Uwaga!


Wszystkich uczniów proszę, aby przerwali aktualny wątek i byli wolni. Wasza postać może np. pójść do pokoju, potrenować, czy coś innego. Wymyślicie coś, wierzę w was. :p Należy przeczytać najnowszy Post od Akane!
Oznajmiam również, że niedługo otrzymacie od nas pewne informacje, z których w niedalekiej przyszłości będzie test.

czwartek, 30 lipca 2015

Od Aki’ego

Po raz kolejny westchnąłem wpatrując się w szybę samochodu, który wiózł mnie do nowego „domu”. Naprawdę nie miałem ochoty tak jechać. Martwiłem się o ojca, który teraz zostanie całkowicie sam. Nie liczyłem tych, co będą witać codziennie do szkoły. Byliśmy sobie wszyscy bliskie, jednak rodzina to rodzina. Po śmierci mamy tylko ja mu pozostałem. Naprawdę z każdą chwilą czułem się, jakbym miał wydać na niego wyrok samotności do końca życia. Mimo takich wątpliwości nie powiedziałem po drodze nawet słowa. Jestem pewien, że jemu również jest ciężko. Gdybym chociaż miał jakieś rodzeństwo pewnie nie martwiłbym się w ten sposób. Zawsze byłaby to osobą, która mogłaby zaopiekować się ojcem i chociaż zerkać, czy dobrze się czuje. Lata mijały, a on również zyskiwał kolejne siwe pasma. Jeżeli coś się stanie, a mnie przy nim nie będzie, chyba oszaleje.

-Jesteśmy na miejscu –usłyszałem jego głos.

Tak bardzo myślałem o swoich zmartwieniach, że kompletnie nie skupiłem się na drodze. Może lepiej do tego też się nie przyznam. Zdecydowanie wole byśmy rozstali w takich stosunkach, jakie teraz panowały. Wysiadając z samochodu czułem wyraźny smutek, ale wiedziałem, że ojcu też nie jest łatwo. Podał mi pokrowiec, w którym znajdował się mój łuk. Odebrałem go i zarzuciłem pasek przez ramię, jednocześnie w dalszym ciągu trzymając go w dłoni. Mój staruszek nic nie powiedział. Jedyne, co zrobił to położył dłoń na mojej głowie. Nigdy nie był zbyt wylewny, ale wiedziałem, co to oznacza. Samymi gestami mówiłby, że wszystko będzie dobrze, a gdyby działo się coś naprawdę strasznego mam się z nim skontaktować. Spojrzałem na niego z uśmiechem, po czym odwróciłem się i ruszyłem w stronę murów akademii. Słyszałem jeszcze za plecami, jak ojciec wraca do samochodu i odjeżdża, jednak się nie odwróciłem. Wiedziałem, że to najgorszy błąd, jaki mogłem teraz popełnić.

Z niemałym zaciekawienie przyglądałem się kolejno mijanym miejscom. Akademia zdecydowanie jest o wiele większa niż dojo, więc nie powinno mnie to wszystko tak dziwić. Martwiłem się tylko nieco, jak tu będzie. Na pewno zadbano o miejsca do ćwiczeń. Jednak słyszałem, że tu nie ma konkretnie wyznaczonego standardu nauki. Były trzy klasy, przy czym każda nauczała zupełnie inne typu ludzi. Dołóżmy do tego jeszcze, iż moja klasa również ma u siebie zupełnie odmienne indywidua. Do tej pory uczyłem się wyłącznie z takimi, jak ja. Każdy z nas podążał drogą łuku. Tym razem będzie inaczej. Chyba byłem tak samo zaciekawiony tymi ludźmi, co nieco przerażony. Może to po prostu nerwy. Jestem w nowym miejscu, więc to nic dziwnego, że sytuacja zdaje się mnie troszeczkę przerastać. Ale chciałem być dobrej myśli. Obiecałem ojcu, że może na mnie liczyć i z pewnością go nie zawiodę.

Dość szybko zorientowałem się w recepcji, gdzie dokładnie znajduje się mój pokój i parę jeszcze ciekawych rzeczy. Odnalezienie tego pierwszego również nie stanowiło problemu. Chociaż minęło mnie coś o fioletowych włosach, zdaje się, że jakaś dziewczyna wyraźnie nie mogła powstrzymać entuzjazmu z bycia w tym miejscu i tylko mignęła mi przed oczami. Zdawało się mi, czy ona miała królicze uszy…? Pokręciłem głową z niedowierzaniem. To niemożliwe. Pewnie już z tych nerwów zaczynam mieć dziwne przywidzenia. Zdecydowanie potrzebowałem chwili spokoju i rozluźnienia. Dlatego też, kiedy tylko znalazłem się w pokoju zostawiłem zbędne rzeczy i wyszedłem z niego, kierując się do sali ćwiczebnej. Wcześniej pytałem o to w recepcji, więc wiedziałem mniej więcej, gdzie to miejsce się znajduję.


W normalnych okolicznościach powinienem przebrać się w specjalny strój, jednak dzisiaj sobie odpuszczę. Chciałem się tylko nieco rozluźnić. Poza tym nie wiem kiedy rozpoczynać się będzie rok szkolny, więc wolałem zbytnio nie szaleć. Będąc w odpowiednim miejscu jedynie rozejrzałem się dookoła, a widząc część stworzoną idealnie dla łuczników, aż musiałem się uśmiechnąć pogodnie. Położyłem futerał na ławce, a z niego wyciągnąłem moją drogą pamiątkę po dziadku. Tak bardzo chciałbym mu kiedyś dorównać. Nie myśląc już o tym, podszedłem do odpowiedniego miejsca, po czym przyjąłem odpowiednią pozycję. Wyciągnąłem rękę z łukiem, po czym wykonując płynny gest naciągnąłem cięciwę. Jednocześnie energia płynąca z tej niesamowitej broni utworzyła strzałę, która teraz była wycelowana prosto w tarczę. Wolałem nie przesadzać pierwszego dnia w tym miejscu i był to dosyć pospolity rodzaj, chociaż każdego mogłoby zastanowić, dlaczego jest taka jasna. Nie chcąc już się zadręczać błahostkami przymknąłem powieki, by następnie otworzyć je i wystrzelić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz