Uwaga!


Wszystkich uczniów proszę, aby przerwali aktualny wątek i byli wolni. Wasza postać może np. pójść do pokoju, potrenować, czy coś innego. Wymyślicie coś, wierzę w was. :p Należy przeczytać najnowszy Post od Akane!
Oznajmiam również, że niedługo otrzymacie od nas pewne informacje, z których w niedalekiej przyszłości będzie test.

sobota, 8 sierpnia 2015

Od Anastazji



Obudziłam się w jakimś pokoju, miał on niebieskie ściany i drewnianą podłogę. Pościel w tym miejscu czuć było świeżością, wiedziałam, więc że jestem w jakimś pokoju, który nie był jeszcze w użytku. Powoli podnosiłam się, ponieważ wszystko mnie bolało. Gdy siedziałam na łóżku rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym nikogo nie było. Zobaczyłam, że na moich rękach jest pełno drobnych nacięć, tak jakby ktoś mnie pociął. Nagle ktoś wszedł do środka. Zobaczyłam przystojnego, umięśnionego chłopaka z ciemnymi włosami i oczami. W dłoni trzymał naczynie z parującym napojem. Młodzieniec zauważył, że się na niego patrzę, a ja widziałam, że on na mnie i odezwał się:
-Eee... Przepraszam... Mogłabyś... Ehem... - zakłopotany odwrócił wzrok i wskazał na mnie wolną ręką, w której nie miał kubka. Wtedy popatrzyłam w dół i zauważyłam dopiero teraz, że jestem nago, głośno krzyknęłam i przykryłam się kołdrą. Od razu wyskoczyły mi uszy i ogon. Zakłopotana zapytałam:
-Co się właściwie stało?! I gdzie moje ubrania?! My chyba nie ten teges... Pra... Prawda?
-Nie no co ty! Ani mi się śni! - roześmiał się, po czym położył naczynie obok łóżka.
- A co to niby miało znaczyć?! Że niby jestem nieatrakcyjna?! Brzydka?! - uniosłam się, po czym znowu zapomniała, że jestem nago. Stałam, jak osłupiała przed nieznajomym. Wtedy znowu krzyknęłam:
-A...! Zboczeniec! Znowu to samo! To przez ciebie! Ty to robisz specjalnie! Byle tylko nacieszyć oczy!
-O, przepraszam bardzo! To nie ja unoszę się, gdy tylko ktoś coś powie, co ci się nie spodoba... Poza tym ja jestem ubrany! Nie to, co ty! Mimo, że się fajnie patrzy... I ja też nie siedzę bezczynnie. jak ty!
-Co?! Że ja niby mam się przy tobie przebierać! - Znowu się uniosłam i znowu byłam cała czerwona z zakłopotania, szybko wzięłam kołdrę, usiadłam na łóżku i powiedziałam:
-Och! Dobra wygrałeś! Mogłabym skorzystać z twojej łazienki? I łaskawie pożyczyłbyś mi swój podkoszulek?! Tylko nie ściągaj swojego! Tylko jakiś inny! - Po chwili milczenia, pokiwał tylko głową i wskazał drogę do łazienki, po czym odwrócił się rzucając mi przy tym podkoszulek, który był na krześle. Czekał, aż ja przejdę do łazienki.
-Tylko nie podglądaj! Rozumiesz?!
-Ta... Jasne, jak słońce.
Szybko poszłam do łazienki i przebrałam się w jego koszulę, którą pachniała wodospadem oraz różnymi leśnymi drzewami. Wiedziałam wtedy, że nie był on z miasta, lecz z gór lub lasów. Przebrana weszłam do pokoju, w którym chłopak siedział na krześle obok drzwi naprzeciwko okna. Ja postanowiłam, więc usiąść na łóżku. I zapytałam:
-To dla mnie? Ta herbata?
-W sumie, planowałem ją wypić, ale jeśli chcesz i lubisz zieloną to bierz.- odpowiedział, uśmiechając się do mnie. Po chwili zastanowienia sięgnęłam po nią i napiłam się. To nie była normalna zielona herbata, gdyż poczułam jeszcze jakieś zioła, których smaku i zapachu nie umiałam rozróżnić, ale wiem, że mi bardzo smakowała. Po wypiciu połowy kubka, nieznajomy odezwał się:
-Smakuje? - Chwilę zastanawiałam się, czy odpowiedzieć, ale zdecydowałam się:
-Tak. Co do niej dodałeś? Jakie zioła, bo nie kojarzę.
-A to już moja słodka tajemnica.
-Aha.- I znowu nastała chwila ciszy.
-Przepraszam.
-Za co? Za to, że jesteś pierwszym facetem, który mnie widział nago? Czy za to, że nie wiadomo, co ze mną zrobiłeś?
-Ej! Nie jestem zboczeńcem. Przepraszam za te rany na twoim ciele. Niestety, tak się rzucałaś, że nie miałem innego wyboru... - Przerwałam mu.
-Jak to rzucałam?! - Zapytałam zakłopotana.
-Spokojnie... Mówiłem, że zboczeńcem nie jestem.- Roześmiał się - Na pewno nic z tych rzeczy, które przychodzą ci na myśl. Rzucałaś się na innych uczniów. Podejrzewam, że nie umiesz panować nad swoimi przemianami i podczas rozpoczęcia, tak jakoś się przemieniłaś, ale nie podejrzewałem, że jesteś dziewczyną...
-Ahh... Już pamiętam. I wgl nie pasuje ci, że dziewczyną jestem?!
-Nie... Nawet to lepiej. Przynajmniej mogłem popatrzeć. Haha...
-No wiesz! Zbok! Haha... Ale mimo to wybacz, że oskarżałam Cię. No, ale w ogóle, jak to się stało, że jestem znowu sobą?- On opowiedział mi wszystko po kolei, co się wydarzyło. Moje słowo było tylko jedno "Wow!". Zauważyłam na ścianie zegar z godziną 0:14, było to dość późno, więc postanowiłam zbierać się do siebie do pokoju. Wstałam i ruszyła ku drzwi, lecz młodzieniec mnie zatrzymał mówiąc:
-Już idziesz?
-Tak. Muszę się przygotować do spania, bo paradować w twojej koszuli nie będę, dziwnie to wygląda.
-No tak, z tym się zgodzę. W ogóle, jak masz na imię, bo ja Tamotsu Mizuno.  Klasa przemiany. Lat 19. Itp., itd. Po prostu mów mi Tsu.
-Haha... Okej, Tsu.- Wciąż śmiejąc się, odpowiedziałam- Ja jestem Anastazja Kamachi. Też klasa przemiany. Lat 17. Mów mi Ana lub Ananas.
-Anastazja Kamachi?
-Tak... Coś nie tak?- Przez chwilę dziwnie się na mnie patrzył, z góry na dół. Dość dziwnie się czułam, gdy tak się mi przyglądał, jakby mnie przewiercał od środka, robiąc wielką dziurę, która odsłaniała wszystkie moje tajemnice.
-Nie nic, nic... Miło mi Cię poznać Ananasie.- Roześmiał się, po czym dodał - Jakbyś potrzebowała pomocy. To jestem zawsze do usług.
-Haha, dzięki. Do usług rozbierania też? Jakbym nie dała rady?
-Eee... No, jak będziesz chciała - odpowiedział z chytrym uśmiechem na twarzy. Wzięłam poduszkę i rzuciłam w niego. Po czym dodałam:
-Nie, dzięki, jestem dużą dziewczynką, która umie sobie radzić.
-Jakoś podczas przemiany na to nie wyglądało.
-Pfii... To było dawno i nieprawda.
-Tsaa... Z pewnością.
-Dobra, idę, bo z tobą nie da się gadać - Roześmiałam się, po czym wyszłam z jego pokoju. Za sobą usłyszałam jego ciepły głos mówiący: "Wracaj szybko do zdrowia, a koszulę może kiedyś mi oddasz". Po tym od razu rozejrzałam się, czy nikogo nie ma na korytarzu. Widząc pusty korytarz, wystrzeliłam, jak z torpedy naprzód, kierując się do swojego pokoju. Na szczęście nie było tak daleko. Gdy weszłam do pokoju od razu ściągnęłam koszulę Tsu i ruszyłam do łazienki. Gdy tak siedziałam w wannie chyba ze 2 godziny, wciąż myślałam, że gdyby nie on to nie wiadomo, jak to potoczyłoby się dalej. Później padłam na łóżko i zasnęłam, nie jedząc kolacji.

Od Tamotsu

Od razu w parowałem do Akademii, gdy tylko ukazała się moim oczom. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to było zwiedzenie Akademii. Moją ulubioną częścią, w każdej szkole był dziedziniec, więc wyruszyłem od razu na niego. Każdemu kto przechodził obok mówiłem "cześć" i przedstawiałem się jako Tsu. Na miejscu tylko nabrałem do płuc podziemnego powietrza i ruszyłem dalej, wiedziałem gdzie się teraz wybiorę . Kolejnym etapem zwiedzania był mój pokój. Wiedziałem, że nie warto teraz iść na rozpoczęcie, ale mimo to postanowiłem przynajmniej pokazać się na koniec, ale najpierw dalsze zwiedzanie. Poszedłem do biblioteki, stołówki i kilku klas. Moim następnym celem było rozpoczęcie, więc ruszyłem. Gdy wszedłem moim oczom ukazał się obraz lejącego wodą na innych księdza. Pomyślałem, że nie chciałbym być na miejscu tych ludzi... Hm.... No dobra... Nie takich normalnych ludzi, bo każdy był inny i miał inne zdolności. Nagle na początku rzędu zaczęła się panika, a że byłem bardzo ciekawski powoli przybliżałem się, by zobaczyć z czego ta afera. Gdy doszedłem już do początku rzędu, ukazał mi się obraz wściekłego białego tygrysa w czarne pręgi z po rozwalanymi  dookoła krzesłami. Na początku stałem jak w ryty, ale nagle poczułem jakby ktoś mnie wolał o pomoc. Bez zastanowienia ruszyłem na przód. Pamiętałem doskonale, jak to było ze mną, gdy nie panowałem nad przemianami. Pamiętam jak to rządzą krwi była silniejsza ode mnie. Pamiętam, że jak wracałem do poprzedniego wcielenia to wszystko było zniszczone, a ludzie nie żyli. To był jak koszmarny sen, tyle że działo się to naprawdę. Wtedy postanowiłem iść do najlepszych i nauczyć się tego co nie umiałem. Oni powiedzieli mi jedno: "Należy zaakceptować  takim jakim się jest. Nie sprzeciwiać się oraz nie bać się tego." Później przez całe 15 lat uczyłem się jak panować i wykorzystywać swoje umiejętności. Dzięki temu nauczyłem się 3 specjalizacji: opanowania, walki wręcz (np. kataną) i panowania nad mocą (np. kuli niebieskich ogników). Jednak tej ostatniej mocy używałem bardzo rzadko. Gdy patrzyłem na tygrysa wiedziałem, że ten kto przemienił się w niego, nie umiał panować nad przemianami, ale wiedziałem też, że cierpiał. Jak tylko przybliżyłem się do niego, wiedziałem, że tygrys będzie musiał się zmierzyć z lisem, mimo że wiedziałem, że ma on przewagę nie zawahałem się ani na chwilę ani się nie bałem. Po prostu ruszyłem na zwierzę. Tygrys cały czas próbował atakować innych uczniów, lecz ją odpierałem jego ataki poprzez magiczne tarcze ogników. Niestety musiałem ponacinać trochę skórę tygrysa, by go osłabić. Poszło mi to dość sprawnie, bo jak to lis jestem szybki i sprytny. Nie to żebym się przechwalał, ale po prostu wiem na co mnie stać. Nagle zwierzę rzuciło się na mnie i przewróciło mnie na plecy, lecz był on już osłabiony, dzięki czemu przewróciłem się na niego i utworzyłem magiczną chmurę, która zasłoniła pole widzenie zwierza. Następnie kataną przycisnąłem go mocniej do podłoża, a następnie z ogników utworzyłem kaganiec i smycz, które krępują ruchy i dodają ciężaru przez co się wolniej rusza. Tygrys leżał i powoli się uspokajał, wziąłem go, więc na ręce i zaniosłem do mojego pokoju, w którym miałem specjalne zioła, które przyspieszały przemianę. Nie łatwo było go przenieść, ale udało się. Gdy tygrys się przemienił, zobaczyłem zgrabną dziewczynę z czarnymi włosami, była ona nie przytomna... I goła... Co mnie krępowało, w końcu nigdy nie widziałem gołej dziewczyny... Może i to śmieszne, no ale byłemu zajęty czym innym, a nie dziewczynami. Opatrzyłem ją i szybko przykryłem w łóżku, czekając, aż się obudzi.

piątek, 7 sierpnia 2015

Tamotsu Mizuno

Imię: Tamotsu
Nazwisko: Mizuno
Pseudonim: Tsu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Klasa: P
Ranga: D
Zwierzę: lis z dziewięcioma ogonami
Osobowość: otwarty na nowe znajomości, wesoły, mądry, uwielbia sporty różnego rodzaju, pilny uczeń, jest nazywany opiekunem, gdyż często pilnuje, by nikomu się nic nie działo, broni swojego zdania.

Historia: Urodził się 29 marca. Jego historia nie jest zbyt ciekawą, gdyż urodził się w szczęśliwej rodzinie, później doszła jeszcze jego młodsza siostra. Gdy miała 2 lata, a on 4 zostali rozdzieleni. W tym czasie Tsu szkolił się u najlepszych. Zawsze jeśli komuś coś groziło pomagał słabszym. Wiele dziewczyn dzięki temu się w nim kochało, bo był on ich tzw. Opiekunem. Tamotsu w wieku 19 lat w końcu postanowił odnaleźć swoją siostrę poza krajem, w którym się urodził i wychował. Postanowił, więc udać się do akademii pod ziemią, aby się doszkolić, bo wiedział, że oni mogą mu pomóc w odnalezieniu siostry, z którą został rozdzielony 15 lat temu.

Partner: poszukuje
Inne: uczy się panowania nad przemianami od dzieciństwa, szybko się uczy, nie cierpi ludzi, którzy kłamią, gdy się wścieka przemienia się w lisa, doskonale panuje nad przemianami.

Punkty: 5






niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Rameneth

Urodziłem się 1 Sierpnia 1996 roku. Rodzice nazwali mnie Rameneth. Nie wiem po kim, lub dlaczego tak mnie nazwano. Moja matka opuściła nas zaraz po tym, jak potrafiłem jeść z butli. Załamany ojciec nie był w stanie się mną zająć. Tak przynajmniej powiedzieli mi wychowawcy w ośrodku, w którym mieszkałem odkąd pamiętam. W porównaniu do rówieśników zawsze byłem słabszy, przynajmniej pod względem siły. Moimi atutami zawsze była szybkość i zręczność. Szczyciłem się tym, że byłem w stanie przegonić starszych. Zawsze byłem ufny w stosunku do ludzi, z którymi spędzałem dużo czasu, jak i do nowych, którzy przychodzili do placówki. Nigdy nie stroniłem od zabawy z dziećmi w przedszkolu. Czas, który tam spędzałem zawsze przywoływał miłe wspomnienia, oraz uśmiech na twarzy.
Pierwsze lata szkoły podstawowej również były wesołe. Na początku 4 klasy zainteresowałem się sztukami walki. Nie trwało to jednak długo. W ośrodku, w którym przebywałem od najmłodszych lat powiedziano mi, że pewne młode małżeństwo chciałoby mnie adoptować. Cieszyłem się niesamowicie. Jedak zanim nadejdzie ten czas musiałem ukończyć czwartą klasę, ponieważ mieszkali oni na obrzeżach miasta, gdzie miałem chodzić do szkoły od początku nowego roku szkolnego.
Nadszedł upragniony przeze mnie dzień, w którym miałem opuścić dom dziecka i zamieszkać z moją nową rodziną. W czasie gdy Ja byłem na zakończeniu roku, moi nowi rodzice przyjechali spakować moje rzeczy. Zanim wyruszyliśmy do domu ojciec kazał mi się z wszystkimi pożegnać. Zrobiłem jak kazał, po czym wsiadłem do samochodu i ruszyliśmy w kierunku mojego nowego życia. Dojazd na miejsce zajął nam kilka godzin, lecz to co zobaczyłem po opuszczeniu pojazdu było niemożliwe do wyobrażenia. Moim oczom ukazał się największy dom jaki w życiu widziałem. Weszliśmy do środka. Macocha zaprowadziła mnie do mojego pokoju, który znajdował się na piętrze. Miałem tam nawet swoją łazienkę! Do końca roku systematycznie odwiedzała nas kobieta, która za zadanie miała sprawdzać, czy moi opiekunowie radzą sobie z wychowaniem. Była to jednak czysta formalność. Moje oceny poprawiły się, odkryłem swoją pasję – muzykę, oraz książki. Kochałem bowiem czytać.
W takich warunkach minął pierwszy semestr kolejnego roku nauki. Na początku roku znalazłem w starych książkach album, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Postanowiłem, że zapytam swoją mamę, co za zdjęcia w nim są. Gdy go zobaczyła natychmiast wyrwała mi album z rąk i kazała wynosić do swojego pokoju, z którego mogłem wyjść dopiero po powrocie ojca. Po jego powrocie odbyliśmy surową rozmowę. Nie obyło się również bez kary, która wydawała mi się dziwna. Miałem bowiem przeczytać pewną książkę. Nie zwróciłem jednak uwagi na to, że moi opiekunowie zaczęli się bardzo dziwnie zachowywać. Poszedłem jednak do swojego pokoju i zacząłem czytać. Nie była to gruba lektura, ale pod koniec czytania jej coś dziwnego zaczęło się ze mną dziać. Zawołałem ojca, który wcześniej wrócił do domu z pracy i powiedziałem mu, że czuję dziwne mrowienie w palcach. Jego reakcja zaskoczyła mnie. Zamknął drzwi, usiadł przy oknie i kazał mi położyć książkę na łóżku i czytać dalej. W pewnym momencie nie tylko palce zaczęły mnie mrowić. Coś dziwnego zaczęło dziać się z moim wzrokiem. Nim bardziej zbliżałem się do końca książki tym ostrzejszy był mój wzrok. Podobnie było ze słuchem. Gdy skończyłem czytać zaczęło mi się kręcić w głowie. Musiałem stracić przytomność, bo nie pamiętam co działo się w międzyczasie. Po ocknięciu się wszystko wydawało się bardzo duże. Ja natomiast widziałem dziwne pręty, a rodzice patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem. Ojczym wyciągnął swój telefon i zadzwonił do kogoś. Nie wiedziałem z kim rozmawia, ale to co usłyszałem było dziwne. "On zamienił się w ptaka! Nie wiem jak! Mówię Ci przecież, że zmienił się k...a w ptaka! "Skąd mam wiedzieć jakiego?! Duży i czarny! Zadzwoń do osoby, od której dostałeś tą pieprzoną książkę i powiedz mu żeby do nas przyszedł!" Tymi słowami mój opiekun zakończył rozmowę. Nie schował jednak telefonu. Zrobił mi natomiast zdjęcie. Gdy tylko je zobaczyłem chciałem się zaśmiać, lecz z moich "ust" wydostało się jedynie głośne "KRAAA!" Jakiś czas później ktoś zadzwonił do drzwi. Był to wysoki człowiek ubrany w długi płaszcz i kapelusz, który zasłaniał jego twarz. Na wstępie jednak dowiedzieliśmy się, że to nie od tej osoby dostaliśmy księgę, którą przeczytałem, ale jest to jedyna osoba zdolna do pomocy w obecnej sytuacji. Rodzice kazali obcemu przejść do salonu i zająć się robotą. Po zdjęciu płaszcza i kapelusza moim oczom ukazała się kobieta. Była wysoką brunetką o niebieskich oczach. Uśmiechała się smutno. Z torby, która przyniosła ze sobą nalała płynu z butelki i wypiła go szybko. Zaczęła również czytać coś z księgi, jednak nic z tego nie rozumiałem. Było to w jakimś dziwnym języku. Ponownie zaczęło mi się kręcić w głowie a w okolicach moich "ramion" pojawił się niesamowity ból. Po raz kolejny tego dnia straciłem przytomność. Jednak gdy się ocknąłem leżałem na kanapie i wszystko wydawało się wrócić do porządku dziennego. No za wyjątkiem jednej rzeczy. Obudziłem się w ramionach kobiety, która płacząc mówiła "Znalazłam Cię mój synu." Opiekunowie siedzieli natomiast po drugiej stronie czekając na wyjaśnienia. Obca osoba okazała się moją biologiczną matką! Musiała nas porzucić gdy byłem mały ze względu na jej "moc". Chciała po prostu abym miał szczęśliwe dzieciństwo. Jednak pomimo obietnic mojego ojca ten oddał mnie do domu dziecka. Słuchając nadal jej historii dowiedzieliśmy się, że księga, którą czytałem była zaczarowana i miała przebudzić w jej synu umiejętność przemiany. Mogła ona zadziałać tylko na jej syna. Tak więc tekst, który przeczytałem był swojego rodzaju zapalnikiem.
Jednak moi opiekunowie nie chcieli się ze mną rozstać. Zaproponowali więc, aby moja matka zamieszkała u nich razem z nami. Po przebudzeniu mojej nowej mocy nie mogłem jednak chodzić do szkoły. Nie panowałem nad przemianą i często zmieniałem się w kruka. Nie traciłem już przytomności jak to miało miejsce na samym początku. Wywoływało to jednak dziwne odczucia. Najpierw drętwiały mi palce, następnie całe ręce. To samo działo się z moimi nogami. Wzrok i słuch wyostrzały się niemiłosiernie. Najdziwniejsze jednak było odczucie "gubienia" twarzy. Nie raz wydawało mi się, że ona po prostu mi odpada. Zmieniała się jednak a zamiast ust i nosa rósł mi dziób. W jednym momencie całe pomieszczenie, w którym się zmieniałem rosło. Tak naprawdę to ja się kurczyłem, ale nie było to jakoś bardzo odczuwalne. Jednak kolejne kilka lat spędziłem w domu ucząc się panowania nad swoją mocą. Miało to również wpływ na moje zachowanie. Przestałem uśmiechać się tak często jak kiedyś, ponieważ moja matka okazała się niesamowicie wymagającą i surową osobą. Nauczyła mnie, że nie można nikomu ufać. Szczególnie jeśli jest się obdarzony darem. Uczyła mnie jak swoim tonem zmieszać ludzi, którzy chcą ze mną rozmawiać. Kilka razy w tygodniu przychodzili do mnie nauczyciele, abym mógł ukończyć szkołę. Dzięki swoim znajomościom moi opiekunowie załatwili mi nauczanie pozalekcyjne. Gdy tylko moja mama wychodziła z domu oni natychmiast przychodzili do mnie porozmawiać. Martwili się o mnie, ponieważ przez nauki mojej matki mogłem stać się odludkiem. Jednak ze względu na jej wpływ oddaliliśmy się od siebie. Tak żyłem do ukończenia 18 roku życia.
W dniu moich urodzin moja biologiczna powiedziała mi, że nie jest w stanie przekazać mi nic więcej. Dowiedziałem się również, że po raz kolejny musi mnie opuścić, jednak nie zostanę sam ze swoją mocą. Dała mi list, w którym znajdowała się ulotka akademii, gdzie uczęszczają ludzie z podobnymi mocami. Jako, że znów miałem zostać sam postanowiłem się tam udać. Wziąłem ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy i udałem się w moją wielką podróż do miejsca, gdzie mogę poznać innych podobnych sobie ludzi. Jako, że bardzo dużo czasu spędziłem w domu oglądając telewizję z filmów nauczyłem się, że zawsze należy udzielać pomocy kobiecie. Była to jedna z pozytywnych rzeczy, których nauczyłem się podczas pobytu mojej matki. Podróż zajęła mi rok. Do akademii bowiem dotarłem na kilka dni przed rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego.

