Nath przyglądał się swojemu pokojowi... Znajdował się na parterze.
Ściany były pokryte deskami z koloru przypominające chyba dąb, podłogę
wyłożyli płytami z granitu, a do tego wielkie przeszklone drzwi
prowadzące na wielki taras otoczony ostrokrzewem... pomijając jak dla
niego zbędne meble jak wielkie łóżko ze średnio twardym materacem,
kilkoma szafami i komódkami pokój był jak dla niego w sam raz. Na
tarasie jego kompan będzie mógł wygrzewać się w słońcu bądź ukryć się w
budynku gdyby zaczęło padać, a on sam mógł trenować... w końcu mięśnie
nie robiły się same.. a trzeba przyznać muskulaturę miał nieskazitelna
na swym ciele. Przez szerokie bary wyglądał trochę jak trójkąt... ale
wracając do pokoju. Nath będzie musiał postawić jakieś parawany na
tarasie, aby nikt mu nie zaglądał. Blond włosy wyciągnął ze skrzyni
zbroje wilkora i postawił ją w kącie... będzie musiał ją wypolerować i
naoliwić aby nie chwyciła jej rdza i brud. Obok pancerza ułożył masywne
skórzane siodło. Wziął szczotę i jakieś proszki i płyny..... posłużyły
mu do wyczyszczenia wilczego wyposażenia. Usłyszał trzask gałązek i
nagle wielka bestia wskoczyła na taras... uśmiechnął się sam do siebie i
wyszedł do wilkora.
-jak się czujesz Drash?-Spytał pupila i
pogłaskał go po pysku... był świadom, że momencie gdy usłyszał
trzaskające gałęzie wilk mógł już go bez problemu dopaść i zagryźć.
-tak wiem nie lubisz przeprowadzek, ale było to konieczne... wiesz co
mówił dziadunio „nauka to do potęgi klucz”- uśmiechnął się od ucha
do ucha. Uważał swoje słowa za ironiczne, ponieważ wątpił w możliwości
szkoleniowe tej akademii. Dziadunio go nauczył wystarczająco, a dalej
zamierzał uczyć się sam... przybył tu tylko po to aby wśród ludzi,
którzy wspomogą w jego planach i rodzinnej przysiędze. Wilk nastroszył
futro i naprężył mięśnie... Wyczuł kogoś za drzwiami. Nath cicho jak kot
przekradł się do pokoju i wyciągnął włócznie z pokrowca. Powolnymi
krokami zaczął zmierzać do drzwi... przyłożył ucho do nich.. odczekał
parę chwil. Zegar na ścianie tykał... tik... tak... Osoba po drugiej
stronie zaczęła się oddalać. Nath wypuścił głośno powietrze. Dawno nie
przebywał w siedliskach ludzkich przez co stał się niepewny... można
powiedzieć, że zdziczał. Otworzył drzwi. Lekki podmuch wiatru poruszył
kartką co sprawiło, że zwrócił na nią uwagę. Zerwał ją i zamknął drzwi.
Spokojnie przeczytał informację zawarta na tym skrawku sprasowanej
celulozy.
-ech... rozpoczęcie roku powiadacie... niech wam już
będzie- Odłożył włócznie na łózko i do kompletu do niej wyciągnął
tarcze. Zrobił to samo co z siodłem i zbroja wilkora... gdy już skończył
był pewien, że powstrzymał ząb czasu na długo. Podszedł do wilkora z
wielką szczotą z twardym włosiem...
-teraz twoja kolej-wilkor
zrobił wystraszoną minę... Nath powoli do niego podchodził delikatnie
stawiając kroki... krok po kroku. Wilk zaczął się nerwowo rozglądać
jakby chciał uciekać... Siłacz doskoczył do wilka i zaczęli się siłować i
tarzać po tarasie... później wylądował pod nim i już nie miał szans...
śmiał się wesoło, a wilk merdał ogonem.. najzwyczajniej w świecie się
bawili.... Nath zaczął czesać pupila, a on wywalił jęzor szczęśliwy. Gdy
skończył czesać wilka był cały spocony.... upał go wymęczył.
-dobra
teraz się wykąpię i ubiorę i pójdę na rozpoczęcie... a ty tu zostań i
nie narozrabiaj-pacnął go w nosek. Ściągnął z siebie ubranie i
tylko w stroju Adama przespacerował się jak model na wybiegu wraz z
bujającymi się między udami genitaliami. Wszedł do wanny i umył się...
wykorzystał do mycia się trochę środka, który zabrał z rodzinnego
domu... w składzie tego była sól i kilka innych rzeczy, ale
najważniejsze było to, że później pachniał palonym drewnem. Wyciągnął
ubrania układając je równo wręcz pedantycznie po szafkach... Ubrał się W
KOŃCU i przestał chwalić się klejnotami rodzinnymi. Koszula i ciemne
jeansy, a do tego buty z prawdziwej skóry. Nie był to strój wyniosły,
ale elegancji... stwierdzał zawsze, że tak wyglądał lepiej niż w jakimś
garniaku. Pomachał do wilka i poszedł na to „rozpoczęcie”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz