Uwaga!


Wszystkich uczniów proszę, aby przerwali aktualny wątek i byli wolni. Wasza postać może np. pójść do pokoju, potrenować, czy coś innego. Wymyślicie coś, wierzę w was. :p Należy przeczytać najnowszy Post od Akane!
Oznajmiam również, że niedługo otrzymacie od nas pewne informacje, z których w niedalekiej przyszłości będzie test.

sobota, 8 sierpnia 2015

Od Anastazji



Obudziłam się w jakimś pokoju, miał on niebieskie ściany i drewnianą podłogę. Pościel w tym miejscu czuć było świeżością, wiedziałam, więc że jestem w jakimś pokoju, który nie był jeszcze w użytku. Powoli podnosiłam się, ponieważ wszystko mnie bolało. Gdy siedziałam na łóżku rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym nikogo nie było. Zobaczyłam, że na moich rękach jest pełno drobnych nacięć, tak jakby ktoś mnie pociął. Nagle ktoś wszedł do środka. Zobaczyłam przystojnego, umięśnionego chłopaka z ciemnymi włosami i oczami. W dłoni trzymał naczynie z parującym napojem. Młodzieniec zauważył, że się na niego patrzę, a ja widziałam, że on na mnie i odezwał się:
-Eee... Przepraszam... Mogłabyś... Ehem... - zakłopotany odwrócił wzrok i wskazał na mnie wolną ręką, w której nie miał kubka. Wtedy popatrzyłam w dół i zauważyłam dopiero teraz, że jestem nago, głośno krzyknęłam i przykryłam się kołdrą. Od razu wyskoczyły mi uszy i ogon. Zakłopotana zapytałam:
-Co się właściwie stało?! I gdzie moje ubrania?! My chyba nie ten teges... Pra... Prawda?
-Nie no co ty! Ani mi się śni! - roześmiał się, po czym położył naczynie obok łóżka.
- A co to niby miało znaczyć?! Że niby jestem nieatrakcyjna?! Brzydka?! - uniosłam się, po czym znowu zapomniała, że jestem nago. Stałam, jak osłupiała przed nieznajomym. Wtedy znowu krzyknęłam:
-A...! Zboczeniec! Znowu to samo! To przez ciebie! Ty to robisz specjalnie! Byle tylko nacieszyć oczy!
-O, przepraszam bardzo! To nie ja unoszę się, gdy tylko ktoś coś powie, co ci się nie spodoba... Poza tym ja jestem ubrany! Nie to, co ty! Mimo, że się fajnie patrzy... I ja też nie siedzę bezczynnie. jak ty!
-Co?! Że ja niby mam się przy tobie przebierać! - Znowu się uniosłam i znowu byłam cała czerwona z zakłopotania, szybko wzięłam kołdrę, usiadłam na łóżku i powiedziałam:
-Och! Dobra wygrałeś! Mogłabym skorzystać z twojej łazienki? I łaskawie pożyczyłbyś mi swój podkoszulek?! Tylko nie ściągaj swojego! Tylko jakiś inny! - Po chwili milczenia, pokiwał tylko głową i wskazał drogę do łazienki, po czym odwrócił się rzucając mi przy tym podkoszulek, który był na krześle. Czekał, aż ja przejdę do łazienki.
-Tylko nie podglądaj! Rozumiesz?!
-Ta... Jasne, jak słońce.
Szybko poszłam do łazienki i przebrałam się w jego koszulę, którą pachniała wodospadem oraz różnymi leśnymi drzewami. Wiedziałam wtedy, że nie był on z miasta, lecz z gór lub lasów. Przebrana weszłam do pokoju, w którym chłopak siedział na krześle obok drzwi naprzeciwko okna. Ja postanowiłam, więc usiąść na łóżku. I zapytałam:
-To dla mnie? Ta herbata?
-W sumie, planowałem ją wypić, ale jeśli chcesz i lubisz zieloną to bierz.- odpowiedział, uśmiechając się do mnie. Po chwili zastanowienia sięgnęłam po nią i napiłam się. To nie była normalna zielona herbata, gdyż poczułam jeszcze jakieś zioła, których smaku i zapachu nie umiałam rozróżnić, ale wiem, że mi bardzo smakowała. Po wypiciu połowy kubka, nieznajomy odezwał się:
-Smakuje? - Chwilę zastanawiałam się, czy odpowiedzieć, ale zdecydowałam się:
-Tak. Co do niej dodałeś? Jakie zioła, bo nie kojarzę.
-A to już moja słodka tajemnica.
-Aha.- I znowu nastała chwila ciszy.
-Przepraszam.
-Za co? Za to, że jesteś pierwszym facetem, który mnie widział nago? Czy za to, że nie wiadomo, co ze mną zrobiłeś?
-Ej! Nie jestem zboczeńcem. Przepraszam za te rany na twoim ciele. Niestety, tak się rzucałaś, że nie miałem innego wyboru... - Przerwałam mu.
-Jak to rzucałam?! - Zapytałam zakłopotana.
-Spokojnie... Mówiłem, że zboczeńcem nie jestem.- Roześmiał się - Na pewno nic z tych rzeczy, które przychodzą ci na myśl. Rzucałaś się na innych uczniów. Podejrzewam, że nie umiesz panować nad swoimi przemianami i podczas rozpoczęcia, tak jakoś się przemieniłaś, ale nie podejrzewałem, że jesteś dziewczyną...
-Ahh... Już pamiętam. I wgl nie pasuje ci, że dziewczyną jestem?!
-Nie... Nawet to lepiej. Przynajmniej mogłem popatrzeć. Haha...
-No wiesz! Zbok! Haha... Ale mimo to wybacz, że oskarżałam Cię. No, ale w ogóle, jak to się stało, że jestem znowu sobą?- On opowiedział mi wszystko po kolei, co się wydarzyło. Moje słowo było tylko jedno "Wow!". Zauważyłam na ścianie zegar z godziną 0:14, było to dość późno, więc postanowiłam zbierać się do siebie do pokoju. Wstałam i ruszyła ku drzwi, lecz młodzieniec mnie zatrzymał mówiąc:
-Już idziesz?
-Tak. Muszę się przygotować do spania, bo paradować w twojej koszuli nie będę, dziwnie to wygląda.
-No tak, z tym się zgodzę. W ogóle, jak masz na imię, bo ja Tamotsu Mizuno.  Klasa przemiany. Lat 19. Itp., itd. Po prostu mów mi Tsu.
-Haha... Okej, Tsu.- Wciąż śmiejąc się, odpowiedziałam- Ja jestem Anastazja Kamachi. Też klasa przemiany. Lat 17. Mów mi Ana lub Ananas.
-Anastazja Kamachi?
-Tak... Coś nie tak?- Przez chwilę dziwnie się na mnie patrzył, z góry na dół. Dość dziwnie się czułam, gdy tak się mi przyglądał, jakby mnie przewiercał od środka, robiąc wielką dziurę, która odsłaniała wszystkie moje tajemnice.
-Nie nic, nic... Miło mi Cię poznać Ananasie.- Roześmiał się, po czym dodał - Jakbyś potrzebowała pomocy. To jestem zawsze do usług.
-Haha, dzięki. Do usług rozbierania też? Jakbym nie dała rady?
-Eee... No, jak będziesz chciała - odpowiedział z chytrym uśmiechem na twarzy. Wzięłam poduszkę i rzuciłam w niego. Po czym dodałam:
-Nie, dzięki, jestem dużą dziewczynką, która umie sobie radzić.
-Jakoś podczas przemiany na to nie wyglądało.
-Pfii... To było dawno i nieprawda.
-Tsaa... Z pewnością.
-Dobra, idę, bo z tobą nie da się gadać - Roześmiałam się, po czym wyszłam z jego pokoju. Za sobą usłyszałam jego ciepły głos mówiący: "Wracaj szybko do zdrowia, a koszulę może kiedyś mi oddasz". Po tym od razu rozejrzałam się, czy nikogo nie ma na korytarzu. Widząc pusty korytarz, wystrzeliłam, jak z torpedy naprzód, kierując się do swojego pokoju. Na szczęście nie było tak daleko. Gdy weszłam do pokoju od razu ściągnęłam koszulę Tsu i ruszyłam do łazienki. Gdy tak siedziałam w wannie chyba ze 2 godziny, wciąż myślałam, że gdyby nie on to nie wiadomo, jak to potoczyłoby się dalej. Później padłam na łóżko i zasnęłam, nie jedząc kolacji.

Od Tamotsu

Od razu w parowałem do Akademii, gdy tylko ukazała się moim oczom. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to było zwiedzenie Akademii. Moją ulubioną częścią, w każdej szkole był dziedziniec, więc wyruszyłem od razu na niego. Każdemu kto przechodził obok mówiłem "cześć" i przedstawiałem się jako Tsu. Na miejscu tylko nabrałem do płuc podziemnego powietrza i ruszyłem dalej, wiedziałem gdzie się teraz wybiorę . Kolejnym etapem zwiedzania był mój pokój. Wiedziałem, że nie warto teraz iść na rozpoczęcie, ale mimo to postanowiłem przynajmniej pokazać się na koniec, ale najpierw dalsze zwiedzanie. Poszedłem do biblioteki, stołówki i kilku klas. Moim następnym celem było rozpoczęcie, więc ruszyłem. Gdy wszedłem moim oczom ukazał się obraz lejącego wodą na innych księdza. Pomyślałem, że nie chciałbym być na miejscu tych ludzi... Hm.... No dobra... Nie takich normalnych ludzi, bo każdy był inny i miał inne zdolności. Nagle na początku rzędu zaczęła się panika, a że byłem bardzo ciekawski powoli przybliżałem się, by zobaczyć z czego ta afera. Gdy doszedłem już do początku rzędu, ukazał mi się obraz wściekłego białego tygrysa w czarne pręgi z po rozwalanymi  dookoła krzesłami. Na początku stałem jak w ryty, ale nagle poczułem jakby ktoś mnie wolał o pomoc. Bez zastanowienia ruszyłem na przód. Pamiętałem doskonale, jak to było ze mną, gdy nie panowałem nad przemianami. Pamiętam jak to rządzą krwi była silniejsza ode mnie. Pamiętam, że jak wracałem do poprzedniego wcielenia to wszystko było zniszczone, a ludzie nie żyli. To był jak koszmarny sen, tyle że działo się to naprawdę. Wtedy postanowiłem iść do najlepszych i nauczyć się tego co nie umiałem. Oni powiedzieli mi jedno: "Należy zaakceptować  takim jakim się jest. Nie sprzeciwiać się oraz nie bać się tego." Później przez całe 15 lat uczyłem się jak panować i wykorzystywać swoje umiejętności. Dzięki temu nauczyłem się 3 specjalizacji: opanowania, walki wręcz (np. kataną) i panowania nad mocą (np. kuli niebieskich ogników). Jednak tej ostatniej mocy używałem bardzo rzadko. Gdy patrzyłem na tygrysa wiedziałem, że ten kto przemienił się w niego, nie umiał panować nad przemianami, ale wiedziałem też, że cierpiał. Jak tylko przybliżyłem się do niego, wiedziałem, że tygrys będzie musiał się zmierzyć z lisem, mimo że wiedziałem, że ma on przewagę nie zawahałem się ani na chwilę ani się nie bałem. Po prostu ruszyłem na zwierzę. Tygrys cały czas próbował atakować innych uczniów, lecz ją odpierałem jego ataki poprzez magiczne tarcze ogników. Niestety musiałem ponacinać trochę skórę tygrysa, by go osłabić. Poszło mi to dość sprawnie, bo jak to lis jestem szybki i sprytny. Nie to żebym się przechwalał, ale po prostu wiem na co mnie stać. Nagle zwierzę rzuciło się na mnie i przewróciło mnie na plecy, lecz był on już osłabiony, dzięki czemu przewróciłem się na niego i utworzyłem magiczną chmurę, która zasłoniła pole widzenie zwierza. Następnie kataną przycisnąłem go mocniej do podłoża, a następnie z ogników utworzyłem kaganiec i smycz, które krępują ruchy i dodają ciężaru przez co się wolniej rusza. Tygrys leżał i powoli się uspokajał, wziąłem go, więc na ręce i zaniosłem do mojego pokoju, w którym miałem specjalne zioła, które przyspieszały przemianę. Nie łatwo było go przenieść, ale udało się. Gdy tygrys się przemienił, zobaczyłem zgrabną dziewczynę z czarnymi włosami, była ona nie przytomna... I goła... Co mnie krępowało, w końcu nigdy nie widziałem gołej dziewczyny... Może i to śmieszne, no ale byłemu zajęty czym innym, a nie dziewczynami. Opatrzyłem ją i szybko przykryłem w łóżku, czekając, aż się obudzi.

piątek, 7 sierpnia 2015

Tamotsu Mizuno

Imię: Tamotsu
Nazwisko: Mizuno
Pseudonim: Tsu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Klasa: P
Ranga: D
Zwierzę: lis z dziewięcioma ogonami
Osobowość: otwarty na nowe znajomości, wesoły, mądry, uwielbia sporty różnego rodzaju, pilny uczeń, jest nazywany opiekunem, gdyż często pilnuje, by nikomu się nic nie działo, broni swojego zdania.

Historia: Urodził się 29 marca. Jego historia nie jest zbyt ciekawą, gdyż urodził się w szczęśliwej rodzinie, później doszła jeszcze jego młodsza siostra. Gdy miała 2 lata, a on 4 zostali rozdzieleni. W tym czasie Tsu szkolił się u najlepszych. Zawsze jeśli komuś coś groziło pomagał słabszym. Wiele dziewczyn dzięki temu się w nim kochało, bo był on ich tzw. Opiekunem. Tamotsu w wieku 19 lat w końcu postanowił odnaleźć swoją siostrę poza krajem, w którym się urodził i wychował. Postanowił, więc udać się do akademii pod ziemią, aby się doszkolić, bo wiedział, że oni mogą mu pomóc w odnalezieniu siostry, z którą został rozdzielony 15 lat temu.

Partner: poszukuje
Inne: uczy się panowania nad przemianami od dzieciństwa, szybko się uczy, nie cierpi ludzi, którzy kłamią, gdy się wścieka przemienia się w lisa, doskonale panuje nad przemianami.

Punkty: 5






niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Rameneth

Urodziłem się 1 Sierpnia 1996 roku. Rodzice nazwali mnie Rameneth. Nie wiem po kim, lub dlaczego tak mnie nazwano. Moja matka opuściła nas zaraz po tym, jak potrafiłem jeść z butli. Załamany ojciec nie był w stanie się mną zająć. Tak przynajmniej powiedzieli mi wychowawcy w ośrodku, w którym mieszkałem odkąd pamiętam. W porównaniu do rówieśników zawsze byłem słabszy, przynajmniej pod względem siły. Moimi atutami zawsze była szybkość i zręczność. Szczyciłem się tym, że byłem w stanie przegonić starszych. Zawsze byłem ufny w stosunku do ludzi, z którymi spędzałem dużo czasu, jak i do nowych, którzy przychodzili do placówki. Nigdy nie stroniłem od zabawy z dziećmi w przedszkolu. Czas, który tam spędzałem zawsze przywoływał miłe wspomnienia, oraz uśmiech na twarzy.
Pierwsze lata szkoły podstawowej również były wesołe. Na początku 4 klasy zainteresowałem się sztukami walki. Nie trwało to jednak długo. W ośrodku, w którym przebywałem od najmłodszych lat powiedziano mi, że pewne młode małżeństwo chciałoby mnie adoptować. Cieszyłem się niesamowicie. Jedak zanim nadejdzie ten czas musiałem ukończyć czwartą klasę, ponieważ mieszkali oni na obrzeżach miasta, gdzie miałem chodzić do szkoły od początku nowego roku szkolnego.
Nadszedł upragniony przeze mnie dzień, w którym miałem opuścić dom dziecka i zamieszkać z moją nową rodziną. W czasie gdy Ja byłem na zakończeniu roku, moi nowi rodzice przyjechali spakować moje rzeczy. Zanim wyruszyliśmy do domu ojciec kazał mi się z wszystkimi pożegnać. Zrobiłem jak kazał, po czym wsiadłem do samochodu i ruszyliśmy w kierunku mojego nowego życia. Dojazd na miejsce zajął nam kilka godzin, lecz to co zobaczyłem po opuszczeniu pojazdu było niemożliwe do wyobrażenia. Moim oczom ukazał się największy dom jaki w życiu widziałem. Weszliśmy do środka. Macocha zaprowadziła mnie do mojego pokoju, który znajdował się na piętrze. Miałem tam nawet swoją łazienkę! Do końca roku systematycznie odwiedzała nas kobieta, która za zadanie miała sprawdzać, czy moi opiekunowie radzą sobie z wychowaniem. Była to jednak czysta formalność. Moje oceny poprawiły się, odkryłem swoją pasję – muzykę, oraz książki. Kochałem bowiem czytać.
W takich warunkach minął pierwszy semestr kolejnego roku nauki. Na początku roku znalazłem w starych książkach album, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Postanowiłem, że zapytam swoją mamę, co za zdjęcia w nim są. Gdy go zobaczyła natychmiast wyrwała mi album z rąk i kazała wynosić do swojego pokoju, z którego mogłem wyjść dopiero po powrocie ojca. Po jego powrocie odbyliśmy surową rozmowę. Nie obyło się również bez kary, która wydawała mi się dziwna. Miałem bowiem przeczytać pewną książkę. Nie zwróciłem jednak uwagi na to, że moi opiekunowie zaczęli się bardzo dziwnie zachowywać. Poszedłem jednak do swojego pokoju i zacząłem czytać. Nie była to gruba lektura, ale pod koniec czytania jej coś dziwnego zaczęło się ze mną dziać. Zawołałem ojca, który wcześniej wrócił do domu z pracy i powiedziałem mu, że czuję dziwne mrowienie w palcach. Jego reakcja zaskoczyła mnie. Zamknął drzwi, usiadł przy oknie i kazał mi położyć książkę na łóżku i czytać dalej. W pewnym momencie nie tylko palce zaczęły mnie mrowić. Coś dziwnego zaczęło dziać się z moim wzrokiem. Nim bardziej zbliżałem się do końca książki tym ostrzejszy był mój wzrok. Podobnie było ze słuchem. Gdy skończyłem czytać zaczęło mi się kręcić w głowie. Musiałem stracić przytomność, bo nie pamiętam co działo się w międzyczasie. Po ocknięciu się wszystko wydawało się bardzo duże. Ja natomiast widziałem dziwne pręty, a rodzice patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem. Ojczym wyciągnął swój telefon i zadzwonił do kogoś. Nie wiedziałem z kim rozmawia, ale to co usłyszałem było dziwne. "On zamienił się w ptaka! Nie wiem jak! Mówię Ci przecież, że zmienił się k...a w ptaka! "Skąd mam wiedzieć jakiego?! Duży i czarny! Zadzwoń do osoby, od której dostałeś tą pieprzoną książkę i powiedz mu żeby do nas przyszedł!" Tymi słowami mój opiekun zakończył rozmowę. Nie schował jednak telefonu. Zrobił mi natomiast zdjęcie. Gdy tylko je zobaczyłem chciałem się zaśmiać, lecz z moich "ust" wydostało się jedynie głośne "KRAAA!" Jakiś czas później ktoś zadzwonił do drzwi. Był to wysoki człowiek ubrany w długi płaszcz i kapelusz, który zasłaniał jego twarz. Na wstępie jednak dowiedzieliśmy się, że to nie od tej osoby dostaliśmy księgę, którą przeczytałem, ale jest to jedyna osoba zdolna do pomocy w obecnej sytuacji. Rodzice kazali obcemu przejść do salonu i zająć się robotą. Po zdjęciu płaszcza i kapelusza moim oczom ukazała się kobieta. Była wysoką brunetką o niebieskich oczach. Uśmiechała się smutno. Z torby, która przyniosła ze sobą nalała płynu z butelki i wypiła go szybko. Zaczęła również czytać coś z księgi, jednak nic z tego nie rozumiałem. Było to w jakimś dziwnym języku. Ponownie zaczęło mi się kręcić w głowie a w okolicach moich "ramion" pojawił się niesamowity ból. Po raz kolejny tego dnia straciłem przytomność. Jednak gdy się ocknąłem leżałem na kanapie i wszystko wydawało się wrócić do porządku dziennego. No za wyjątkiem jednej rzeczy. Obudziłem się w ramionach kobiety, która płacząc mówiła "Znalazłam Cię mój synu." Opiekunowie siedzieli natomiast po drugiej stronie czekając na wyjaśnienia. Obca osoba okazała się moją biologiczną matką! Musiała nas porzucić gdy byłem mały ze względu na jej "moc". Chciała po prostu abym miał szczęśliwe dzieciństwo. Jednak pomimo obietnic mojego ojca ten oddał mnie do domu dziecka. Słuchając nadal jej historii dowiedzieliśmy się, że księga, którą czytałem była zaczarowana i miała przebudzić w jej synu umiejętność przemiany. Mogła ona zadziałać tylko na jej syna. Tak więc tekst, który przeczytałem był swojego rodzaju zapalnikiem.
Jednak moi opiekunowie nie chcieli się ze mną rozstać. Zaproponowali więc, aby moja matka zamieszkała u nich razem z nami. Po przebudzeniu mojej nowej mocy nie mogłem jednak chodzić do szkoły. Nie panowałem nad przemianą i często zmieniałem się w kruka. Nie traciłem już przytomności jak to miało miejsce na samym początku. Wywoływało to jednak dziwne odczucia. Najpierw drętwiały mi palce, następnie całe ręce. To samo działo się z moimi nogami. Wzrok i słuch wyostrzały się niemiłosiernie. Najdziwniejsze jednak było odczucie "gubienia" twarzy. Nie raz wydawało mi się, że ona po prostu mi odpada. Zmieniała się jednak a zamiast ust i nosa rósł mi dziób. W jednym momencie całe pomieszczenie, w którym się zmieniałem rosło. Tak naprawdę to ja się kurczyłem, ale nie było to jakoś bardzo odczuwalne. Jednak kolejne kilka lat spędziłem w domu ucząc się panowania nad swoją mocą. Miało to również wpływ na moje zachowanie. Przestałem uśmiechać się tak często jak kiedyś, ponieważ moja matka okazała się niesamowicie wymagającą i surową osobą. Nauczyła mnie, że nie można nikomu ufać. Szczególnie jeśli jest się obdarzony darem. Uczyła mnie jak swoim tonem zmieszać ludzi, którzy chcą ze mną rozmawiać. Kilka razy w tygodniu przychodzili do mnie nauczyciele, abym mógł ukończyć szkołę. Dzięki swoim znajomościom moi opiekunowie załatwili mi nauczanie pozalekcyjne. Gdy tylko moja mama wychodziła z domu oni natychmiast przychodzili do mnie porozmawiać. Martwili się o mnie, ponieważ przez nauki mojej matki mogłem stać się odludkiem. Jednak ze względu na jej wpływ oddaliliśmy się od siebie. Tak żyłem do ukończenia 18 roku życia.
W dniu moich urodzin moja biologiczna powiedziała mi, że nie jest w stanie przekazać mi nic więcej. Dowiedziałem się również, że po raz kolejny musi mnie opuścić, jednak nie zostanę sam ze swoją mocą. Dała mi list, w którym znajdowała się ulotka akademii, gdzie uczęszczają ludzie z podobnymi mocami. Jako, że znów miałem zostać sam postanowiłem się tam udać. Wziąłem ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy i udałem się w moją wielką podróż do miejsca, gdzie mogę poznać innych podobnych sobie ludzi. Jako, że bardzo dużo czasu spędziłem w domu oglądając telewizję z filmów nauczyłem się, że zawsze należy udzielać pomocy kobiecie. Była to jedna z pozytywnych rzeczy, których nauczyłem się podczas pobytu mojej matki. Podróż zajęła mi rok. Do akademii bowiem dotarłem na kilka dni przed rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego.

sobota, 1 sierpnia 2015

Od Sashy

Była noc. Nad spokojnym miasteczkiem Nemuri zapadł cień. Gdyby przyjrzeć się bliżej niebu można by było dostrzec dziwny kształt szybujący na niebie. Czy to ptak?Czy to samolot?
Tajemnicze stworzenie szykowało się do lądowania najwyraźniej wiedząc dokąd się udaje. Po chwili zniknął pod ziemią i tyle go Naziemni widzieli.
Strażnik na warcie podrapał się po czole i pokręcił głową. To musiała być tylko wizja. Nic wielkiego...
Tymczasem głęboko pod ziemią tajemnicze stworzenie wylądowało i weszło w światła latarni. Można było dostrzec nietoperze skrzydła,wąską głowę i wielkie szpony a złote łuski sprawiały że nawet paw schowałby głowę w piasek.
Tajemniczy smok rozejrzał się i zatrzepotał powiekami najwyraźniej rozglądając się. Zadowolony z siebie warknął i po chwili otoczył go dym.
Trwało to kilka minut a gdy dym opadł smok zniknął a na jego miejsce pojawiła się wysoka i chuda brunetka o ciemnych oczach. Rozciągnęła się z radością.
-No nareszcie!!-uśmiechnęła się-dziadek Rob mógłby mi dać jakąś mapę czy jak... Chyba złamałam ze skrzydło przy lądowaniu ale co mi dam!
Ruszyła żwawo drogą kierując się w dobrze znanym kierunku.
Po jakiś kilku minutach na ścianie pojawiła się dziura przez którą przeszła rozglądając się wokoło.Pusto. Na szczęście. Bo inaczej dostałoby jej się za rozwalenie ściany.
Poprawiła worek który niosła na plecach i udała się do pokoju oznaczonego napisem "dyrektor".
-Proszę-usłyszała za drzwi żeński głos.
Sasha westchnęła i weszła do środka. Przebywała tam pół godziny a kiedy wyszła trzymała w dłoni kartkę z jakimś drukiem.
-Pokój 99-śmiała się-no pięknie.
Wyszła z głównego budynku i ruszyła w stronę akademika gdzie na drzwiach do swojego nowego pokoju znalazła kartkę z informacją o rozpoczęciu roku szkolnego.
-brawo ja..Trafiłam akurat w odpowiedni moment....
Weszła do środka i przebrana o godz.18 ruszyła w stronę sali gimnastycznej wraz z innymi uczniami.
Przemówienie dyrektorki było dosyć monotonne ale przedstawienie jej zdaniem było prześmieszne. Nie wiedziała że to tej szkoły chodzą tacy uzdolnieniu uczniowie. Już jej się to miejsce podobało. Ciekawe co będzie jutro jak pozna innych uczniów?

Od Ramenth

W trakcie przemówienia chciałem wyjść z sali, ale jeden z nauczycieli złapał mnie za za ramię i gestem wysłał na swoje miejsce. Kilka minut później po skończonej mowie nadszedł czas na przedstawienie zorganizowane przez uczniów. Miałem nadzieję, że nie będzie ono tak samo nudne jak przemowa Pani dyrektor.
Zaczęło się. Słysząc pierwsze dwa zdania starałem się zachować powagę, było to jednak nie możliwe.
Czy mnie wzrok nie okłamuje? Coś w kieszeni ci wibruje!

Ach jak ja się dobrze czuję, gdy
TELEFON mi wibruje!Uśmiechnąłem się mimowolnie. Zacząłem się zastanawiać, czy dam radę wytrzymać do samego końca przedstawienia nie płacząc ze śmiechu. Jednak czas upływał i było coraz gorzej. Jedna scena po drugiej rozwalały i tak już nadkruszony mur powagi, którym starałem się ochronić.

Podchodzisz tak blisko, że czuję twój zapach, działa na mnie jak drin z dodatkiem afrodyzjaka, kici kici kotku, jak ci na imię?
Julia

Chodź stań tu przy mnie, chcę zobaczyć co mówią twe oczy,
tajemnicze jak piaski pustyni, jak ocean niebieskie, gdy patrzę na ciebie czuję szczęście, gdy patrzę na ciebie mówię wierszem, ten rym gra me serce, wśród fok jesteś mercem. 
A: O maj gad, jaki freestyle.
Chodź na decka, będzie fajnie!
Ale ja jestem dziewicą, i tu mówię szczerze. A jak ci na imię, mój cudny raperze?
Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam… O imię me nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj…
Czy ja wiem…
: Będzie dobrze dzieciak, elo! Do góry głowa, będzie dobrze dzieciak, uwierz w to, a tak będzie!

Po tej części nie wytrzymałem i zacząłem śmiać się jak opętany. Nauczyciel, który wcześniej powstrzymał mnie przed wyjściem z sali popatrzył na mnie karcącym wzrokiem, ale nic więcej nie zrobił. Nie odezwał się nawet słowem. Przypuszczałem, że również musi się bardzo starać, aby zachować powagę podczas tego występu. Z czasem zaczął boleć mnie brzuch. Spowodowane to było nieustannym śmiechem, którego nie byłem żaden sposób powstrzymać. Kucnąłem aby chodź trochę zniwelować uczucie bólu, ale i to nie pomogło. Przedstawienie ewidentnie zmierzało ku końcowi, a ja zbliżałem się ku ziemi. Pod sam koniec *
taką przynajmniej mam nadzieję * leżałem na podłodze. Rękawy koszuli, którą ubrałem na to wydarzenie były całe mokre od ocierania nimi łez płynących po mojej twarzy.

Po zakończonym przedstawieniu nadal leżąc na ziemi i trzymając się za brzuch chciałem klaskać, ale nie mogłem. Starałem się również uspokoić, lecz nie było to łatwym zadaniem, ponieważ w głowie cały czas pojawiały się scenki z obejrzanego właśnie występu. Nie wiedząc co będzie dalej nadal chichocząc podniosłem się z podłogi, otrzepałem swoje ubrania. Do głowy przyszła mi jedna myśl * Mam nadzieję, że to już koniec ceremonii. Muszę się położyć i odpocząć. * Popatrzyłem w kierunku nauczyciela, który powstrzymał mnie przed opuszczeniem sali i powiedziałem cicho. - Przepraszam bardzo.- Ten słysząc moje słowa uśmiechnął się lekko i kiwnął głową na znak, że przyjmuje moje przeprosiny. - Czy ceremonia dobiegła już końca? - zapytałem, lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nie pozostało mi więc nic więcej jak stać na swoim miejscu, starać się być poważnym i czekać na rozwój wypadków.

Od Anastazji

Jak zwykle spóźniłam się na rozpoczęcie. Gdy weszłam moim oczom ukazała się scena na której stanął Yukiya i powiedział:
- Witam drogie panie i szanownych panów. Bez zbędnych ceregieli zapraszam na przedstawienie pt. "Romeo i Julia na wesoło" napisanych przez(tu chwila ciszy) przez wróżki: Ricki, Yuki (i Dawn xD )