sobota, 1 sierpnia 2015

Od Sashy

Była noc. Nad spokojnym miasteczkiem Nemuri zapadł cień. Gdyby przyjrzeć się bliżej niebu można by było dostrzec dziwny kształt szybujący na niebie. Czy to ptak?Czy to samolot?
Tajemnicze stworzenie szykowało się do lądowania najwyraźniej wiedząc dokąd się udaje. Po chwili zniknął pod ziemią i tyle go Naziemni widzieli.
Strażnik na warcie podrapał się po czole i pokręcił głową. To musiała być tylko wizja. Nic wielkiego...
Tymczasem głęboko pod ziemią tajemnicze stworzenie wylądowało i weszło w światła latarni. Można było dostrzec nietoperze skrzydła,wąską głowę i wielkie szpony a złote łuski sprawiały że nawet paw schowałby głowę w piasek.
Tajemniczy smok rozejrzał się i zatrzepotał powiekami najwyraźniej rozglądając się. Zadowolony z siebie warknął i po chwili otoczył go dym.
Trwało to kilka minut a gdy dym opadł smok zniknął a na jego miejsce pojawiła się wysoka i chuda brunetka o ciemnych oczach. Rozciągnęła się z radością.
-No nareszcie!!-uśmiechnęła się-dziadek Rob mógłby mi dać jakąś mapę czy jak... Chyba złamałam ze skrzydło przy lądowaniu ale co mi dam!
Ruszyła żwawo drogą kierując się w dobrze znanym kierunku.
Po jakiś kilku minutach na ścianie pojawiła się dziura przez którą przeszła rozglądając się wokoło.Pusto. Na szczęście. Bo inaczej dostałoby jej się za rozwalenie ściany.
Poprawiła worek który niosła na plecach i udała się do pokoju oznaczonego napisem "dyrektor".
-Proszę-usłyszała za drzwi żeński głos.
Sasha westchnęła i weszła do środka. Przebywała tam pół godziny a kiedy wyszła trzymała w dłoni kartkę z jakimś drukiem.
-Pokój 99-śmiała się-no pięknie.
Wyszła z głównego budynku i ruszyła w stronę akademika gdzie na drzwiach do swojego nowego pokoju znalazła kartkę z informacją o rozpoczęciu roku szkolnego.
-brawo ja..Trafiłam akurat w odpowiedni moment....
Weszła do środka i przebrana o godz.18 ruszyła w stronę sali gimnastycznej wraz z innymi uczniami.
Przemówienie dyrektorki było dosyć monotonne ale przedstawienie jej zdaniem było prześmieszne. Nie wiedziała że to tej szkoły chodzą tacy uzdolnieniu uczniowie. Już jej się to miejsce podobało. Ciekawe co będzie jutro jak pozna innych uczniów?

Od Ramenth

W trakcie przemówienia chciałem wyjść z sali, ale jeden z nauczycieli złapał mnie za za ramię i gestem wysłał na swoje miejsce. Kilka minut później po skończonej mowie nadszedł czas na przedstawienie zorganizowane przez uczniów. Miałem nadzieję, że nie będzie ono tak samo nudne jak przemowa Pani dyrektor.
Zaczęło się. Słysząc pierwsze dwa zdania starałem się zachować powagę, było to jednak nie możliwe.
Czy mnie wzrok nie okłamuje? Coś w kieszeni ci wibruje!

Ach jak ja się dobrze czuję, gdy
TELEFON mi wibruje!Uśmiechnąłem się mimowolnie. Zacząłem się zastanawiać, czy dam radę wytrzymać do samego końca przedstawienia nie płacząc ze śmiechu. Jednak czas upływał i było coraz gorzej. Jedna scena po drugiej rozwalały i tak już nadkruszony mur powagi, którym starałem się ochronić.

Podchodzisz tak blisko, że czuję twój zapach, działa na mnie jak drin z dodatkiem afrodyzjaka, kici kici kotku, jak ci na imię?
Julia

Chodź stań tu przy mnie, chcę zobaczyć co mówią twe oczy,
tajemnicze jak piaski pustyni, jak ocean niebieskie, gdy patrzę na ciebie czuję szczęście, gdy patrzę na ciebie mówię wierszem, ten rym gra me serce, wśród fok jesteś mercem. 
A: O maj gad, jaki freestyle.
Chodź na decka, będzie fajnie!
Ale ja jestem dziewicą, i tu mówię szczerze. A jak ci na imię, mój cudny raperze?
Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam… O imię me nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj…
Czy ja wiem…
: Będzie dobrze dzieciak, elo! Do góry głowa, będzie dobrze dzieciak, uwierz w to, a tak będzie!

Po tej części nie wytrzymałem i zacząłem śmiać się jak opętany. Nauczyciel, który wcześniej powstrzymał mnie przed wyjściem z sali popatrzył na mnie karcącym wzrokiem, ale nic więcej nie zrobił. Nie odezwał się nawet słowem. Przypuszczałem, że również musi się bardzo starać, aby zachować powagę podczas tego występu. Z czasem zaczął boleć mnie brzuch. Spowodowane to było nieustannym śmiechem, którego nie byłem żaden sposób powstrzymać. Kucnąłem aby chodź trochę zniwelować uczucie bólu, ale i to nie pomogło. Przedstawienie ewidentnie zmierzało ku końcowi, a ja zbliżałem się ku ziemi. Pod sam koniec *
taką przynajmniej mam nadzieję * leżałem na podłodze. Rękawy koszuli, którą ubrałem na to wydarzenie były całe mokre od ocierania nimi łez płynących po mojej twarzy.

Po zakończonym przedstawieniu nadal leżąc na ziemi i trzymając się za brzuch chciałem klaskać, ale nie mogłem. Starałem się również uspokoić, lecz nie było to łatwym zadaniem, ponieważ w głowie cały czas pojawiały się scenki z obejrzanego właśnie występu. Nie wiedząc co będzie dalej nadal chichocząc podniosłem się z podłogi, otrzepałem swoje ubrania. Do głowy przyszła mi jedna myśl * Mam nadzieję, że to już koniec ceremonii. Muszę się położyć i odpocząć. * Popatrzyłem w kierunku nauczyciela, który powstrzymał mnie przed opuszczeniem sali i powiedziałem cicho. - Przepraszam bardzo.- Ten słysząc moje słowa uśmiechnął się lekko i kiwnął głową na znak, że przyjmuje moje przeprosiny. - Czy ceremonia dobiegła już końca? - zapytałem, lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nie pozostało mi więc nic więcej jak stać na swoim miejscu, starać się być poważnym i czekać na rozwój wypadków.

Od Anastazji

Jak zwykle spóźniłam się na rozpoczęcie. Gdy weszłam moim oczom ukazała się scena na której stanął Yukiya i powiedział:
- Witam drogie panie i szanownych panów. Bez zbędnych ceregieli zapraszam na przedstawienie pt. "Romeo i Julia na wesoło" napisanych przez(tu chwila ciszy) przez wróżki: Ricki, Yuki (i Dawn xD )

Przyłączyłam się do widowni siadając na wolnym miejscu na początku rzędu, który był od razu przy scenie i pomyślałam, że będzie ciekawie się trochę pośmiać. Oglądałam kilka scen i powoli się zbliżało do końca. Zrobiłam ocenę i najbardziej spodobało mi się ubranie Romeo (nie znałam tego chłopaka jeszcze, ale wydawał się zawstydzony chodząc w tych rajstopach, ale ten kto wybrał stroje miał świetny gust do rozśmieszenia publiczności). Kolejną osoba, którą oceniłam była Marta. Nie kojarzyło mi się byśmy mieli tu taką osobę, jedynie faceta, stwierdziłam, więc że ktoś musiał go przemienić. A efekt ten był powalający. Kolejna osoba Merkucjo wydawał się bardzo zdenerwowany, ale no i tak mu dobrze poszło. Reszty nie oceniałam, bo zajęło by mi to dłużej, a akurat zaczęła się ostatnia scena.
Yu: Wiem, wiem to okropne .
Ak: No ale taka tragedia, taka masakra w biały dzień
Yu: No straszne! Zginęli tak młodo
Ak: Jasna dupa, co mnie to obchodzi ?!? Ciastko mi z talerza spadło, a taką ochotę na nie miałam! Mój ukochany sernik z truskawkami!!
(Śmiałam się do końca)
Yu: <konsternacja> A aa aaa a… to się nie martw. Teraz mam tyle kasy, że ci kupię sto serników z truskawkami. O! <wyciąga lakrymę, rozmawia z kimś przez chwilę, po czym zwracam się do Akane> Ty, słuchaj, Merkucjo mówi, że odkrył swoje prawdziwe powołanie i uciekł z mleczarzem na drugi koniec królestwa…
Ak: Ta, on zawsze był jakiś inny. Ale moje ciastko!!!!!!!!!!!!!!!!!
Yu: No dobra, wyluzuj zjesz w kawiarence. Ale najpierw musisz się rozwieść, to weźmiemy ślub.
Ak: Czy nie dociera do ciebie? Mój mąż dawno zginął w sławnej bitwie o Wieżę Pańską, w krwi kałuży i cichą piosnką. Poginęły tam wszystkie bliskie mi chłopaki. Jeden tylko dotarł do Włoch, ale on już dawno ożeniony z córką Heńka z poczty. Poza tym jesteś księdzem!!!
Yu: Zrzucę habit, zostanę krawcem
Ak: Chyba pan żartować łaskaw, toć nie mogę wyjść za krawca!
Yu: To zostanę ogrodnikiem zawsze kochałem kwiaty <schodzę na chwilkę ze sceny i wracam z konewką pełna wody, zaczynam śpiewać piosenkę, a Akane nuci do rytmu> Kiedy deszcz nie pada i wody coraz mniej, co mówię na to ja? Konewka! Kiedy kwiatki schną I Julia mówi hej! Co mówię na to ja? Konewka! Mam konewkę, w ręce lewej <podnoszę ja i pokazuje> Siedzę pod drzewem i leję, leję, leję. Słońce grzeje, jeje, jeje, jeje, póki mam konewkę jeszcze tak źle nie jest. Jestem tu po to, żeby konewką chlusnąć <macham konewką tak, że rozlewam wodę, która leci na publiczność> Kwiatki nie uschną, bo ja im kurde nie dam uschnąć. Będę sikał jak ze sikawki strażak, to jest konewka więc uważaj!
Ak: <płacze, wchodzi ksiądz> ooooooooooooo!!!!!
- O nie … Tylko nie woda ! Nie znoszę wody! Nie, nie, nie tylko nie to! – krzyczałam w myślach – a po chwili moje uszy i ogon się ukazały. Byłam cała mokra, tak to jest gdy się siedzi w pierwszym rzędzie. Postanowiłam już nigdy więcej nie siadać w pierwszym rzędzie. Cały czas czułam się obserwowana przez innych, a gdy tak się dzieje to zaraz zamieniam się w prawdziwego tygrysa. Moja zmiana dokonywała się próbowałam powstrzymać ją, ale to nic nie daje. Gdy stawałam się tygrysem, wszystko inne nie miało sensu, ani ludzie, ani nic innego. Mogła być zdolna do wszystkiego… Upadłam na podłogę i pomyślałam tylko o jednym, „ Że teraz przyda im się kaganiec i smycz na mnie.” Byłam tygrysem, białym z czarnymi pręgami i niebieskimi oczami.




Tygrys na początku nic nie robił jednak pozory mylą i ukazała się zła strona jego. Ana zaczęła swoje przedstawienie. Na pierwszy plan poszły krzesła, wszyscy obok odsunęli się, a nauczyciele i nauczycielki zaczęli chronić innych uczniów. Bo gdy zabije serce bestii nie łatwo jest ją powstrzymać nawet najlepszym. Tygrys zaczął wszystko niszczyć, zrobił się chaos. Niektórzy zostawali inni natomiast uciekali jak najdalej. Anastazja wiedziała tylko tyle, żądza krwi była silniejsza od niej i wiedziała, że nikt nie odezwie się do niej. Uwięziona w skórze tygrysa czekała, aż ktoś jej pomoże się zmienić z powrotem w łagodną osobę.

czwartek, 30 lipca 2015

Sasha Pearl

http://download.1wallpaper.net/20150526/anime-girl-book-person-5120x3200.jpgImię: Sasha
Nazwisko: Pearl
Pseudonim: Angel,Dragon,Saphira
Płeć: Kobieta
Wiek:16
Klasa: P
Ranga: D
Zwierzę: smok
Osobowość: jestem inna niż wszyscy. Mam w sobie coś z aniołka i coś z diabełka
Historia: Wychowywałam się wraz z siostrami na samotnej wyspie,pod opieką nimf gdzie nauczyłam się swojej magi. Niestety pewnego dnia naszą wyspę zaatakowali piraci.Udało mi się uciec i trafiłam do kraju Tassani gdzie zajął się mną stary rolnik-Rob. W wieku 12 lat gdy mój opiekun umierał,dał mi namiary na magiczną szkołę gdzie podobno mam lepiej panować nad swoimi smoczymi mocami
Partner: Szuka
Inne: -zieje ogniem i ma skrzydła nawet w ludzkiej formie
-nie lubi fasolki.
-ma niemiły zwyczaj rozwalania ścian
Punkty: 5

Od Yukiya

 -No dobra Mr.Wolf-powiedziałem składajac ubrania na przedstawienie-zaczynamy!
-"Poważnie muszę grać kobiecą postać?"-mój towarzysz nie był zadowolony- "innej idiotki nie mogłeś znaleść?"
Westchnąłem. Co za życie...
-A to że ciagle się przy mnie kręcisz to musze jakoś znosić tak?
-"Coś w tym jest..."
-Ok,ok.-Wyciągnąłem różdżke-stój teraz spokojnie. Lupus ut muliebri!!!!
Zajaśniało jasne światło i przed moimi oczami pojawił się Mr.Wolf jako kobieta...
http://images.figure.fm/cgm/images/post/20101118/19085/154451/large/55d5fc6c33786c86b17b2afaf9b18287.jpg
-Ostatni raz dałem się na to nabrać-pokazał mi język
-Nie jęcz-teraz to ja jęknałem-tylko przeżuj tego Mientosa i masz-podałem mu suknie-załóż to.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQ7L3Jf5EImbY8iKLB8ZNDgIK6hmyyawhLuaVHhnaz4eelM6Rv27gBI6l-Wh-97iVOgt1Xv0vKGMIJONMfE_hYOVAe_CWHSk5mNOlDhI54ktimw1v81fGClZBg8meXD1xE7aBJnUCGhyphenhyphenw/s1600/C.I.41.58.6a%E2%80%93c_F.jpg
-Co to ma być?!?-warknął mój nieodłaczny towarzysz niedoli
-Twoja suknia Marto Antonimio-uśmiechnąłem się-tutaj masz swój tekst i eskluzywny dres dresiarzu.-położyłem jej na głowie z tuzin papieru i uciekłem z pokoju zanim mi oczu nie zrobił galarety truskawkowej.
-Heh-zaśmiałem sie cicho-cały on.
Ruszyłem dalej korytarzem śmiejac sie do rozpuku.Ok,ok.Czas na resztę. Najpierw nasz idol Romeo.
Ruszyłem w prawo i kilka minut później zapukałem do drzwi gdzie jak dobrze wiedziałem mieszkał Nath.Akurat dobrze się złożyło po akurat wychodził.
-NATH!!!!!-krzyknąłem machając do niego stertą papieru-mój Romeo!Czemuż ty jesteś Romeo!? ( XD )
-Cicho siedź-mruknął obrażony.
-Nie chcę-wepchnąłem go do pokoju i zamknąłem drzwi-ok. Tutaj masz swój tekst.Masz dwie godziny żeby to wykuć na pamięć bo jak nie to zabije-pokazałem mu palcem jakbym przejechał ostrzem po szyji- a tu? Aaaaa,pośmieją się z ciebie....Twój strój Romeo. Pamiętej tylko że rajstopy mają być widoczne!
http://www.texsite.info/wiki/images/ID_0335b.jpg
-I to tego..łap!-rzuciłem mu moją deskorolke-moja własnośc i to zwrotu! Jak zniszczysz to zabije!!!
-A może ja ciebie?-mruknął Nath jecząc na widok białego odzienia.
-Nie jęcz chłopie.Wyobraź sobie reakcje Ame i Aiu jak cie zobaczą. Żyć nie umierać!Oooo i tak a propo...-rzuciłem w jego strone zamykając drzwi-była jeszcze wersja bez pończoch ale,wolałem tą. Narka!
Udało mi się na szczęście zamknąć drzwi zanim trafiło we mnie krzesło.
-Serio musze postawić ten znak: "Uwaga na latające krzesła"-mruknąłem to siebie rożalony-Teraz moja ulubienica,Julia!!!!
Tylko gdzie ona jest? Zabewnie znowu się z bratem droczą...ach,jak ja kocham te rodzeństwo...
Nagle zauważyłem znajomą postać!
-Aiu!!! Czekaj,no! nie mam szkrzydeł żeby do ciebie lecieć! Tylko Nath je ma!!!
AIU!!!!!!!!!
-jestem,jestem-odwróciła się przyglądając mi się uważnie-co jest?
-Mam nadzieje że Julia powie to trochę inaczej.Tutaj masz tekst,czapke dresową,księzniczko dresów i....twoja suknia-podałem jej pakunek.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/4d/33/fb/4d33fbf017b8519a77d6f666d190561f.jpg
-I pamiętaj,pełna gracja i swoboda...Bo prawdobodobnie będzie musiała jeźdźić z tym na desce...
-Yu..-jeknęła
-Wiem,wiem.Yuuki gra zazdrosnika Parysa więc udawaj że go nie cierpisz-wszedłem w jej słowo
-...kiya-dokończyła.
-też cię lubie,pa!!!
Zostawiłem ją oniemiałą na środku korytarza odchadzając kolejną pozycje na liście.Ufff..dopiero trzy osoby a już mi się wszystkiego odechciewa. Kolej na ofiare trojańską:Parysa!!!!
Jak przewidziałem znalazłem Yuuki'ego śpiącego słodko z swojim pokoju.
Wygląda tak miło gdy śpi.A co mi tam? Rezysera nie nalezy ignorować.
Wyciągnąłem trąbke i zagrałem mu na nerwach.
-Wstaje,wstaje no!- Yuuki zerwał się z łóżka-co jest?
-wybacz ze przeszkadzam panie przewodniczący.-powiedziałem-ale reżyser jest bardzo niecierpliwą osobą a ja nie lubie czekać.Wiec...Tutaj masz tekst,miecz weśmiesz swój i...
-Ale ja...
-Ale to masz w kurniku. A tutaj twój strój-położyłem nu na kolanach paczke:
http://s7d4.scene7.com/is/image/CostumeSupercenter/CC01136?$magentomobilelist$
-I pamiętaj!!! Masz dwie godziny żeby się nauczyć tego tekstu!
-Spać...-Yuuki położył się z powrotem
-Pamiętaj o mieczu bo z łuku strzelać raczej nie umiesz...heh,trere fere kuku strzela Parys z łuku-zachichotałem-dobranoc,dramaturgu.
Zamykając drzwi odchaczyłem kolejną osobe. Zostały mi 3 osoby. Najpier Mama Juli czyli Akane.Uhh,mam nadzieje że mnie nie zje...
Wyszedłem z Akademika i ruszyłem w strone sali gimnastycznej gdzie z tego co wiem,przygotowuje sale do rozpoczecia.
-"nawet niezły wystrój"-pomyślałem wchodząc do środka- "oo,jest nasza zmienna przewodnicząca!
-Akane! Gdzie Aiu? Własnej matce nie pomoże?!-rzuciłem w jej stone machając kartkami papieru.
-A ty mi nie pomozesz?-spytała się nad kablami.
-Mam własne sprawy. Między innymi przypilnowanie aktorów czyli między innymi ciebie. Tutaj masz czapke dresową z różą,tekst (dwie godziny na wykucie) i włala! Twoja suknia!!!
http://www.nomina.pl/edc_media/List/Item-24/Image1/900x735mAUTOcWHITE.jpg
-Dzieki,połóżo to na stole.
-Spoko. No to powodzenia!-pomachałem jej ręką zadowolony z faktu ze mnie tym razem nie zjadła i wyszedłem.
-Mama Juli...zaliczona.Teraz pomeczymy...Swietnie,gdzie Soraru?
Znalazłem go w bibliotece gdzie męczył się nad przemówieniem.
-Dopisz Mocium Panie!!!-rzuciłem w jego stronę.
-Cicho myślę..-nawet na mnie nie spojrzał tak bardzo się skupił.
-To myśl,byleby ciszej.-położyłem rzeczy na stole-niestety z przykrością ci oświadczam że nakładam na ciebie nowe obowiązki wynikające z bycia tutułowym Tybaltem. Masz tu obowiązkowa czapke rodu dresów i ta tam...twój prześwietny ubiór.
(Takich gwiazd w oczach nawet Bóg by się nie powstydził)
http://lim-trade.pl/zdjeciakarnawalowo/L024/1.jpg
-Ta,ta...-Soraru ledwie rzucił na nie okiem-możesz stąd iść?
-Moge..a i jeszcze jedno..Masz dwie godziny na nauczenie się tekstu!!!
-ŻE JAK?!? YUKIYA!!!!!!!
-Sajonara-ukłoniłem się i wybiegłem stąd jak najprędzej....
-Ludzie-przekleśliłem kolajną kartkę-ok,Zostali Merkucjo i ksiądz.Ja będę księdzem a Markucjo...o jest!!
Ruszyłem  w stronę lasu gdzie zauważyłem siedzącego na drzewie nietypowo dużego białego orła...
http://x3.cdn03.imgwykop.pl/c3201142/comment_d6CnMCl8bCzHqZ2vMxYXXdwQwlloeFjz.jpg
-Szarion? Jesteś,świetnie!!-wyciągnąłem różdżke- Eagle man!
Zabłysnęło niebieskie swiatło i przed moimi oczami pojawił się człowiek.
http://img1.wikia.nocookie.net/__cb20131030155242/villains/images/e/e5/Angel_Ash_Landers.jpg
-Twoja rola-podałem mu kartkę i strój-nie zapomnij.Dwie godziny.
Szarion skinął głową to znaczy że się zgodził. Ciekawe czy zmieni zdanie jak zobaczy swój strój który dal niego wybrałem?:
http://www.anne-boleyn.com/wp-content/uploads/2011/07/lester.jpg
-ok-zacznaczyłem ostatnią pozycje na mojej liście-teraz tylko pczekać i możemy poczekać na przedstawienie. Uwielbiam być Szekspirem!!!!



