawiał prawdziwe czary używając zaklętych strzał. Do tej pory pamiętał, gdy któregoś razu zgodził się zaprezentować nowym uczniom niektóre umiejętności, jakich będą się uczyć. Mimo, iż to nie była czysta magia, wszyscy czuli moc, jaka bije od nie tylko od samego mężczyzny, ale i od jego broni. Zdawali się tworzyć jedną doskonałą całość, a każdy wykonany atak był niesamowicie precyzyjny. Nie wspominając o strzałach, które generował. Wiedział doskonale, kiedy wykorzystać jaką i nigdy się nie pomylił. Dla Aki’ego stało się celem życiowym pójść w jego ślady. Między innymi dlatego, gdy dostał jego broń na początku obchodził się z nią, jak ze szklanym, delikatnym przedmiotem. Dopiero jego ojciec musiał go nieco doprowadzić do porządku, ponieważ nie dasz rady wykrzesać ze swojego oręża żadnej magii, jeśli nie zjednoczysz się z nią duszą. Musieli tworzyć jedność, a chłopak miał z tym wyraźne problemy.
Minęło wiele czasu nim niebieskooki przełamał się. Do tamtej pory ciężko było mu zaakceptować łuk dziadka, ponieważ uważał, że nie jest go godzien i nawet nie próbował mu dorównać. Jednak im więcej czasu mijało tym bardziej zaczynał rozumieć swój błąd. Kiedy uporał się z wątpliwościami mógł wrócić do dalszej nauki, co w późniejszym czasie spędzało mu sen z powiek. Czasami zapominał o jedzeniu, a nawet zmęczeniu. Trzymając broń w dłoni i napinając cięciwę czuł wszechobecny spokój, a jego zmysły były zupełnie wyciszone. Liczyło się tylko trafianie o celu. Uwielbiał ten stan, dlatego często przesadzał z treningami.
Jego chęć ćwiczeń zwiększyła się, gdy matka chłopaka zmarła na niezidentyfikowaną chorobę. Podobno zadrapał ją kot posiadający w sobie jakiegoś wirusa. Zwierze również zdechło, jednak chyba nie trzeba mówić, jak bolała go śmierć rodzicielki. Nie mógł uwierzyć, że uczą się walki, a ktoś z nich umarł przez chorobę. Zdawało się to wręcz nierealne. Tym bardziej, że będąc w ruchu mieli dobrą odporność. Dodatkowo sama broń również wspomagała ich w pewien sposób.
Po tym wydarzeniu wiele się zmieniło. Nawet jego ojciec zdawał się więcej spędzać czasu w dojo, niż w domu. Oboje zajęli się ćwiczeniami, nawet jeśli ten pierwszy nie potrzebował tego w tym samym stopniu, co młodszy osobnik. Jednak ta strata wyraźnie zbliżyła ich do siebie. Oboje nie chcieli stracić już nikogo więcej, dlatego nawet jeśli sama nauka pozostawała tak samo ciężka, jak zawsze to Aki wiedział, że w razie potrzeby ma wsparcie. Między innymi z tego powodu zdziwił się, gdy ojciec oznajmił mu pewnego dnia, iż wyjeżdża do akademii. Nie rozumiał jego decyzji, jednak nie sprzeciwiał się. Uważał, że skoro tak zostało postanowione były ku temu jakieś podstawy. Oczywiście, wiedział gdzie jedzie i jaki cel ma jego nowa szkoła. Najwyraźniej, skoro miał tam dołączyć oznaczało to, iż nawet jego ojciec uważał tego całego Masaru za zagrożenie, a chłopak z pewnością nie miał zamiaru go zawieść.

Partner: Może kiedyś…
Inne:
-Jego strzały generowane są dzięki energii przepływającej przez łuk. W zależności od woli właściciela przyjmują konkretne właściwości i wygląd;
-Łuk oraz jego cięciwa, gdy są nieużywane wydają się wyglądać, jak zwykła broń. Dopiero podczas użytkowania przez Aki’ego i tylko przez niego, obie części zaczynają delikatnie świecić, co jest oznaką przepływania przez nie energii;
-Dzięki codziennym treningom w dojo jest szybki, zwinny i precyzyjny;
-Ćwiczenie Kyudo jest dla niego sposobem na rozluźnienie dlatego w momencie, gdy ma zły humor lub ktoś wyprowadzi go z równowagi pierwsze, co robi to udanie się do Sali ćwiczeń, by móc wykorzystać swoje umiejętności;
-Lubi najpierw przeanalizować sytuacje, a dopiero potem w jakikolwiek sposób zareagować. Nigdy na odwrót;
-Jest porannym ptaszkiem, co znaczy tyle, że nim wszyscy się obudzą, on już będzie trenował;
-Nigdzie nie rusza się bez swojej broni.

Punkty: 0



Usagi Kyouki

Imię: Usagi
Nazwisko: Kyōki (Kyouki)
Pseudonim: Bunny, Szalony Królik
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Klasa: M
Ranga: D
Moc: Salwa, Przemianowanie Energii

Osobowość:
Z pewnością nie można nazwać go prostą lub w jakikolwiek sposób, nieskomplikowaną istotą. Wręcz przeciwnie. Bunny jest osobą, która wesoło przemierza ulicę, nucąc cicho jakąś melodyjkę i podziwiając wszystko, co go otacza. W prostych słowach można określić go, jako człowieka naprawdę pogodnego, wesołego, wiecznie uśmiechniętego, a także w pełni otwartego na świat. Ciężko jest wywołać na jego twarzy smutek lub jakąkolwiek inną negatywną emocję. Zupełnie, jakby te nigdy się go nie imały lub sam je odganiał swoim pozytywnym nastawieniem.
           Wszędzie go pełno, jakby posiadał zdolność klonowania. Jednak nawet bez niej doskonale sobie radzi. Ciągle szuka ciekawych doznań i wrażeń, które są w stanie podtrzymać jego świetny nastrój, co nie wydaje się niczym trudnym. Nawet samym swoim wyglądem wywołuje sytuacje, które później może wspominać z typowym dla siebie rozbawieniem. Dzięki zapuszczeniu włosów do pasa i dosyć drobnej budowie często robi komuś niesamowite niespodzianki w postaci uświadomienia ofiary, iż tak naprawdę nie jest dziewczyną. Uwielbia patrzeć na miny takich osób. Zresztą nie po
winno to nikogo dziwić, skoro nawet ubiera się, jak płeć przeciwna, a nikt przy pierwszym spotkaniu go nigdy jeszcze nie zapytał, czy jest chłopakiem. Czemu więc miał tego nie wykorzystywać? Szczególnie, że to takie zabawne.
Niestety, jak każdy, nawet on ma swoje gorsze strony. Ta ciemniejsza strona Bunny rzadko wita światło dzienne. Zwykle jest utrzymywana w ukryciu, by nikt nigdy nie musiał jej poznać. Jednak czasem pojawiają się sytuacje niespodziewane, przy których nie można przejść obojętnie. Wtedy osoba śmiejąca dopuścić się takiego ryzykownego czynu może być pewna, że Królik nie odpuści tak łatwo. Jest niesamowicie pamiętliwą osobą, więc gdy ktoś podpada chłopak nigdy tego nie zapomni. To niesamowite, jak z milutkiej i roześmianej istotki można stać się kimś bezwzględnym i okrutnym. Na szczęście dosyć trudno jest wyprowadzić go z równowagi, więc akademia nie powinna zbytnio ucierpieć. Przynajmniej do czasu, gdy nie znajdzie się jakiś szalony ochotnik. Nikt nie powinien drażnić Szalonego Królika, nawet dla zabawy.

Historia:
Usagi należy do dość specyficznej rodziny. Jego nazwisko nie jest przypadkiem, a brzemieniem, które nosi na swoich barkach cały ich ród. Mianowicie Kyōki oznaczało Szaleństwo i nie było przed nim ucieczki. Z pokolenia na pokolenie zostaje przekazana stara opowiaska mówiąca o ich przodku, który w zamian za potęgę, by pokonać swoich wrogów, oddał cześć swojej duszy potworowi. Nie zastanawiając się nad konsekwencjami przyjął warunki umowy bez wysłuchania ich do końca. Otrzymał swoją upragnioną moc, ale nie wiedział, że użycie jej powoduje całkowitą zmianę nie tylko z wyglądu, ale i charakteru. Nie potrafiąc się kontrolować, zabił nie tylko tych, których nienawidził, ale również osoby, które kochał całym sercem. Nazywał to szaleństwem, dlatego przybrał to nazwisko, by każde kolejne pokolenie nie zapomniało, że ich umiejętność jest potężna, ale również zabójcza, jeśli nie nauczą się jej kontrolować.
Opowieść brzmi dla wielu, jak bajka z morałem, by straszyć dzieci przestrzegając tym samym, żeby nigdy nie ufały takim stworom oraz nie dawały się ponieść emocjom i wysłuchały do końca słów innych. Ród Kyōki wiedział jednak, że to prawda. Każde kolejne pokolenie przez cały okres dorastania, a nawet po nim, uczyło się kontrolować swoją alternatywną postać. Wszystko po to, by nie dopuścić do błędu, który popełnił ich przodek. Niestety, to dość mocno ochłodziło relacje rodzinne. Przez ciągłe treningi rzadko spędzali razem czas na jakichś zwykłych rzeczach. Nawet posiłki trwały w ciszy.
Chłopak żył właśnie w takich warunkach. Wieczne ćwiczenia, zero rozmowy z kimkolwiek o normalnych problemach, które były bagatelizowane i uznawane za zbyt trywialne, by się nimi zainteresować. Z tego też powodu przez innych uznawani zostali za dość nieczułe osoby, które najlepiej omijać z daleka, nie patrząc w ich stronę. Nawet sam Królik był taki. Przynajmniej do czasu, gdy jego rodzina nie zadecydowała, że wezmą udział w walce z Organizacją. To była dość pochopna decyzja, jednak nie można im się dziwić. Wiecznie trenowali, by ulepszyć swoje umiejętności, jednak na co komu one, skoro nie mogą ich wykorzystać? Usagi mimo swojego młodego wieku dobrze radził sobie ze swoją alternatywna stroną, dlatego postanowiono, że to właśnie on wyjedzie do akademii. Z początku brano pod uwagę jego starszą siostrę, jednak ta w ostatniej chwili odmówiła z pewnych przyczyn. Jako, że więcej dzieci w tej rodzinie nie było, musiał wyjechać właśnie chłopak, co przyjął o wiele lepiej, niż się spodziewano.
Najmłodszy Kyōki miał nadzieję, że dzięki tej przeprowadzce do obcego miejsca wreszcie będzie mógł żyć tak, jak tego chce. Jego rodzice nawet nie wiedzieli, że fioletowowłosy przebierał się kiedykolwiek w damskie ubrania, więc nie musiał się martwić o jakiekolwiek pouczanie przed wyjazdem. Ponadto postanowił, iż wreszcie będzie taki, jak on tego chce. Nudziło go zachowanie zimnej i niedostępnej osoby. Nie było w tym krzty zabawy, której mu tak brakowało. Tym razem wszystko będzie tak, jak to sobie zaplanuje, czyli z pewnością zasłuży na miano Szalonego Królika jeszcze nie raz.
Opuszczając rodzinne progi wcale nie liczył na wylewne pożegnanie. Powiedziano mu o czym powinien pamiętać i posłuchał pouczania o tym, by ćwiczyć w alternatywnej postaci, jak najwięcej, by w razie problemów umieć ją kontrolować. To była chyba najdłuższa rozmowa z rodzicami w całym jego życiu. Wiedział jednak, że już niedługo uwolni się od tego życia, więc nie marudził tylko grzecznie stał w miejscu, wysłuchując ich słów. Kiedy już był w drodze do akademii od razu zmienił swój wygląd. Wiedział czego chce i z pewnością ciężko będzie komukolwiek to zmienić. W końcu ich rodzina jest równie szalona, co uparta.

Partner: Chętnie znajdzie kogoś ciekawego~

Inne:
-Podczas Przemianowania Energii zamienia cały swój pozytywny nastrój na negatywny, co powoduje zmianę jego zachowania na alternatywny oraz zmianę koloru włosów na biały, skóry na barwę grafitu, a oczy płoną szkarłatem. Dodatkowo współczynniki bojowe zostają zwiększone, dzięki czemu Salwa ma potrojony zasięg, siłę przebicia i generuje więcej pocisków;
-W umiejętności Salwa występują pociski przypominające te ze zwykłej broni palnej, które za pomocą siły woli kierowane zostają w stronę wroga;
-Posiada naprawdę niesamowity słuch, przez co często nie może w nocy zasnąć, a także czasem przypadkiem usłyszy coś czego nie powinien;
-Przez pewne zdarzenia w przeszłości nienawidzi strzykawek do tego stopnia, że od razu blednie i ma ochotę uciec, chociażby przez okno. Jeśli ucieczka jest niemożliwa może wpaść w panikę;
-Mimo strachu przed strzykawkami, same igły lub jakiekolwiek ostre przedmioty nie wywołują u niego niepokojących symptomów;
-Potrafi bardzo cicho się poruszać, przez to często wygląda, jakby pojawiła się nie wiadomo skąd, niczym zjawa;
-Kocha wszelkie zwierzęta, co jest jego największą słabością, ponieważ nawet, gdyby walił się świat to w momencie, w którym ujrzałby małego kotka, pieska, nawet robaczka skubiącego sobie spokojnie listek lub trawkę, rzuciłby wszystko i do takiego stworzenia podbiegł, by móc na niego popatrzeć;
-Wybitnie nieprzewidywalny w momencie przebywania w złym humorze;
-Nigdy nie rozstaje się ze swoim notesem i długopisem zapisując wszystko. Nawet z nimi śpi!
-Przez ramie ma zarzuconą torbę, jednak nikt nie wie, co w niej się mieści;
-Ubiera się w dziewczęce stroje. Najczęstszym zestawem jest szkolny mundurek, czyli koszulka, marynarka, do której ma przyczepioną broszkę w kształcie sierpa księżyca, krawat, spódniczka, zakolanówki i inne tego typu rzeczy. Często dopina sobie również królicze uszy podkreślając imię, jakie mu nadano. W szafie ma również zwykłe ubrania dla jego płci, jednak nosi je naprawdę rzadko i niechętnie;
-Przez noszenie takiego stroju w rozmowie z nowymi osobami zachowuje się i mówi typowo, jak dziewczyna, ponieważ uważa to za zabawne.

Punkty: 0


sobota, 25 lipca 2015

Od Kujaku

Szedłem korytarzem w poszukiwaniu pokoju z numerem 198. Uśmiechnąłem się w duchu na myśl, że wreszcie mogę zamieszkać tam gdzie nie ma białych ścian, jednego łóżka i mnóstwa izolatek. Otworzyłem drzwi, a moim oczom ukazał się dość sporych rozmiarów pokój. Ściany były koloru lazurowego, a podłogę wyłożyli panelami z jakiegoś drewna...ale się nie znam to się nie wypowiem. Rzuciłem swoje torby po czym położyłem się na zajebiście wygodnym łóżku. Tego mi brakowało przez nieszczęsne 4 lata. Miejsca w którym nie karzą mi brać leków, być grzecznym i tego typu sprawy. Leniwie podniosłem się z łóżka biorąc do ręki kartkę którą uprzednio zerwałem z drzwi. Dowiedziałem się z niej tyle, że mam zjawić się na jakimś tak rozpoczęciu roku. Mówi się trudno...pójdę żebym na samym początku nie miał problemów.
- Czy Ty przypadkiem nie zwariowałeś? - odezwał się głos w mojej głowie.
- Nie wydaje mi się - mówiłem do niego w między czasie rozpakowując moje rzeczy.
- Dobrze, że trochę zmądrzałeś...wiesz jak trudno by mi było gdybyś nadal zachowywał się tak jak wcześniej? - znowu robił mi wyrzuty
- Ta...jasne... - mruknąłem
Po paru minutach skończyłem...teraz tylko jakoś się ogarnąć i można ruszać na te widowisko. Swoją drogą jestem ciekaw czy ktoś wymyśli coś szalonego. Liczę na to bo nie mam zamiaru stać tam godzinę/dwie nudząc się.

Od Conora

Przez chwile przestałem zwracać uwagę na czynnik ludzki zwany obecnie moją siostrą. Spojrzałem jeszcze raz na katanę marszcząc przy tym brwi. Przyznam się szczerze, że sam jej wygląd przyprawiał o dreszcze. Była czarna, a tylko kawałek ostrza zabarwiony był na zielono.
- Aiu idź do siebie, przygotuj się na rozpoczęcie – rozkazałem
- Dobra, a Ty gnij tu sobie, wróć! Nie zgnij tylko całkowicie bo masz zjawić się na rozpoczęciu…jasne? – zapytała z wrednym uśmieszkiem na twarzy
- Nie rozkazuj mi, smarku – syknąłem – Wypad…
Dziewczyna wyszła z pokoju, nie chciałem być taki ostry, ale to silniejsze ode mnie. Naprawdę ciężko mi się żyje z teraźniejszą siostrzyczką. Faktycznie, było kilka nieprzyjemnych chwil w jej życiu, ale żeby nie chcieć odzyskiwać wspomnień? Prychnąłem niczym kot który nie chce przyjąć do wiadomości, że nie uda mu się wcisnąć do małej szklanej butelki. Pewnie nic by się nie stało gdybym nie zgodził się aby jechała na te wycieczkę. Tak, męczą mnie wyrzuty sumienia, a po nocach miewam koszmary. Widzę wtedy zakrwawione ciało mojej siostry które z wyrzutem powtarza „Dlaczego pozwoliłeś mi tam jechać?” i tak w kółko. Właśnie dlatego często nie sypiam, a jedyne co wtedy robię aby odgonić od siebie wszystkie niepotrzebne myśli to ślęczenie nad podręcznikami. Przeczesałem dłonią włosy zdając sobie sprawę, że powinienem już zacząć się szykować. W sumie to mam jeszcze około 2 godziny. Podniosłem katanę, a przede mną tak po prostu pojawił się jakiś chłopak. Przetarłem oczy a on zniknął. No proszę…jeszcze halucynacje do tego. Czyli jednak moje obawy co do tej broni były słuszne. Może jest przeklęta czy coś takiego…chciałem wyrzucić te myśli z głowy. Kto dałby swojemu synowi katanę która może go w jakiś sposób zranić, opętać czy jak kto chce to sobie nazywać. Spoważniałem i odłożyłem ją na miejsce. Zabrałem z szafki jakieś ubrania i poszedłem się przebrać. W sumie nie było to coś specjalnego. Granatowe rurki, jasnoniebieska koszula, trampki i oczywiście moje różowe okulary. Tak, one są różowe. Nie mam pojęcia co przeszkadza niektórym w ich kolorze. Prychnąłem na samą myśl szydzących ze mnie uczniów w poprzedniej szkole i gotowy do wyjścia sięgnąłem po broń i wyszedłem zamykając pokój na klucz. Z tego co wiem niewiele jest osób w mojej klasie…ale to lepiej. Boję się tylko jakiś łączonych lekcji bo nie wytrzymam z większa grupą uczniów…a uczniowie klasy magicznej zapewne dysponują jakimiś zakazanymi technikami rodem z powieści fantasty. Ruszyłem przed siebie, a wychodząc z budynku spostrzegłem kilkoro uczniów którzy kierowali się w stronę budynku w którym miała odbyć się uroczystość…jestem ciekaw czy Aiu się nie spóźni. Znając ją pewnie zawraca teraz komuś głowę jej spostrzeżeniami. Niestety nic na to nie poradzę…

Od Ame

Sądziłem, że czas spędzony z książką minie mi o wiele sprawniej. Niestety, wynik był negatywny. Czas dłużył się, jakby naumyślnie próbował odłożyć rozpoczęcie roku. Może nie czułbym tego tak bardzo, gdybym nie chciał być już po nim. Nie miałem zamiaru się oszukiwać. Sama myśl, iż muszę iść do miejsca, gdzie znajduje się cała szkoła powodowała u mnie wzrost chęci pozostania w tym pokoju na zawsze. Wiedziałem, że to złe podejście. Po co zaprzeczać? Przecież to czysta prawda. Inną sprawą jest fakt, iż nie zawsze jest możliwość robienia tego, co się pragnie. Gdyby tak to działało, już dawno nie byłoby mnie tutaj. Nie chodziło tu o akademie, ani nawet o samych uczniów. Byłem po prostu niezdrowo ciekawy mojej przeszłości. Do tego stopnia, że gotów jestem uciec z tego miejsca. Uniemożliwiają to tylko niewielkie problemy, z którymi nie potrafię sobie poradzić, mimo ich prostoty. Nie mógłbym zbiec, gdy słońce jest wysoko na niebie, ponieważ pojawia się zbyt duże prawdopodobieństwo, iż mnie dostrzegą i przeszkodzą. Nie znam, aż tak dobrze mechaniki działania tego miejsca, by porywać się na takie ryzyko. Dlaczego w takim razie nie zorganizuje nocnej wyprawy? To była bardziej sprawa mojej psychiki. Kiedy tylko zaczyna się ściemniać, a księżyc zajmuje miejsce naszej cudnej jaśniejącej za dnia ognistej kuli, zaczynam czuć nieposkromiony niepokój, jeśli mogę to tak nazwać. W prostszych słowach, ogarnia mnie strach przed nocą. Nie potrafię tego wyjaśnić. Mój opiekun również próbował na wiele sposobów odkryć, dlaczego akurat ta pora mnie tak dręczy. Niestety, jedyne czego się dowiedzieliśmy to fakt, iż może istnieć związek między tym, co się wydarzyło lata temu, a teraźniejszością. Mowa tu o wypadku w moim rodzinnym domu. 

Specjaliści twierdzili, że to Nyktofobia oraz Somnifobia. Powtarzali również, że niepełne skrawki wspomnień siedzą w mojej głowie i objawiają się koszmarami, a co za tym idzie, odwodziły mnie od wszelkich dobrych chęci wobec samej nocy. Gdy nie trzeba spać, nie śni się. A kiedy się nie śni, koszmary nie powinny się pojawić. Przynajmniej tak wyglądała teoria. W praktyce nie było już tak kolorowo. Raz nie spałem tak długo, że zacząłem mieć halucynacje i widziałem na jawie rzeczy, które nie miały prawa istnieć. Nawet przeszłość znalazła sobie drogę, by wdzierać się do mojego życia małymi kawałkami, burząc mój spokój i pokazując urywki, które ciężko do czegokolwiek przypisać. Czasami były to obrazy, a innym razem dźwięki i zapachy. Ciężko jest nie wierzyć w takie rzeczy i wmawiać sobie, że to tylko przeszłość.

Zamknąłem tomiszcze i zszedłem z parapetu, po czym udałem się w stronę łóżka, na którym bez zastanowienia się położyłem. Ułożyłem głowę obok książki, przekręcając się tym samym na lewy bok. Wiele pytań i żadnych odpowiedzi. Dokładnie tak wyglądała moja sytuacja, na co jedynie ciężko westchnąłem. Jeszcze nie zdążyłem usunąć z głowy poprzednich myśli, a już po chwili zacząłem zastanawiać się nad jedną z moich umiejętności. Burza Śnieżna była ze mną od dawna. Nie czułem się z nią zbyt dobrze, ale potrafiłem użyć tej mocy, gdy naprawdę pojawiała się taka potrzeba. Dzisiejszy dzień nie liczył się w tym rozrachunku. Rzucenie krzesłem w stronę Yukiyi to był całkowity przypadek. O ile daje radę przywołać burzę w momencie niebezpieczeństwa, gdy adrenalina zaczyna przepływać przez moje żyły, o tyle nie mam pojęcia, jak zrobić to powoli i spokojnie, bez robienia specjalnych szkód. Pierwsza opcja jest o tyle niebezpieczniejsza, że nie jestem w stanie panować nad obszarem jej działania. Mogę kogoś trafić, a to niezbyt dobry pomysł. Oczywiście, biorę pod uwagę ewentualnych sojuszników. Nie mam zamiaru wahać się wobec wrogów, którzy mogą mieć względem mnie niecne zamiary. Między innymi, dlatego staram się w wolnych chwilach ćwiczyć. Zawsze można mieć nadzieję, że uda się za którąś z kolei próbą.

Mimo tych problemów z burzą, to nie ona mnie martwiła. Mój opiekun zamieścił w papierach potrzebnych do tej akademii moc o nazwie Histeria. Nie mam pojęcia, czym się objawia i skąd on o niej wie. Jedyne, z czego zdaje sobie sprawę to fakt, iż nie mam zamiaru jej używać. Nie wiem, skąd to dziwne przeświadczenie, ale czuje, że gdybym to zrobił stałoby się coś bardzo złego. Podobno użyłem tej umiejętności tylko jeden jedyny raz i to właśnie w czasie, gdy mój dom płonął jasno, niczym wschód słońca barwiący niebo pomarańczą i czerwienią, co dało początkowe stadium Arsonfobii. 

Nie pamiętam niczego z tego czasu. Martwi mnie to, iż mogą prosić mnie o zaprezentowanie Histerii. W gruncie rzeczy, nawet nie jestem pewien, czy potrafiłbym ją od tak wywołać. Podobno nasze umiejętności przychodzą w naturalny sposób, pozwalając na swobodne operowanie nimi, jednak strach, jaki pojawiał się za każdym razem, gdy próbowałem się zmusić do użycia tej jednej mocy był zbyt silny. Dodatkowo ta niewiedza, co się podczas niej dzieje nie pomagała w żadnym razie. Zdecydowanie, zbyt dużo było pytań.

Leżąc w ten sposób, nawet nie zauważyłem, kiedy zrobiłem się senny. Moje ostatnie rozmyślania kotłowały się wokół długości trwania rozpoczęcia roku. Było to dla mnie dosyć ważne. Letnią porą dzień trwa o wiele więcej czasu, co przyjmuję z wyraźną ulgą. Jednak, gdy sytuacja zacznie wymagać pozostania razem z resztą w momencie zapadania zmroku... Chyba zwariuje. W najgorszym razie zwieje przy najbliższej okazji. Jeszcze tego brakowało, bym wpadł w panikę na środku sali. Wole nie sprawdzać, co się wtedy stanie. Nie było, co ukrywać. Mam małe problemy ze sobą. Między innymi, z tego powodu opiekun się mnie pozbył. Nie chodziło mu o pieniądze, jakie zostały mi po rodzinie, ale o strach, który w nim powodowałem. Chyba wolałby, gdybym siedział dniami i nocami w pokoju rozpaczając po ich stracie. Nie potrafiłem tego zrobić. Zdawałem sobie sprawę z powagi sytuacji, ale nie widziałem, nadal nie widzę, powodu bym miał płakać. Bardzo prawdopodobne, że to wina wybrakowanych wspomnień. Nie znam się na tego typu rzeczach. Wiem tylko, iż jestem nieco inny pod tym względem. To jedyne, co mi powiedziano, a także ostatnia rzecz, jaką wspomniałem, gdy zmorzył mnie sen.

Od Rameneth'a

Stojąc przed drzwiami swojego pokoju zacząłem zastanawiać się, czy aby dobrze zrobiłem udając się tutaj. Znając własne podejście do innych wiedziałem, iż nie będzie lekko. Ale zawsze miałem swoją „moc” więc nie będę miał problemu z ukryciem się. Odkąd pamiętałem zawsze ubierałem się na czarno i nosiłem słuchawki. Swoim wyglądałem nie starałem się odepchnąć ludzi jak najdalej. Ale to nieważne, w końcu postanowiłem tu być. Nie wiem co skłoniło mnie do podjęcia tej decyzji, ale mam nadzieję, że nie będę jej żałował i poznam tu wartościowe osoby. Mój pokój jest na samej górze, skąd blisko jest na dach. Coś mi się widzi, że będzie to moje ulubione miejsce. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem skromnie urządzony pokój. Nie było w nim nic co zasługiwałoby na nazwę luksusowego. Był również balkon, z obecności którego niesamowicie się ucieszyłem, mogłem w końcu zmieniać się w kruka więc naturalnym dla mnie było przebywanie z dala od ziemi. Jako, że nie miałem wiele rzeczy postanowiłem rozpakować się później. zanim się rozpakuję zobaczę jak wygląda szkoła z lotu ptaka. Nic tak bardzo nie uspokaja mnie jak latanie.  Jako, że przybyłem tu dziś w nocy nikt nie poinformował mnie co i jak. Postanowiłem więc iść poszukać jakichś informacji na własną rękę. Przechodząc obok kolejnych drzwi zauważyłem przyklejoną do nich kartkę. Zerwałem ją uśmiechając się od ucha do ucha. Po przeczytaniu jej dowiedziałem się, o której jest rozpoczęcie roku.  hmmm skoro kartka nadal wisiała, to osoba, która zamieszkuje ten pokój nie wie, o której się wszystko zaczyna. Taaaaak to będzie dobre.  pomyślałem i wróciłem czym prędzej do pokoju. Po powrocie do siebie przebrałem się w swoje „odświętne” ubrania po czym wyszedłem pospacerować przed rozpoczęciem zabawy.

Kujaku Ruri'iro


http://s1.zerochan.net/Hyakuya.Mikaela.600.1903540.jpg
http://s1.zerochan.net/Nougami.Neuro.600.1004941.jpgImię: Kujaku
Nazwisko: Ruri'iro
Pseudonim: Blondasek, Kuji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Klasa: M
Ranga: D
Moc: Często niekontrolowana zamiana miejscem z demonem. Potrafi unosić się nad ziemią.
Osobowość: Kuji wbrew pozorom nie jest potulnym króliczkiem, który przybiegnie do swojego pana kiedy tylko ten go zawoła. To on jest panem i to on decyduje o tym co chce robić. Wręcz uwielbia kiedy ktoś płaszczy się przed nim i prosi o wybaczenie. Może jest taki ponieważ charakter jego towarzysza tak na niego wpłynął? Błędne myśli, Doku jest opanowanym i rozważnym demonem, który bawi się tylko wtedy kiedy jego juvart nadużyje alkoholu bo w pewien sposób jakoś to na niego wpływa.
Historia: Już jako małe dziecko był chłostany i wręcz torturowany przez matkę. Mając zaledwie 5 lat został wyrzucony przez nią z okna (2/3 piętro). Połamał sobie lewą rękę w 3 miejscach oraz doznał trwałego uszkodzenia pewnej części mózgu co teraz odbiło się na jego niekontrolowanej zamianie z demonem. Czemu matka go tak nienawidziła? Był bękartem, ojca w ogóle nie znał. Widocznie syn zbytnio przypominał tatulka dlatego się na nim wyżywała. Pewnego dnia jego matce zachciało się czegoś bardziej ekstremalnego i postanowiła zatłuc syna. Ten na granicy życia i śmierci ujrzał rękę...tak rękę. Bez wahania złapał ją nie myśląc o konsekwencjach. Po tym wszystkim po prostu wstał i zatłukł matkę miażdżąc jej kości, wnętrzności i czaszkę do tego śmiejąc się niczym psychopata. Uciekł z domu zabierając ze sobą tylko swój nieśmiertelnik, na którym jasno i wyraźnie wyryte było jego imię, nazwisko i data urodzenia. Jeśli ktoś był w stanie dojrzeć odwrotną stronę medalika przeczytałby "Doku". I tak to właśnie rozpoczęło się nowe życie dwunastoletniego chłopca. Jednego dnia zatłukł matkę i stał się juvartem. Od tamtego dnia zarabiał na życie jako płatny zabójca. Likwidował kogo trzeba po czym dostawał za to kasę. Jednak któregoś dzionka był na tyle nieostrożny, że zgarnęła go policja (najśmieszniejsze w tym jest to, że trzymał wtedy w dłoni kręgosłup jakiejś kobiety) i zamknęła w szpitalu psychiatrycznym. Tam odsiedział 3 lata po czym go wypuścili. Miał wtedy 16 lat. Mimo, że jego psychopatyczna strona nieco umilkła nadal lubi znęcać się nad ludźmi i może nie koniecznie ranić ich fizycznie, ale psychicznie już na pewno. Do akademii trafił dzięki swojej zastępczej rodzince, która zapewne wystraszyła się tego, że jest juvartem. No cóż...i tak ich nie kochał, a tym bardziej nie traktował jak rodziny. Zwlekał rok z dołączeniem do tutejszej budy.
Partner: Szuka
Inne: Demon który dzieli z nim ciało nazywa się Doku. Przejmuje ciało swojego juvarta w losowych sytuacjach, wtedy zmienia się kolor włosów, oczy a czasem wyrastają mu skrzydła. Do normalnego stanu wraca po około godzinie góra dwóch. Jego przednie kły wyglądają troszkę jak u wampira, ale spokojnie! Nie gryzie...no dobra...gryzie, ale nie wszystkich.
Punkty: 5

Rameneth Zenris

http://static.zerochan.net/Kana.%28kwbr32%29.full.1446212.jpgImię: Rameneth
Nazwisko: Zenris
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Klasa:P
Ranga: D
Zwierzę Kruk
Osobowość: cichy, tajemniczy, potrafi rozgryźć większość ludzi i nie boi się użyć lodowatego tonu głosu do wywołania zmieszania u innych
Historia: Od najmłodszych lat żyłem sam. Nie pamiętam ich twarzy. Nauczyłem się tylko jednego. Nikomu nie można zaufać. Ponad swoje życie zawsze stawiam honor, oraz godność kobiety.
Partner: poszukuje partnerki :D
Inne: kiedy indziej ^^
Punkty: 20

środa, 22 lipca 2015

Od Nathaniela

Nath przyglądał się swojemu pokojowi... Znajdował się na parterze. Ściany były pokryte deskami z koloru przypominające chyba dąb, podłogę wyłożyli płytami z granitu, a do tego wielkie przeszklone drzwi prowadzące na wielki taras otoczony ostrokrzewem... pomijając jak dla niego zbędne meble jak wielkie łóżko ze średnio twardym materacem, kilkoma szafami i komódkami pokój był jak dla niego w sam raz. Na tarasie jego kompan będzie mógł wygrzewać się w słońcu bądź ukryć się w budynku gdyby zaczęło padać, a on sam mógł trenować... w końcu mięśnie nie robiły się same.. a trzeba przyznać muskulaturę miał nieskazitelna na swym ciele. Przez szerokie bary wyglądał trochę jak trójkąt... ale wracając do pokoju. Nath będzie musiał postawić jakieś parawany na tarasie, aby nikt mu nie zaglądał. Blond włosy wyciągnął ze skrzyni zbroje wilkora i postawił ją w kącie... będzie musiał ją wypolerować i naoliwić aby nie chwyciła jej rdza i brud. Obok pancerza ułożył masywne skórzane siodło. Wziął szczotę i jakieś proszki i płyny..... posłużyły mu do wyczyszczenia wilczego wyposażenia. Usłyszał trzask gałązek i nagle wielka bestia wskoczyła na taras... uśmiechnął się sam do siebie i wyszedł do wilkora.
-jak się czujesz Drash?-Spytał pupila i pogłaskał go po pysku... był świadom, że momencie gdy usłyszał trzaskające gałęzie wilk mógł już go bez problemu dopaść i zagryźć.
-tak wiem nie lubisz przeprowadzek, ale było to konieczne... wiesz co mówił dziadunio „nauka to do potęgi klucz”- uśmiechnął się od ucha do ucha. Uważał swoje słowa za ironiczne, ponieważ wątpił w możliwości szkoleniowe tej akademii. Dziadunio go nauczył wystarczająco, a dalej zamierzał uczyć się sam... przybył tu tylko po to aby wśród ludzi, którzy wspomogą w jego planach i rodzinnej przysiędze. Wilk nastroszył futro i naprężył mięśnie... Wyczuł kogoś za drzwiami. Nath cicho jak kot przekradł się do pokoju i wyciągnął włócznie z pokrowca. Powolnymi krokami zaczął zmierzać do drzwi... przyłożył ucho do nich.. odczekał parę chwil. Zegar na ścianie tykał... tik... tak... Osoba po drugiej stronie zaczęła się oddalać. Nath wypuścił głośno powietrze. Dawno nie przebywał w siedliskach ludzkich przez co stał się niepewny... można powiedzieć, że zdziczał. Otworzył drzwi. Lekki podmuch wiatru poruszył kartką co sprawiło, że zwrócił na nią uwagę. Zerwał ją i zamknął drzwi. Spokojnie przeczytał informację zawarta na tym skrawku sprasowanej celulozy.
 -ech... rozpoczęcie roku powiadacie... niech wam już będzie- Odłożył włócznie na łózko i do kompletu do niej wyciągnął tarcze. Zrobił to samo co z siodłem i zbroja wilkora... gdy już skończył był pewien, że powstrzymał ząb czasu na długo. Podszedł do wilkora z wielką szczotą z twardym włosiem...
 -teraz twoja kolej-wilkor zrobił wystraszoną minę... Nath powoli do niego podchodził delikatnie stawiając kroki... krok po kroku. Wilk zaczął się nerwowo rozglądać jakby chciał uciekać... Siłacz doskoczył do wilka i zaczęli się siłować i tarzać po tarasie... później wylądował pod nim i już nie miał szans... śmiał się wesoło, a wilk merdał ogonem.. najzwyczajniej w świecie się bawili.... Nath zaczął czesać pupila, a on wywalił jęzor szczęśliwy. Gdy skończył czesać wilka był cały spocony.... upał go wymęczył.
-dobra teraz się wykąpię i ubiorę i pójdę na rozpoczęcie... a ty tu zostań i nie narozrabiaj-pacnął go w nosek. Ściągnął z siebie ubranie i tylko w stroju Adama przespacerował się jak model na wybiegu wraz z bujającymi się między udami genitaliami. Wszedł do wanny i umył się... wykorzystał do mycia się trochę środka, który zabrał z rodzinnego domu... w składzie tego była sól i kilka innych rzeczy, ale najważniejsze było to, że później pachniał palonym drewnem. Wyciągnął ubrania układając je równo wręcz pedantycznie po szafkach... Ubrał się W KOŃCU i przestał chwalić się klejnotami rodzinnymi. Koszula i ciemne jeansy, a do tego buty z prawdziwej skóry. Nie był to strój wyniosły, ale elegancji... stwierdzał zawsze, że tak wyglądał lepiej niż w jakimś garniaku. Pomachał do wilka i poszedł na to „rozpoczęcie”.

Od Ame

Czekałem na odpowiedź, ale skutecznie mi przerwano. Wpadliśmy na dziewczynę, która mignęła mi wcześnie parę razy przed oczami, jednak nigdy nie widziałem powodu do nawiązywania głębszych kontaktów. Resztą, gdyby nie tamto niefortunne krzesło prawdopodobnie do Yukiyi również bym nie podszedł. Nie byłem zbyt towarzyski pod tym względem. Inna sprawa, że chłopaka już znałem. Może nie na wylot, ale wystarczająco, by ewentualnie pomachać  mu z daleka. Chociaż znając siebie, wiem, że prawdopodobnie nie zauważyłbym go, gdyby mi sam nie pokazał swojej obecności. Zbyt często odłączałem się od świata i zatapiałem we własnych rozmyślaniach. Zdawałem sobie z tego doskonale sprawę, jednak od czasu wypadku w moim domu nie potrafiłem żyć inaczej.

Dziewczyna dosyć szybko nas ominęła. Najwyraźniej spieszyła się gdzieś i nie miała specjalnej ochoty na tracenie czasu, co przyjąłem z ulgą. Nie wiem, czy bym wytrzymał rozmowę z kolejną osobą w tak krótkim czasie. Przywykłem do tego, że mało mówię i raczej unikam innych. Chociaż może to złe określenie. Nie tyle ich unikam, co nie zwracam uwagi na ich istnienie. Nie robię tego celowo. To po prostu odruch. Ciężko patrzeć na kogoś, kiedy jest się zatopionym w myślach. Mimo to, coś innego zwróciło moją uwagę.

Doszliśmy to drzwi pokoju, jednak kartki, która teraz się na nich znajdowała, z pewnością wcześniej nie było. Spojrzałem przez ramię Yukiyi, by zobaczyć o co może chodzić. Po chwili zrozumiałem już wszystko. W ciągu dzisiejszego dnia tyle się działo, że zupełnie zapomniałem, iż jesteśmy, jakby na to nie spojrzeć, w szkole. To zaskakujące, jak łatwo z głowy mogą wylecieć najważniejsze i właściwie podstawowe informacje. Chociaż ja nie powinienem akurat temu się dziwić. Zapomniałem się tworząc burzę, co skutkowało niezbyt dobrym finiszem.

-Przepraszam, ale pójdę teraz do pokoju przygotować się do rozpoczęcia. Zobaczymy się na miejscu –oznajmiłem i pożegnałem się z chłopakiem paroma krótkimi zwrotami.

Droga do pokoju była krótsza niż moje żegnanie się z Yukiyą. W milczeniu z pewnością działałem bardziej sprawnie, niż rozmawiając. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, do którego musiałem przywyknąć przez najbliższy czas. Nie było to nic specjalnego. Ściany pokrywała farba o cyklamenowym odcieniu. Podłoga została wyłożona ciemnymi, dębowymi panelami. Z kolei sufit miał białą barwę. Meble, w których skład wchodziły między innymi łóżko, szafa na ubrania, biurko, komody, a także parę innych drobniejszych rzeczy typu półki na ścianach, czy framugi drzwi i okien były wykonane z mahoniu. Najwyraźniej pokoje dla każdego były dostosowywane indywidualnie, co uznawałem za świetny pomysł. Przynajmniej nie musiałem martwić się o wygląd miejsca, w którym przyjdzie mi spędzić pewnie sporo czasu.

Same przygotowania do rozpoczęcia roku nie zajęły mi zbyt wiele. Myślałem, że zejdzie mi o wiele dłużej, jednak skoro wyrobiłem się przed czasem postanowiłem spożytkować ten czas w jakiś twórczy sposób. Otworzyłem okno, by wpadło do środka nieco świeżego powietrza, po czym chwyciłem jedna z książek, które przywiozłem ze sobą z domu mojego opiekuna. Jeśli chodziło o wszelkiego rodzaju czytadła to jego dom nadawał się idealnie. Miał pokaźną biblioteczkę, której do tej pory całej nie przejrzałem. Prawdopodobnie dał mi te dzieła tylko dlatego, bym nie marudził i grzecznie przyjechał tutaj. Cóż, lepiej dla mnie. Usiadłem na parapecie, opierając o framugę, po czym otworzyłem tomiszcze, zagłębiając się w lekturze.


