Obudziłam się w jakimś pokoju, miał on niebieskie ściany i
drewnianą podłogę. Pościel w tym miejscu czuć było świeżością, wiedziałam, więc
że jestem w jakimś pokoju, który nie był jeszcze w użytku. Powoli podnosiłam
się, ponieważ wszystko mnie bolało. Gdy siedziałam na łóżku rozejrzałam się po pomieszczeniu,
w którym nikogo nie było. Zobaczyłam, że na moich rękach jest pełno drobnych
nacięć, tak jakby ktoś mnie pociął. Nagle ktoś wszedł do środka. Zobaczyłam
przystojnego, umięśnionego chłopaka z ciemnymi włosami i oczami. W dłoni
trzymał naczynie z parującym napojem. Młodzieniec zauważył, że się na niego
patrzę, a ja widziałam, że on na mnie i odezwał się:
-Eee... Przepraszam... Mogłabyś... Ehem... - zakłopotany
odwrócił wzrok i wskazał na mnie wolną ręką, w której nie miał kubka. Wtedy
popatrzyłam w dół i zauważyłam dopiero teraz, że jestem nago, głośno krzyknęłam
i przykryłam się kołdrą. Od razu wyskoczyły mi uszy i ogon. Zakłopotana
zapytałam:
-Co się właściwie stało?! I gdzie moje ubrania?! My chyba
nie ten teges... Pra... Prawda?
-Nie no co ty! Ani mi się śni! - roześmiał się, po czym
położył naczynie obok łóżka.
- A co to niby miało znaczyć?! Że niby jestem nieatrakcyjna?!
Brzydka?! - uniosłam się, po czym znowu zapomniała, że jestem nago. Stałam, jak
osłupiała przed nieznajomym. Wtedy znowu krzyknęłam:
-A...! Zboczeniec! Znowu to samo! To przez ciebie! Ty to
robisz specjalnie! Byle tylko nacieszyć oczy!
-O, przepraszam bardzo! To nie ja unoszę się, gdy tylko
ktoś coś powie, co ci się nie spodoba... Poza tym ja jestem ubrany! Nie to, co
ty! Mimo, że się fajnie patrzy... I ja też nie siedzę bezczynnie. jak ty!
-Co?! Że ja niby mam się przy tobie przebierać! - Znowu się
uniosłam i znowu byłam cała czerwona z zakłopotania, szybko wzięłam kołdrę,
usiadłam na łóżku i powiedziałam:
-Och! Dobra wygrałeś! Mogłabym skorzystać z twojej
łazienki? I łaskawie pożyczyłbyś mi swój podkoszulek?! Tylko nie ściągaj
swojego! Tylko jakiś inny! - Po chwili milczenia, pokiwał tylko głową i wskazał
drogę do łazienki, po czym odwrócił się rzucając mi przy tym podkoszulek, który
był na krześle. Czekał, aż ja przejdę do łazienki.
-Tylko nie podglądaj! Rozumiesz?!
-Ta... Jasne, jak słońce.
Szybko poszłam do łazienki i przebrałam się w jego koszulę,
którą pachniała wodospadem oraz różnymi leśnymi drzewami. Wiedziałam wtedy, że
nie był on z miasta, lecz z gór lub lasów. Przebrana weszłam do pokoju, w
którym chłopak siedział na krześle obok drzwi naprzeciwko okna. Ja
postanowiłam, więc usiąść na łóżku. I zapytałam:
-To dla mnie? Ta herbata?
-W sumie, planowałem ją wypić, ale jeśli chcesz i lubisz
zieloną to bierz.- odpowiedział, uśmiechając się do mnie. Po chwili
zastanowienia sięgnęłam po nią i napiłam się. To nie była normalna zielona
herbata, gdyż poczułam jeszcze jakieś zioła, których smaku i zapachu nie
umiałam rozróżnić, ale wiem, że mi bardzo smakowała. Po wypiciu połowy kubka,
nieznajomy odezwał się:
-Smakuje? - Chwilę zastanawiałam się, czy odpowiedzieć, ale
zdecydowałam się:
-Tak. Co do niej dodałeś? Jakie zioła, bo nie kojarzę.
-A to już moja słodka tajemnica.
-Aha.- I znowu nastała chwila ciszy.
-Przepraszam.
-Za co? Za to, że jesteś pierwszym facetem, który mnie widział
nago? Czy za to, że nie wiadomo, co ze mną zrobiłeś?
-Ej! Nie jestem zboczeńcem. Przepraszam za te rany na twoim
ciele. Niestety, tak się rzucałaś, że nie miałem innego wyboru... - Przerwałam
mu.
-Jak to rzucałam?! - Zapytałam zakłopotana.
-Spokojnie... Mówiłem, że zboczeńcem nie jestem.- Roześmiał
się - Na pewno nic z tych rzeczy, które przychodzą ci na myśl. Rzucałaś się na
innych uczniów. Podejrzewam, że nie umiesz panować nad swoimi przemianami i podczas
rozpoczęcia, tak jakoś się przemieniłaś, ale nie podejrzewałem, że jesteś
dziewczyną...
-Ahh... Już pamiętam. I wgl nie pasuje ci, że dziewczyną
jestem?!
-Nie... Nawet to lepiej. Przynajmniej mogłem popatrzeć.
Haha...
-No wiesz! Zbok! Haha... Ale mimo to wybacz, że oskarżałam
Cię. No, ale w ogóle, jak to się stało, że jestem znowu sobą?- On opowiedział
mi wszystko po kolei, co się wydarzyło. Moje słowo było tylko jedno
"Wow!". Zauważyłam na ścianie zegar z godziną 0:14, było to dość
późno, więc postanowiłam zbierać się do siebie do pokoju. Wstałam i ruszyła ku
drzwi, lecz młodzieniec mnie zatrzymał mówiąc:
-Już idziesz?
-Tak. Muszę się przygotować do spania, bo paradować w twojej
koszuli nie będę, dziwnie to wygląda.
-No tak, z tym się zgodzę. W ogóle, jak masz na imię, bo ja
Tamotsu Mizuno. Klasa przemiany. Lat 19.
Itp., itd. Po prostu mów mi Tsu.
-Haha... Okej, Tsu.- Wciąż śmiejąc się, odpowiedziałam- Ja
jestem Anastazja Kamachi. Też klasa przemiany. Lat 17. Mów mi Ana lub Ananas.
-Anastazja Kamachi?
-Tak... Coś nie tak?- Przez chwilę dziwnie się na mnie
patrzył, z góry na dół. Dość dziwnie się czułam, gdy tak się mi przyglądał,
jakby mnie przewiercał od środka, robiąc wielką dziurę, która odsłaniała
wszystkie moje tajemnice.
-Nie nic, nic... Miło mi Cię poznać Ananasie.- Roześmiał się,
po czym dodał - Jakbyś potrzebowała pomocy. To jestem zawsze do usług.
-Haha, dzięki. Do usług rozbierania też? Jakbym nie dała
rady?
-Eee... No, jak będziesz chciała - odpowiedział z chytrym
uśmiechem na twarzy. Wzięłam poduszkę i rzuciłam w niego. Po czym dodałam:
-Nie, dzięki, jestem dużą dziewczynką, która umie sobie
radzić.
-Jakoś podczas przemiany na to nie wyglądało.
-Pfii... To było dawno i nieprawda.
-Tsaa... Z pewnością.
-Dobra, idę, bo z tobą nie da się gadać - Roześmiałam się,
po czym wyszłam z jego pokoju. Za sobą usłyszałam jego ciepły głos mówiący:
"Wracaj szybko do zdrowia, a koszulę może kiedyś mi oddasz". Po tym
od razu rozejrzałam się, czy nikogo nie ma na korytarzu. Widząc pusty korytarz,
wystrzeliłam, jak z torpedy naprzód, kierując się do swojego pokoju. Na
szczęście nie było tak daleko. Gdy weszłam do pokoju od razu ściągnęłam koszulę
Tsu i ruszyłam do łazienki. Gdy tak siedziałam w wannie chyba ze 2 godziny,
wciąż myślałam, że gdyby nie on to nie wiadomo, jak to potoczyłoby się dalej. Później padłam na łóżko i zasnęłam, nie jedząc kolacji.