***********************wiele godzin później...***********

Z niepokojem patrzyłem na widownie składająca się z nauczycieli,uczniów pracowników i przypadkowych gości. Po jakże długim przemówieniu dyrektorki niektórzy ze pospali. Kurcze,czemu ja magnetowonu nie przyniosłem? Nikt nie ma prawa spać kiedy Yukiya sztuke wystawia!!!!
Obejrzałem się na moich aktorów. Stres to naormalna reakcja ale patrząc na nich mam wrażenie że chyba się uduszą. Szarion już dwa razy poszedł się wyrzygać. Mam tylko nadzieje że nie zrobi tego na scenie bo jeśli tak to go udusze...
Oho,pojawiła się nasza kochana dyrektorka.
-wasza kolej-spojrzała mi prosto w oczy-wierze że nie nawalisz.
-Spokojnie,proszę pani.Będzie dobrze-pokazałem jej uniesiony kciuk i wyszedłem na scene.
Na widowni nagle zrobiło się cicho.
-Witam drogie panie i szanownych panów. Bez zbędnych ceregieli zapraszam na przedstawienie pt. "Romeo i Julia na wesoło" napisanych przez(tu chwila ciszy) przez wróżki: Ricki,Yuki (i Dawn xD ) Zapraszam gorąco!!
Rozległy się brawa a ja zjechałem na bok.
-No dobra-wyciągnąłem scenariusz-Nath i Szarion na scene!!!!

Na scenie

S: Czy mnie wzrok nie okłamuje? Coś w kieszeni ci wibruje!

N: Ach jak ja się dobrze czuję, gdy telefon mi wibruje!

S: Lepiej odbierz, bo coś czuję. Wibrowanie źle zwiastuje! Może ktoś podstępnie knuje, kogoś zabić ktoś próbuje, Może giełda bessę czuje, a ja hajsu potrzebuję!

N: Człowieku, nie bądź takim materialistą! Trzeba się wyluzować!

S: Sorry, że ci ciągle truję, lecz czy rymów ci brakuje?

N: Ach, ja rymy ciągle czuję! A telefon wciąż wibruje! <wyjmuje telefon> Haallooo?

Wyciągam komórke i udaję głos pijanego,zrzędliwego 60-latka

Ja: Wy debile! Czemu ciągle się bijecie, weźcie swoich ludzi lepiej, bo znów się pobiły rody, strój powodem jest niezgody, lecz jest pomysł w mojej głowie!
Karę śmierci ustanowię!

S: Mózg Księciunia nie pracuje, rymów z uje już nie czuje.

N: Zaraz tu się zbulwersuję, przestań już rymować z uje! Moi ludzie zastrajkują! Pobić dresa potrzebują!


Koniec sceny

-Dobra,mówie.Szarion nie rób takiej zbolałej miny wyluzuj sie,ok? Teraz Akane i Yuuki. won na scene i Yuuki załóż ten miecz! Bo cię z łusku strzele!!!


Na scenie

Y: Witaj piękna sąsiadko! Pięknej Julii Matko! Mam do ciebie sprawę, ta piękna istotka, córka twoja słodka, zakręciła w mej głowie, bez niej w życiu nic nie zrobię!

A: Słuchaj kolego, za kogo ty się właściwie masz?

Y: Och, mon Dieu, ale gafa! Pozwól że ci się przedstawię. Jestem Parys,syn Mornika.

A: Ach, to zmienia postać rzeczy, twojej sławie nikt nie przeczy, jeśli córka moja młoda zechce cię, ja powiem zgoda.

Y: Kiedy mógłbym bliżej poznać ją? Czy otwarty dla mnie jest wasz dom?

A: Och, nasz dresiarski ród, robi bal że cud, będzie panien w brud, więc jeśli córka moja, nie zechce cię o panie, będziesz miał na zawołanie mnóstwo innych panien.

Y: Och, mon Dieu, więc nie męczę cię i zmywam się!


koniec sceny



Tak to już jest jak się piszę pod wpływem żelków...
-Spoko,było dobrze...a teraz...Yuuki i Aiu. Nath też idziesz ale masz stac z boku i się przysłuchiwać!!!

Na scenie


Y: Och mon Dieu, co takie piękne dziewczę robi na przyjęciu samo?

A: Które dziewczę? <rozgląda się>

Y: Ach ty, piękna bździągwo! Pozwól że ci się oświadczę.

A: <z odrazą na twarzy> Ach łaskawy panie, czy nie wiecie? Przy pierwszym spotkaniu nie oświadcza się kobiecie!

Y: <mierząc ją wzrokiem> Kobiecie??? Ach… tak… <traci rezon.. po chwili> Ach, takie piękne dziewczę odrzuca mnie! Lecz jeszcze wrócę, by ponownie oświadczyć się! Parys odchodzi

<do Aiu podchodzi Nathaniel>

N: Ej foko, wpadłaś mi w oko, rozglądasz się w koło, minę masz wesołą, grzywkę spuszczoną na bok, nogę za nogą stawiasz jak modelka, wyczułaś, że na ciebie zerkam.
<Aiu podchodzi bliżej>

N: Podchodzisz tak blisko, że czuję twój zapach, działa na mnie jak drin z dodatkiem afrodyzjaka, kici kici kotku, jak ci na imię?

A: Julia

N: Chodź stań tu przy mnie, chcę zobaczyć co mówią twe oczy,
tajemnicze jak piaski pustyni, jak ocean niebieskie, gdy patrzę na ciebie czuję szczęście, gdy patrzę na ciebie mówię wierszem, ten rym gra me serce, wśród fok jesteś mercem.
A: O maj gad, jaki freestyle.

N: Chodź na decka, będzie fajnie!

A: Ale ja jestem dziewicą, i tu mówię szczerze. A jak ci na imię, mój cudny raperze?

N: Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam… O imię me nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj…

A: Czy ja wiem…

N: Będzie dobrze dzieciak, elo! Do góry głowa, będzie dobrze dzieciak, uwierz w to, a tak będzie!


Koniec sceny


-Ok,Nath wiecej pasji w te słowa. To twoja Julia,chłopie!! Twoja miłość,twoja Ewa zanim cie zdradziła z mężem,zguba twojej kasy!!! Wysil się no!-machnąłem ręką.
-Eeee..ok-Nath poprawił ze rajstopy-mogę się przebrać?
-NIE!Aiu,Mr.Wolf gotowi?
-Jasne.
-Zabije cię potem za to-mruknął mój wilk.
-Ta,ta. Na scene!!!

Na scenie

W: Gdzieś ty była!?

A: Jeździłam na desce…

W: Ród dresów nie jeździ na desce! Jakaś zmieniona jesteś!

A: <rozmarzona> Nic się nie zmieniło, ten sam krajobraz za oknem, ten sam wiatr wieje, te same drzewa mokną…

W: Mówisz wierszem! Z kim byłaś?

A: <zaczyna mówić> Pojawia się i znika…….

W: Och, tyś była z Rome’em!!! Jak mogłaś!? On jest ze zwaśnionego skejtów rodu! Nie ma wstępu do naszego grodu!

A: Ale ja go kocham nad życie! Ubiór to tylko okrycie, najważniejsze sobą bycie. Och Marto, pomóż Julii biednej, połączyć się z nim małżeńskim węzłem!

W: <na boku> No Okej, pomogę jej, może i mi się trafi jakiś skejt. <do Aiu> Miłość wszelkie kruszy mury, pomogę, lecz ostrzegam z góry, skejci z dresami walczą z grubej rury.

A: Cenię pomoc twoją Marto, z tobą się przyjaźnić warto! Och, idę na balkon. Romeo mnie woła, jaka ja dzisiaj jestem wesoła!

Koniec sceny



Oooo teraz moja ulubiona część
-Nathaniel i Aiu won mi grać! Nath pamiętaj.chcę czuć te uczucia z twoich ust. I zero jęczenia..
-Jakbym mógł-jęknął


Na scenie

N: Siema młoda, tak se myślałem, chodź się chajtniemy, będą jaja jak się starzy dowiedzą!

A: Ależ mości rycerzu, toć pierwsze to nasze spotkanie, powinno być chwilą wzniosłą, tętniąca emocją! Może jakąś balladę zaśpiewaj! Poemat? Sonecik? Fraszkę jakąś ? Cokolwiek! <prosi>

N: Jakoś nie mam weny.

A: Ależ Romeo! <mówi oburzona>

N: No dobra. Wierszyk. Może być? <klęka przed Aiu> Stoję sobie nad kałużą, a ta kałuża jest taka duża, bo przed chwilą była burza, a gdy jest burza to niebo się zachmurza i pada deszcz i stąd ta kałuża.


A: E…..e…….e…….. Pięknie, jakiś ty liryczny, romantyczny, sympatyczny. E… wzruszyłam się! <udaje, że wyciera łzy>

N: Nie łam się lala, przełam się! Musze pogadać z tą starą bździągwą co cię niańczy, kopsnij się po nią.

Koniec sceny


-Dobra-siegnąłem po kartkę-Aiu schodzi a Mr.Wolf wchodzi. Gdzie moja kawa!!!!!!!?????


Na scenie

W: Czegóż chcesz od nas o Panie, nieszczęście ściągasz jak na zawołanie. Lecz z tego co słyszałam, miłość cię przygnała <na boku> więc może zmieni swoje przekonania co do tego, która z panien chce, i wybierze mnie! <Pada w ramiona Nathaniela> Och, mdleję! <nath łapie wolfa>

W: Och, dotyka mnie, przechodzą mnie dreszcze, ach rób tak jeszcze , jeszcze!

N: O! Zemdlała, nie mam siły jej trzymać. <Upuszcza Wolfa, która próbuje się podnieść, otrząsa się powoli i zaczyna od nowa>

W: Och, jakiś ty silny panie, będę pamiętać twe twarde, męskie………. ramię.

N: Słuchaj kotuś. Chcę się chajtnąc z Julką. Kopsnij się jutro do Laurentego, obliczymy koszty ślubu.

W: Wielka twa miłość dla tej panny, czy ty tam będziesz? Czy się spotkamy?

N: Ja będę palił jointy i jeździł na desce

W: <zbita z tropu> Ach szkoda, znaczy się … dobrze. Z radością przyjdę ustalić ślub <na boku> albo wasz pogrzeb. <Nath schodzi ze sceny, na której została Wolf.> Kocham Romea, on woli Julię kochać, a więc nie będę czekać ni szlochać, i nim tych dwoje ksiądz połączy, ich żywot dzięki mnie się skończy.

Koniec sceny


-Ok...teraz..Szarion i Soraru. Zaraz,gdzie Soraru?!? Zabije go!!! Miał ty być!O jest!!
Po chwil pcham Soraru który trzymał pączka w ustach.
-Serio musze to robić? Śpiacy jestem...
-Mam to gdzieś na scene!!!!


Na scenie..

SZ: O dres, dres! Chodzi w dresie, żeby nie znaleźć się w lesie. Dresy śmierdzą!!!!!!!!!!!!!!!!!

So:eeee....<chwila ciszy> A ty co? W gacie narobiłeś?? Ge-he! Krok ci wisi w kolanach, chodzisz spalony od wieczora do rana i myślisz że jakaś laska jest tak najarana, że pomyśli, że coś go wypełnia? ! Przecież to sama bawełna!

SZ: Co?! Jak śmiesz?

So: Chodzę w dresie, bo dresy są silne, jak wieść niesie, mam trzy paski, lecą na to wszystkie laski. Wożę się srebrnym lexusem, o świetności swej mówić nie muszę.eeee..ak to...aaa! Każdy w mieście zna Tybalta, który zmienia laski w auta, więc nie zadzieraj z dresów rodem, bo wywieziemy cię samochodem, dla nas jesteś nikim, cienkim zawodnikiem, zapatrzonym w siebie malutkim skejcikiem, spuściportkiem, który w krok okrywa workiem. Jesteś dnem rozpaczy, dres ci tego nie wybaczy. Ge-he!

SZ: Wrzuć na luz, koleś.

So: Co on gada, czy on mnie obraża? Coś takiego się wśród dresów nie zdarza.
<Soraru rzuca się na Szariona, robiąc mu dziurę w bluzie>

Koniec sceny


-Nath na scene! I zostaw te rajstopy!!!-krzyknąłem

Na scenie


<Nathaniel wchodzi na scenę, Szarion podnosi się>
SZ: Oto ja i moi ludzie, tak samo jak ty i twoi ludzie, mamy plany i marzenia duże, do celu idąc pokonamy dresów. <zagląda do portfela> Cham! Zgniótł mi moją lufkę.
N: Teraz za to zginiesz. <Udaje, że zabija Soraru, który się drze>


Koniec sceny


-ąuć...to musiało boleć. Ok-poprawiłem swój strój-Ja,Nathaniel i Aiu na scene. Chodźcie...I pamietajcie..to wasz ślub.
-Mam nadzieje że w realu to się nie stanie-mruknął Nath.


Na scenie

Ja: Zebraliśmy się tu żeby połączyć tych dwoje świętym węzłem małżeńskim… Sorry dzieciaki ze nie ma tu miejsca na freestajl, ale ta scena wymaga ode mnie powagi. Mam nadzieje że to Julia zostanie skatem, a nie Romeo sprofanuje święte spodnie z krokiem w kolanach…

A: Tak właśnie się stanie


Teraz morderstwo...Wolf na scene!!!!
(Wolf: no nareszcie....)



<Wolf wchodzi z nożem na scenę i udaje, że zabija Nathaniela i Akane.Wolf wzrusza ramionami i podchodzi do mnie>

W: <rzuca portfel> Miłość rządzi się swoimi prawami. Romeo mnie nie chciał więc krew teraz kościół plami. Ty braciszku siedź tu cicho , by i ciebie nie wzięło licho, masz tu kasy całkiem sporo i siedź cicho głupia zmoro .

Ja: <licząc kasę z zadowoleniem> Dobra, teraz ni słówka nie pisnę. Mam tyle kasy ze wszędzie się wcisnę.

W: Jadę z Parysem do Bangladeszu. Nara <macha na pożegnanie>

Koniec sceny

Ja i Wolf zeszliśmy na bok.
-Dobra,Akane.Won mi grać Matkę Bolesną. Za chwile do ciebie dołącze...

Na scenie

Ak: <płacze, wchodze ja> ooooooooooooo!!!!!

Ja: Wiem, wiem to okropne .

Ak: No ale taka tragedia, taka masakra w biały dzień

Ja: No straszne! Zginęli tak młodo

Ak: Jasna dupa, co mnie to obchodzi ?!? Ciastko mi z talerza spadło, a taką ochotę na nie miałam! Mój ukochany sernik z truskawkami!!

Ja: <konsternacja> A aa aaa a… to się nie martw. Teraz mam tyle kasy, że ci kupię sto serników z truskawkami. O! <wyciąga lakrymę, rozmawia z kims przez chwilę, po czym zwracam się do Akane> Ty, słuchaj, Merkucjo mówi, że odkrył swoje prawdziwe powołanie i uciekł z mleczarzem na drugi koniec krolestwa…

Ak: Ta, on zawsze był jakiś inny. Ale moje ciastko!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ja: No dobra, wyluzuj zjesz w kawiarence. Ale najpierw musisz się rozwieść, to weźmiemy ślub.

Ak: Czy nie dociera do ciebie? Mój mąż dawno zginął w sławnej bitwie o Wieżę Pańską, w krwi kałuży i cichą piosnką. Poginęły tam wszystkie bliskie mi chłopaki. Jeden tylko dotarł do Włoch, ale on już dawno ożeniony z córką Heńka z poczty. Poza tym jesteś księdzem!!!

Ja: Zrzucę habit, zostanę krawcem

Ak: Chyba pan żartować łaskaw, toć nie mogę wyjść za krawca!

Ja: To zostanę ogrodnikiem zawsze kochałem kwiaty <schodze na chwilkę ze sceny i wracam z konewką pełna wody, zaczynam śpiewać piosenkę, a Akane nuci do rytmu> Kiedy deszcz nie pada i wody coraz mniej, co mówię na to ja? Konewka! Kiedy kwiatki schną I Julia mówi hej! Co mówię na to ja? Konewka! Mam konewkę, w ręce lewej <podnoszę ja i pokazuje> Siedzę pod drzewem i leję, leję, leję. Słońce grzeje, jeje, jeje, jeje, póki mam konewkę jeszcze tak źle nie jest. Jestem tu po to, żeby konewką chlusnąć <macham konewką tak, że rozlewam wodę, która leci na publiczność> Kwiatki nie uschną, bo ja im kurde nie dam uschnąć. Będę sikał jak ze sikawki strażak, to jest konewka więc uważaj!


