Akane wszystko mi wyjaśniła i poszła, ale ja jeszcze do niej krzyknęłam.
-Dzięki za pomoc.
Więc powiedziała mi że mam iść do dyrektorki, mam nadzieje że nie będzie tak źle.Poszłam schodami na samą górę,aż zobaczyłam ten korytarz z jednymi drzwiami, był bardzo mroczny, albo tylko mnie się tak zdawał, podeszłam do drzwi i zapukałam, piękny kobiecy głos odpowiedział.
-Proszę wejść.
Wchodząc do pokoju ujrzałam kobietę siedzącą przy biurku, to musiała być dyrektorka, jest taka władcza.Od razu jak zamknęłam drzwi odparła.
-Usiądź, jesteś nową uczennica czy mogła byś mi powiedzieć...
Pytała się o różne rzeczy, były to bardzo dziwne pytania.Kiedy skończyła wydusiła z siebie jeszcze jedno zdanie.
-..., a właśnie do jakiej klasy dołączysz?-patrzeć na mnie z takim dziwnym wyrazem twarzy powiedziałam.
-Do klasy Przemiany-Dyrektorka uśmiechnęła się do mnie i rzekła.
-No dobrze, możesz już iść-patrzyłam na nią i od razu odpowiedziałam.
-A pani dyrektor, czy mogła bym wiedzieć gdzie jest mój pokój?-niewinnie zapytałam, a ona mi odpowiedziała.
-A no tak, już patrze-przeglądała papiery i powiedziała-Twój pokój jest na 2 piętrze a jego numer to 97.
Podziękowałam i wyszłam z pokoju dyrektorki, to było straszne cała się spociłam, no cóż idę do tego pokoju tylko zanim ja go znajdę.Udało mi się, weszłam do niego i zaczęłam się rozpakowywać.
<Ktokolwiek?>
Uwaga!
Wszystkich uczniów proszę, aby przerwali aktualny wątek i byli wolni. Wasza postać może np. pójść do pokoju, potrenować, czy coś innego. Wymyślicie coś, wierzę w was. :p Należy przeczytać najnowszy Post od Akane!
Oznajmiam również, że niedługo otrzymacie od nas pewne informacje, z których w niedalekiej przyszłości będzie test.
niedziela, 19 lipca 2015
Od Ame
Odkąd tu przybyłem nie minęło wiele czasu. Nie byłem jednak osobą, która zwracała uwagi na to, co dzieję się dookoła. Zamiast spędzać czas z innymi uczniami wolałem zostać w moim pokoju, czytając książki. Czasami zmieniałem swoją lokalizację na bibliotekę. Ten zapach papieru i cisza powodowały we mnie pewnego rodzaju nostalgię. Idealne miejsce do wyciszenia. W sam raz dla takiej osoby, jak ja.
Dzisiaj postanowiłem nieco zmienić plany. Pogoda zdawała się dosyć ładna, więc czemu by tego nie wykorzystać? Unikając spotkania z jakąkolwiek istotą żywą, udałem się poza mury akademii. Zdecydowałem się poćwiczyć nieco jedną ze swoich umiejętności, dokładniej Burze Śnieżną. Nie lubiła się ona z innymi ludźmi z wiadomych przyczyn, dlatego wolałem odejść wystarczająco dalej, by nikomu nie zrobić krzywdy. Zostałem tu wysłany między innymi przez tą moc. Nie potrafiłem jej zbyt dobrze kontrolować, jeśli chodziło o delikatniejsze zabiegi. Za to mogłem spowodować niezłe szkody i to zupełnie przypadkowo. Niestety, nie o to w tym wszystkim chodziło. Nie przydam się na placu boju, gdy przez moją niekompetencje oberwą nie tylko wrogowie, ale i towarzysze broni. Wolałem nie dopuścić do takiej sytuacji.
Wypuściłem powietrze z ust, przymykając powieki. Delikatnie uniosłem dłonie, jakbym był dyrygentem stojącym na scenie i wskazującym muzykantom odpowiednią drogę używania ich instrumentów. Musiałem to robić na tyle spokojnie, by nie przesadzić, dlatego czując pierwszy mroźny powiew skupiłem się na celu, który pragnąłem aktualnie osiągnąć. W tym momencie cieszyłem się, że pomyślałem wcześniej i związałem włosy. Kiedy wiatr się wzmógł mogłyby one przeszkadzać, wpadając mi na twarz i zasłaniać widok.