Przyłączyłam się do widowni siadając na wolnym miejscu na początku rzędu, który był od razu przy scenie i pomyślałam, że będzie ciekawie się trochę pośmiać. Oglądałam kilka scen i powoli się zbliżało do końca. Zrobiłam ocenę i najbardziej spodobało mi się ubranie Romeo (nie znałam tego chłopaka jeszcze, ale wydawał się zawstydzony chodząc w tych rajstopach, ale ten kto wybrał stroje miał świetny gust do rozśmieszenia publiczności). Kolejną osoba, którą oceniłam była Marta. Nie kojarzyło mi się byśmy mieli tu taką osobę, jedynie faceta, stwierdziłam, więc że ktoś musiał go przemienić. A efekt ten był powalający. Kolejna osoba Merkucjo wydawał się bardzo zdenerwowany, ale no i tak mu dobrze poszło. Reszty nie oceniałam, bo zajęło by mi to dłużej, a akurat zaczęła się ostatnia scena.
Yu: Wiem, wiem to okropne .
Ak: No ale taka tragedia, taka masakra w biały dzień
Yu: No straszne! Zginęli tak młodo
Ak: Jasna dupa, co mnie to obchodzi ?!? Ciastko mi z talerza spadło, a taką ochotę na nie miałam! Mój ukochany sernik z truskawkami!!
(Śmiałam się do końca)
Yu: <konsternacja> A aa aaa a… to się nie martw. Teraz mam tyle kasy, że ci kupię sto serników z truskawkami. O! <wyciąga lakrymę, rozmawia z kimś przez chwilę, po czym zwracam się do Akane> Ty, słuchaj, Merkucjo mówi, że odkrył swoje prawdziwe powołanie i uciekł z mleczarzem na drugi koniec królestwa…
Ak: Ta, on zawsze był jakiś inny. Ale moje ciastko!!!!!!!!!!!!!!!!!
Yu: No dobra, wyluzuj zjesz w kawiarence. Ale najpierw musisz się rozwieść, to weźmiemy ślub.
Ak: Czy nie dociera do ciebie? Mój mąż dawno zginął w sławnej bitwie o Wieżę Pańską, w krwi kałuży i cichą piosnką. Poginęły tam wszystkie bliskie mi chłopaki. Jeden tylko dotarł do Włoch, ale on już dawno ożeniony z córką Heńka z poczty. Poza tym jesteś księdzem!!!
Yu: Zrzucę habit, zostanę krawcem
Ak: Chyba pan żartować łaskaw, toć nie mogę wyjść za krawca!
Yu: To zostanę ogrodnikiem zawsze kochałem kwiaty <schodzę na chwilkę ze sceny i wracam z konewką pełna wody, zaczynam śpiewać piosenkę, a Akane nuci do rytmu> Kiedy deszcz nie pada i wody coraz mniej, co mówię na to ja? Konewka! Kiedy kwiatki schną I Julia mówi hej! Co mówię na to ja? Konewka! Mam konewkę, w ręce lewej <podnoszę ja i pokazuje> Siedzę pod drzewem i leję, leję, leję. Słońce grzeje, jeje, jeje, jeje, póki mam konewkę jeszcze tak źle nie jest. Jestem tu po to, żeby konewką chlusnąć <macham konewką tak, że rozlewam wodę, która leci na publiczność> Kwiatki nie uschną, bo ja im kurde nie dam uschnąć. Będę sikał jak ze sikawki strażak, to jest konewka więc uważaj!
Ak: <płacze, wchodzi ksiądz> ooooooooooooo!!!!!
- O nie … Tylko nie woda ! Nie znoszę wody! Nie, nie, nie tylko nie to! – krzyczałam w myślach – a po chwili moje uszy i ogon się ukazały. Byłam cała mokra, tak to jest gdy się siedzi w pierwszym rzędzie. Postanowiłam już nigdy więcej nie siadać w pierwszym rzędzie. Cały czas czułam się obserwowana przez innych, a gdy tak się dzieje to zaraz zamieniam się w prawdziwego tygrysa. Moja zmiana dokonywała się próbowałam powstrzymać ją, ale to nic nie daje. Gdy stawałam się tygrysem, wszystko inne nie miało sensu, ani ludzie, ani nic innego. Mogła być zdolna do wszystkiego… Upadłam na podłogę i pomyślałam tylko o jednym, „ Że teraz przyda im się kaganiec i smycz na mnie.” Byłam tygrysem, białym z czarnymi pręgami i niebieskimi oczami.




Tygrys na początku nic nie robił jednak pozory mylą i ukazała się zła strona jego. Ana zaczęła swoje przedstawienie. Na pierwszy plan poszły krzesła, wszyscy obok odsunęli się, a nauczyciele i nauczycielki zaczęli chronić innych uczniów. Bo gdy zabije serce bestii nie łatwo jest ją powstrzymać nawet najlepszym. Tygrys zaczął wszystko niszczyć, zrobił się chaos. Niektórzy zostawali inni natomiast uciekali jak najdalej. Anastazja wiedziała tylko tyle, żądza krwi była silniejsza od niej i wiedziała, że nikt nie odezwie się do niej. Uwięziona w skórze tygrysa czekała, aż ktoś jej pomoże się zmienić z powrotem w łagodną osobę.