Koniec sceny


Czy ja już mówiłem że kocham te robotę?
-Taaa-mr.Wolf pogrzebał przy uchu-możesz mnie odczarować?
-Nie,słodki jesteś w tej postaci..
-YUKIYA!!!!!

Od Aiu

To było chamskie z jego strony. Po prostu mnie tak wygonił! No bezczel totalny...odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do pokoju. O mało się na tych schodach nie zabiłam, ale to tylko mały nie istotny szczegół. teraz tylko myślałam jakby mu się tu skutecznie odwdzięczyć. Zatrzymałam się dopiero przed moimi drzwiami przypominając sobie o pewnej rzeczy. Radośnie otworzyłam je nie zwracając uwagi na to, że po wejściu trzasnęłam nimi. W mojej głowie narodził się właśnie szatański plan na zniszczenie mu reputacji w szkole. Przeszukiwałam pudełka ze zdjęciami i myk, znalazłam! Kilka prywatnych foci Conor’a.
http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Katekyo.Hitman.REBORN!.full.1819227.jpg?tsn=1438282832309&zalf=Nowe&wid=12247&p=6&o2=1238459&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Hibari.Kyoya.600.1306208.jpg?tsn=1438282832281&zalf=Nowe&wid=12247&p=3&o2=123325&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Katekyo.Hitman.REBORN!.full.1371753.jpg?tsn=1438282832291&zalf=Nowe&wid=12247&p=4&o2=330966&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Katekyo.Hitman.REBORN!.full.1162797.jpg?tsn=1438282832271&zalf=Nowe&wid=12247&p=2&o2=440974&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0http://zalacznik.wp.pl/0/d646/Katekyo.Hitman.REBORN!.full.1162814.jpg?tsn=1438282832300&zalf=Nowe&wid=12247&p=5&o2=553739&t=IMAGE&st=JPEG&ct=QkFTRTY0




Najpierw jednak muszę się przygotować na rozpoczęcie. Zabrałam z szafy jakąś białą sukienkę przewiązaną niebieską kokardą. Uczesanie nie było jakieś barwne…po prostu zrobiłam sobie warkocz. Zabrałam potrzebne mi zdjęcia i nie wiem jakim cudem, ale znalazłam sekretariat. Pani ciut się zdziwiła na widok zdjęć. Powiedziałam, że potrzebuję aby mi je skserowała. Jak dobrze, że nie zadawała pytań. Po paru minutach wybiegłam z budynku szukając tego w którym mieszka Conor. I znalazłam…wbiegłam do niego jak poparzona. Wsunęłam zdjęcia pod czyjeś drzwi i uciekłam. Później powtórzyłam te czynności…wychodzi na to, że zdjęcia dałam następującym osobą: Nathaniel Rafael Ravensape, Yukiya Reizen, Ame Kishō, Yuuki Yamamoto. Sami chłopcy…to teraz masz za swoje, braciszku! Dumna z siebie ruszyłam na rozpoczęcie. Jak wrócą będą mieli ciekawe focie, co z nimi zrobią to już nie mój interes.

Od Ramenth

 Cóż szkoła pod ziemią. Nie jest to zbyt przyjemne, no ale co zrobić. Na pewno często będę odwiedzał miasto na górze. Zamknięte pomieszczenia mnie stresują. Pomyślałem wchodząc z powrotem do swojego pokoju. Powoli zbliżał się czas rozpoczęcia roku szkolnego. Postanowiłem się więc przebrać w coś co przynajmniej wyglądać będzie na eleganckie. Z szafy wyjąłem czarną koszulę z długim rękawem i czarne bojówki. Postanowiłem, że ceremonia, która niedługo się odbędzie nie wpłynie na sposób w jaki się ubieram. Jak zawsze na szyję zawiesiłem słuchawki. Gdy będzie nudno zawsze mogę zacząć słuchać muzyki. Ubrałem buty i wyszedłem z pokoju. Miałem jeszcze trochę czasu, więc postanowiłem zaznajomić się rozkładem budynków na terenie szkoły. Właśnie zamykałem za sobą drzwi na klucz, gdy uświadomiłem sobie, że nie ubrałem skarpetek i po dłuższym chodzeniu w butach bez nich mogę pozdzierać skórę ze stóp. Jak najszybciej wróciłem do pokoju, zdjąłem obuwie i ubrałem brakującą część garderoby. Po upewnieniu się, że wszystko jest w porządku wyszedłem i zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Ponieważ straciłem sporą część czasu na ubieranie skarpetek od razu musiałem iść na rozpoczęcie roku, które miało się niebawem zacząć.

Od Aki’ego

Po raz kolejny westchnąłem wpatrując się w szybę samochodu, który wiózł mnie do nowego „domu”. Naprawdę nie miałem ochoty tak jechać. Martwiłem się o ojca, który teraz zostanie całkowicie sam. Nie liczyłem tych, co będą witać codziennie do szkoły. Byliśmy sobie wszyscy bliskie, jednak rodzina to rodzina. Po śmierci mamy tylko ja mu pozostałem. Naprawdę z każdą chwilą czułem się, jakbym miał wydać na niego wyrok samotności do końca życia. Mimo takich wątpliwości nie powiedziałem po drodze nawet słowa. Jestem pewien, że jemu również jest ciężko. Gdybym chociaż miał jakieś rodzeństwo pewnie nie martwiłbym się w ten sposób. Zawsze byłaby to osobą, która mogłaby zaopiekować się ojcem i chociaż zerkać, czy dobrze się czuje. Lata mijały, a on również zyskiwał kolejne siwe pasma. Jeżeli coś się stanie, a mnie przy nim nie będzie, chyba oszaleje.

-Jesteśmy na miejscu –usłyszałem jego głos.

Tak bardzo myślałem o swoich zmartwieniach, że kompletnie nie skupiłem się na drodze. Może lepiej do tego też się nie przyznam. Zdecydowanie wole byśmy rozstali w takich stosunkach, jakie teraz panowały. Wysiadając z samochodu czułem wyraźny smutek, ale wiedziałem, że ojcu też nie jest łatwo. Podał mi pokrowiec, w którym znajdował się mój łuk. Odebrałem go i zarzuciłem pasek przez ramię, jednocześnie w dalszym ciągu trzymając go w dłoni. Mój staruszek nic nie powiedział. Jedyne, co zrobił to położył dłoń na mojej głowie. Nigdy nie był zbyt wylewny, ale wiedziałem, co to oznacza. Samymi gestami mówiłby, że wszystko będzie dobrze, a gdyby działo się coś naprawdę strasznego mam się z nim skontaktować. Spojrzałem na niego z uśmiechem, po czym odwróciłem się i ruszyłem w stronę murów akademii. Słyszałem jeszcze za plecami, jak ojciec wraca do samochodu i odjeżdża, jednak się nie odwróciłem. Wiedziałem, że to najgorszy błąd, jaki mogłem teraz popełnić.

Z niemałym zaciekawienie przyglądałem się kolejno mijanym miejscom. Akademia zdecydowanie jest o wiele większa niż dojo, więc nie powinno mnie to wszystko tak dziwić. Martwiłem się tylko nieco, jak tu będzie. Na pewno zadbano o miejsca do ćwiczeń. Jednak słyszałem, że tu nie ma konkretnie wyznaczonego standardu nauki. Były trzy klasy, przy czym każda nauczała zupełnie inne typu ludzi. Dołóżmy do tego jeszcze, iż moja klasa również ma u siebie zupełnie odmienne indywidua. Do tej pory uczyłem się wyłącznie z takimi, jak ja. Każdy z nas podążał drogą łuku. Tym razem będzie inaczej. Chyba byłem tak samo zaciekawiony tymi ludźmi, co nieco przerażony. Może to po prostu nerwy. Jestem w nowym miejscu, więc to nic dziwnego, że sytuacja zdaje się mnie troszeczkę przerastać. Ale chciałem być dobrej myśli. Obiecałem ojcu, że może na mnie liczyć i z pewnością go nie zawiodę.

Dość szybko zorientowałem się w recepcji, gdzie dokładnie znajduje się mój pokój i parę jeszcze ciekawych rzeczy. Odnalezienie tego pierwszego również nie stanowiło problemu. Chociaż minęło mnie coś o fioletowych włosach, zdaje się, że jakaś dziewczyna wyraźnie nie mogła powstrzymać entuzjazmu z bycia w tym miejscu i tylko mignęła mi przed oczami. Zdawało się mi, czy ona miała królicze uszy…? Pokręciłem głową z niedowierzaniem. To niemożliwe. Pewnie już z tych nerwów zaczynam mieć dziwne przywidzenia. Zdecydowanie potrzebowałem chwili spokoju i rozluźnienia. Dlatego też, kiedy tylko znalazłem się w pokoju zostawiłem zbędne rzeczy i wyszedłem z niego, kierując się do sali ćwiczebnej. Wcześniej pytałem o to w recepcji, więc wiedziałem mniej więcej, gdzie to miejsce się znajduję.


W normalnych okolicznościach powinienem przebrać się w specjalny strój, jednak dzisiaj sobie odpuszczę. Chciałem się tylko nieco rozluźnić. Poza tym nie wiem kiedy rozpoczynać się będzie rok szkolny, więc wolałem zbytnio nie szaleć. Będąc w odpowiednim miejscu jedynie rozejrzałem się dookoła, a widząc część stworzoną idealnie dla łuczników, aż musiałem się uśmiechnąć pogodnie. Położyłem futerał na ławce, a z niego wyciągnąłem moją drogą pamiątkę po dziadku. Tak bardzo chciałbym mu kiedyś dorównać. Nie myśląc już o tym, podszedłem do odpowiedniego miejsca, po czym przyjąłem odpowiednią pozycję. Wyciągnąłem rękę z łukiem, po czym wykonując płynny gest naciągnąłem cięciwę. Jednocześnie energia płynąca z tej niesamowitej broni utworzyła strzałę, która teraz była wycelowana prosto w tarczę. Wolałem nie przesadzać pierwszego dnia w tym miejscu i był to dosyć pospolity rodzaj, chociaż każdego mogłoby zastanowić, dlaczego jest taka jasna. Nie chcąc już się zadręczać błahostkami przymknąłem powieki, by następnie otworzyć je i wystrzelić.

Od Usagi

Wspaniały dzień. Wręcz idealny na nowe przeżycia. Od kiedy tylko usłyszałem od rodziny, że muszę wyjechać do tej akademii praktycznie nie mogłem zatrzymać swojego entuzjazmu. Tyle rzeczy do poznania i do tego normalni, żywi ludzie. Nie tylko konkretne osoby, które mijały mnie na co dzień. To naprawdę irytujące, kiedy chcesz z kimś porozmawiać, a ten osobnik mija cię udając, że nie istniejesz. Coś takiego zdarzyło się mi już nie raz, a nawet wiele razy. Patrzyli na nas, jak na dzikie zwierzęta tylko dlatego, że nie jesteśmy do końca normalni. To takie zacofane myślenie. Dookoła jest wiele dziwnych ludzi. Czemu akurat nasza rodzina tak bardzo im zawadzała? Chociaż fakt, nie każdy zmienia się w taki sposób, jak my. Czasami miałem wrażenie, iż nawet wilkołaki byłyby bardziej akceptowalne. Co za smutny naród. Tym razem nie musiałem jednak niczym się martwić. Byłem z daleka od rodziny i wszystkich innych osób, które jedyne, co robiły, to drażnienie mnie swoim życiem.

Na wejściu do akademii wyciągnąłem notes i długopis, zapisując wszystko, co mnie zaciekawiło. Można uznać, że to moje małe hobby. Uwielbiam utrwalać wspomnienia. Szczególnie, gdy są one naprawdę warte tego. W rodzinnym mieście niewiele pisałem. Nie było ku temu powodów. Jednak tutaj wszystko było zupełnie inne. Sama szkoła miała w sobie coś, co tylko napędzało mnie do działania. Aż musiałem przystanąć na moment, by móc rozejrzeć się dookoła. To naprawdę niesamowite miejsce. No i mogę być kim chce. Ta część podobała się mi chyba najbardziej. Co z tego, że jestem chłopakiem, a mam na sobie aktualnie mundurek dostosowany typowo pod płeć żeńską? Patrząc na moją twarz i tak nikt nie zauważyłby różnicy. Przynajmniej będzie nieco ciekawiej. Kierowałem się zawsze prostą zasadą – „nutka szaleństwa nikomu nie zaszkodziła”. Możliwe, że ktoś taki jak ja, należący do tej przeklętej rodziny nie powinien tak mówić, ale co tam. Miałem prawo myśleć, co tylko chciałem i nikt nie powinien mi tego zabraniać.

Moje rozmyślania szybko zmieniły tor, gdy podziwiałem kolejne miejsca, na terenie akademii. Tak wiele zabawy będzie, że aż nie mogłem doczekać się rozpoczęcia roku. To będzie naprawdę najbardziej ekscytujący czas w całym moim życiu. Może poznam jakichś równie ciekawych ludzi? Oby tak było. Mam dość patrzenia na gburowatych członków mojej rodziny. Wiecznie poważni, nigdy nie tracący swojej kontroli i udający, że są ponad to. Zupełna głupota. A gdzie chwila na jakąś zabawę? By przeżyć jakiekolwiek i nie żałować w chwili śmierci. Każdy z nas kiedyś umrze, a ja nie zamierzałem tracić czasu czekając, aż to nastąpi. Chciałem mieć wspomnienia, by potem móc powiedzieć coś w stylu – „było warto”. Trochę, jak w filmach, ale to dość ciekawy motyw.

Nawet nie zauważyłem, jak szybko wylądowałem przy moim pokoju. Na szczęście wszystko, co ujrzałem znajdowało się bezpiecznie zapisane w notesie. Chyba umarłbym bez niego. To moja jedyna ostoja spokoju, która sprawia, że naprawdę mogę na chwilę odłączyć się od rzeczywistości. Skoro o tym już mowa, na moich drzwiach ujrzałem przylepioną karteczkę. Była na niej świetna informacja o rozpoczęciu roku szkolnego. Dla wielu może to głupota cieszyć się z czegoś takiego, ale ja już nie mogłem się doczekać. Zerwałem karteczkę i wszedłem do pokoju. Powinienem się chociaż wypakować, skoro już większość akademii obejrzałem. Powinienem się pospieszyć, by zdążyć na czas, chociaż muszę przyznać, że wziąłem ze sobą więcej, niż przypuszczałem. Większość to ciuchy i pełno niezapełnionych jeszcze notesów, ale musiałem wszystko odpowiednio poukładać. Ubrania ważna sprawa. Szczególnie, gdy przebierasz się za dziewczynę. Naprawdę to mnie bawiło, więc miałem tyle damskich ubrań, że sam nie wierzyłem, jak to przemyciłem przed rodziną. Ich miny, gdyby to odkryli pewnie musiałyby być komiczne. Aż zastanawiałem się parę razy, czy im tego nie pokazać. Wpaść do domu krzycząc, że wróciłem, a tutaj zobaczyliby mnie w aktualnym stroju. Pewnie miał bym przechlapane do końca życia, ale jak sobie wyobrażam ich reakcje, to naprawdę ciężko mi się nie śmiać.


Od Reiko

Szybkim krokiem przemierzałam korytarz przeznaczony dla klasy Magicznej, szukając drzwi ze swoim imieniem. Starałam się skupić, na swoim zadaniu, żeby nie zbłądzić. Nie miałam zamiaru tracić czasu na bezcelowe przemierzanie zacienionych korytarzy, ale walizka skutecznie utrudniała mi wyznaczony cel. Miarowy dźwięk, który wydawała, wydawał się niemiłosiernie głośny, co sprawiało, że w duchu byłam podenerwowana. Póki co, wolałam z nikim nie rozmawiać. Nie byłam na to przygotowana. Z rozmyślań wyrwało mnie miauknięcie. Przystanęłam. Dopóki mój puchaty towarzysz nie miauknął po raz drugi, stałam przed drzwiami pokoju z przymkniętymi oczami. Delektowałam się ciszą, w której można było pozostać niezauważonym. Gdy w końcu otworzyłam oczy, spojrzałam z niechęcią na walizkę. Było to średniej wielkości pudło, z delikatnymi kwiatowymi wzorami. Po chwili wpatrywania się w walizkę, przeniosłam wzrok na imię widniejące na pokoju nr 85. Reiko Mekami.
-Dziękuję, Shiro-uśmiechnęłam się lekko do kota, który zamruczał, jakby z zadowolenia. Po zamknięciu się w pokoju, odetchnęłam z ulgą.
-W porządku! Teraz można się tu trochę rozejrzeć, i rozgościć-mówiłam uroczystym tonem, do białego kota, spoglądającego na mnie mądrymi, błękitnymi oczami.-Prawda Shiro?-uśmiechnęłam się pogodnie, kładąc poziomo walizkę. Tak, aby po wypakowaniu się, wsunąć ją pod łóżko. Rozejrzałam się po pokoju. Był bardzo ładny, schludny. Jego kolorystyka bazowała na odcieniach koloru beżowego. Ściany były w kolorze ecru, firanki miały jasny, kawowy kolor, a wszelkie dodatki, były jasnobeżowe. Śnieżnobiałe meble, spełniały moje najśmielsze oczekiwania. W pokoju znajdowała się przestronna szafa, komoda, biurko, oraz łóżko. Nad biurkiem wisiały półki na książki.
Kocur miauknął z zachwytem, na widok obszernego parapetu. Zaśmiałam się, kiedy mój puchaty przyjaciel na niego wskoczył.
-Kochany kotek-powiedziałam, podchodząc do parapetu. Pogłaskałam Shiro.-Szkoda, że będziesz musiał zostawać w pokoju, na czas zajęć. –pocałowałam lekko futerko mego ulubieńca. Kiedy podniosłam wzrok znad kota. Zza okna widać było podziemia, w całej swojej okazałości. Teren szkoły, był naprawdę ogromny. Po chwili refleksji, na temat placówki, w której będę się uczyć, wróciłam do rozpakowywania się. Rzeczy nie było dużo. Ubrania poprzekładałam do szafy, a mniejsze rzeczy, służące do pielęgnacji włosów, skóry i paznokci, włożyłam do komody. Po poukładaniu książek, dostrzegłam, jak niewiele ich ze sobą przywiozłam. Na końcu wypakowałam katanę, która była jedną z moich niewielu pamiątek rodzinnych, przez co była dla mnie bardzo cenna. Próbowałam nauczyć się nią walczyć, ale póki co, nie wychodzi mi to za dobrze… Nieświadomie przygryzłam wargę. Po chwili, jakby otrząsnęłam się z transu. Ostatni raz spojrzałam na katanę, po czym schowałam ją do walizki, i wsunęłam pod łóżko. Wstałam.
-Gotowe-przeciągnęłam się.-Jeszcze tylko przyszykować strój, na uroczystość inauguracji roku szkolnego-rozpromieniłam się, ale po chwili oprzytomniałam-Wypadałoby dopytać się kogoś o szczegóły…-zaniepokoiłam się. Podeszłam do drzwi, niepewnie wychodząc na korytarz. Na szczęście nikogo na nim nie było. Przeszłam się wzdłuż niego, mijając parę drzwi. Nie mogłam się zebrać w sobie. W końcu trafiłam na drzwi, na których widniała karteczka z informacją. Przyjrzałam się jej uważniej. Gdy zapoznałam się z jej treścią, momentalnie wróciłam do pokoju. Miałam ochotę skakać z radości. Obeszło się nawet, bez kłopotliwych rozmów. Na karteczce było napisane, że mamy się stawić o 18:00, w Sali o numerze 12. Spojrzałam na zegarek. Miałam niecałą godzinę na przygotowania! Zaczęłam krzątać się po pokoju, przygotowując się do ceremonii, jednocześnie zastanawiając się, dlaczego nikt nie poinformował mnie o dokładnym miejscu oraz godzinie rozpoczęcia… Dziwne… W dość niedługim czasie, udało mi się przygotować.
-Na razie lecę, Shiro. Do potem! Życz mi szczęścia!- zaśmiałam się, po czym, wyszłam. Gdy zostałam na korytarzu sama, poczułam się nieswojo. Ruszyłam jednak we wskazanym kierunku. Moja twarz, jak zwykle, gdy nie jestem sam na sam z kimś bliskim, znów zaczęła pełnić funkcję maski, ukrywając moje uczucia. Kiedy byłam wśród ludzi, wyhamowywałam także reakcje niemalże do zera. Sama nie wiem, dlaczego tak było… Może ze względu na przeszłość… W każdym bądź razie, dawało mi to nikłe poczucie bezpieczeństwa, wytwarzając barierę, między mną, a ludźmi, którym od tamtego wypadku nie umiałam zaufać… Nim rozmyśliłam się na dobre, dostrzegłam drzwi Sali nr 12. Wzięłam głęboki wdech, by następnie wejść na salę, jednocześnie rozpoczynając w swoim życiu nowy rozdział. A przynajmniej miałam taką nadzieję…