Od Yukiya

-Co jest?-dotarłem do drzwi i zerwałem kartkę.Zmrużyłem oczy. Rozpoczęcie roku?Łał,no to będzie się działo.
Zachichotałem. Pamiętam jak w mojej poprzedniej szkole mój najlepszy kumpel Luca Orlem przez przypadek zamienił dyrektora w prosiaka podczas przemowy. Cała szkoła się śmiała. Chyba nigdy nie zapomnę jak profesor Schuyler,perfekt Klaus i jego młodszy brat Elias robili mu wymówki.Ech,to były czasy. Przemowy były długie,ale potem jaka zabawa. Spotkania z dawnymi znajomymi,wypady do miasta,ciastka z lukrem...
Spojrzałem jeszcze raz na ogłoszenie. Gdzie ja mam bazukę? Spojrzałem to na Ame to na Mr.Wolfa.Aż mnie korci żeby przywrócić stare tradycje. Czemu nie? Przynajmniej będzie ciekawie


Od Conora

Po wyjściu z pokoju siostry skierowałem się na sam dół aby trafić pod recepcje. Przyznam się, że nie zgubienie się w tym budynku kiedy nie wie się co gdzie, jest po prostu banalne. Wyszedłem z budynku po czym idąc ścieżką trafiłem pod drugi. "Klasa Waleczna" czyli to tutaj. Westchnąłem...czyli od dzisiaj będę musiał znosić nie tylko wybryki mojej sis, ale do tego jeszcze innych uczniów. Na samą myśl, aż ręce opadają. Powolnym krokiem ruszyłem w stronę mojego pokoju.
Wbrew pozorom był całkiem przytulny. Zacząłem więc się rozpakowywać, w między czasie przypomniałem sobie o jednej bardzo istotnej rzeczy. Była nią gitara, ostrożnie wyjąłem ją z pokrowca i zacząłem grać. Do tego doszło jeszcze śpiewanie. Pomyśleć, że to jedyny sposób aby trochę cofnąć się w czasie...kiedy skończyłem wróciłem do mojej poprzedniej czynności. Ostatnia w torbie była katana. Nie jakaś tam zwykła ...przekazywana z pokolenia na pokolenie, z ojca do syna. Mam jednak dziwne wrażenie z nią związane. Będę musiał poszukać jakiegoś nauczyciela, albo chociaż znającego się na tym ucznia.
Parę minut później do pokoju weszła Aiu co gorsze przyprowadziła ze sobą koleżankę. Nie żebym miał jakiś faktyczny problem, ale to nadal człowiek. Wręczyła mi karteczkę po czym wyszła.
"Dzisiaj uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego o godzinie 18.00 w sali 12. Mieści się ona w największym budynku na pierwszym piętrze. Obecność obowiązkowa.
~Przewodnicząca Klasy Przemiany- Akane"
- Ślinisz się, zboczeńcu - rzuciła Aiu
- Chciałabyś smarkulo - szturchnąłem ją
- To ta katana? - spojrzała na nią z zaciekawieniem.
- Tylko nie dotykaj...jeszcze ją czymś zarazisz - syknąłem
- Idiota! - pacnęła mnie w czoło.
- Pożałujesz tego... - wymamrotałem - Pamiętaj tylko abyś nie wykorzystywała aż nad to swojej mocy, dobrze wiesz o którą mi chodzi.
- Wiem wiem, w sumie to tylko raz jej użyłam...przez przypadek na mamie - wyszczerzyła się
- I pod żadnym pozorem NIE WAŻ SIĘ WCHODZIĆ W CIAŁA MĘŻCZYZN - podkreśliłem - A jeśli nie posłuchasz to przywiążę Cię do kaloryfera.
- Hai, hai. - coś nie chciało mi się wierzyć, że tego nie spróbuje...mimo, że to tylko pięć sekund to nadal może te moc rozwinąć, prawda?
- Aiu, jestem śmiertelnie poważny - pogłaskałem ją po głowie....czemu ona taka się stała? Dlaczego nie chce odzyskać wspomnień? Tyle pytań, a na żadną nie ma odpowiedzi.


Od Anastazji

Leżąc na wygodnym łóżku w pokoju usłyszałam, jak ktoś podszedł do mojego pokoju. Nie chciałam się witać, więc spokojnie poczekałam, aż ta osoba przejdzie dalej. Nie byłam jeszcze przyzwyczajona do nowego miejsca, ale na szczęście miałam swojego małego przyjaciela przy sobie, który był podobno futrzastą kulka. Choć nie byłam pewna, gdyż był niewidzialny i tylko z jego opisu o tym wiem.  Podeszłam do drzwi i wzięłam kartkę. Było napisane na niej o rozpoczęciu roku szkolnego i od razu zaczęłam się denerwować. Po czym zagadałam:
-Hej Fifu... Nie długo będzie rozpoczęcie. Strasznie się tym denerwuje, bo z tego co wiesz i pamiętasz to nie byłam akceptowana w innych szkołach.- Posmutniałam.
-No tak, doskonale to pamiętam. Aż żal było na ciebie patrzeć, a więc musisz zrobić dobre pierwsze wrażenie.
-Taa, a niby jak mam to zrobić? W końcu, jak tylko mnie widzą, to od razu coś jest nie tak i jeszcze te uszy i ogon. Ehh... wystarczy, jak tylko zwrócę na siebie uwagę. Wiec bycie w centrum odpada -odpowiedziałam stanowczym, lecz lekkim tonem.
-No, ale zrobienie kilku kresek kredką, czy pomalowanie ust błyszczykiem i ubranie jakiejś sukienki nie zaszkodzi.
-W sumie masz racje.
-Będzie dobrze, zaufaj mi. -Mrugnął okiem po czym położył się spać.
-Obyś miał racje. -Mimo, że Fifu mnie trochę uspokoił to ja dalej nie mogłam przestać się martwić o mój los,  bo czułam, że się coś wydarzy, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Rozmyślając już, w co się ubiorę i jak się umaluje, chodziłam po pokoju w tą i z powrotem z białymi uszami i ogonem w czarne pręgi.