Pierwsze ciche wyładowania atmosferyczne usłyszałem niedługo po rozpoczęciu działania. Teraz wystarczyło tylko pilnować tego stanu i nie pozwolić, by zdarzyło się coś nieprzewidzianego. Raz nie udało się mi skontrolować swoich działań do tego stopnia, że piorun prawie trafił w człowieka, który spacerował nieopodal. To była naprawdę niefortunna sytuacja, którą ciężko było wyjaśnić w jakikolwiek logiczny sposób. Zamyśliłem się wtedy i taki był tego finisz. Nawet nie zauważyłem, że znowu to robię.
Jakie to ironiczne, że po raz kolejny wykonałem tak głupi ruch? Powinienem mieć czysty umysł przez cały proces tworzenia burzy, a tymczasem wszystko popsułem, przez co owszem, pojawiła się dość spora wichura, ale to wszystko. Co gorsza, w chwili, gdy odruchowo opuściłem ręce rozstrajając się na chwilę wiatr poderwał jakiś przedmiot znajdujący się niedaleko i wyrzucił go gdzieś.
Zakląłem w myślach. Kto stawia na dworze krzesła? Jeszcze kogoś ono trafi i dopiero będę miał kłopoty. Jakby wszystko dookoła nie było wystarczająco problematyczne. Szybko pobiegłem w stronę lecącego przedmiotu. O samą „burzę” nie miałem się, co martwić. Jeśli nikt jej nie podtrzyma rozproszy się, nie robiąc szkód. Teraz liczyło się uciekające krzesło. Już samo to określenie brzmiało wyjątkowo głupio.
Trzeba przyznać. Zasięg ta wichura miała niezły. Sądziłem, że uciekający przedmiot nie poleci zbyt daleko, a tu zaskoczenie. Byłem spory kawałek od budowli i jeszcze nie miałem chwili na odpoczynek. Dobrze, że nie należałem do osób, które zbyt szybko się męczą inaczej już dawno padłbym na ziemie. Widząc w oddali kogoś żywego, aż chciałem krzyknąć coś w stylu „Uwaga! Krzesło!”. Dobrze, ze nie zdążyłem tego zrobić, bo to również byłoby dziwne. Poza tym ominął przedmiot i bez mojego ostrzeżenia, więc prawie odetchnąłem z ulgą.
-Nic ci nie jest? –spytałem z czystej grzeczności.
Nie lubię zaczynać rozmów, ale niecodziennie można oberwać czymś takim. Przynajmniej tyle należało się tej biednej osobie. Swoją drogą, widziałem tego osobnika pierwszy raz. Nie powinno mnie to zaskakiwać, ale cały dzień próbowałem unikać ludzi z akademii, a tymczasem wpadam na nowego. Nie ma to jak szczęście. Szkoda, że pojawia się wtedy, gdy naprawdę go nie potrzebuje.
-Nie… to był przypadek. Przepraszam…
<Yukiya?>
Dzisiaj postanowiłem nieco zmienić plany. Pogoda zdawała się dosyć ładna, więc czemu by tego nie wykorzystać? Unikając spotkania z jakąkolwiek istotą żywą, udałem się poza mury akademii. Zdecydowałem się poćwiczyć nieco jedną ze swoich umiejętności, dokładniej Burze Śnieżną. Nie lubiła się ona z innymi ludźmi z wiadomych przyczyn, dlatego wolałem odejść wystarczająco dalej, by nikomu nie zrobić krzywdy. Zostałem tu wysłany między innymi przez tą moc. Nie potrafiłem jej zbyt dobrze kontrolować, jeśli chodziło o delikatniejsze zabiegi. Za to mogłem spowodować niezłe szkody i to zupełnie przypadkowo. Niestety, nie o to w tym wszystkim chodziło. Nie przydam się na placu boju, gdy przez moją niekompetencje oberwą nie tylko wrogowie, ale i towarzysze broni. Wolałem nie dopuścić do takiej sytuacji.
Wypuściłem powietrze z ust, przymykając powieki. Delikatnie uniosłem dłonie, jakbym był dyrygentem stojącym na scenie i wskazującym muzykantom odpowiednią drogę używania ich instrumentów. Musiałem to robić na tyle spokojnie, by nie przesadzić, dlatego czując pierwszy mroźny powiew skupiłem się na celu, który pragnąłem aktualnie osiągnąć. W tym momencie cieszyłem się, że pomyślałem wcześniej i związałem włosy. Kiedy wiatr się wzmógł mogłyby one przeszkadzać, wpadając mi na twarz i zasłaniać widok.
Pierwsze ciche wyładowania atmosferyczne usłyszałem niedługo po rozpoczęciu działania. Teraz wystarczyło tylko pilnować tego stanu i nie pozwolić, by zdarzyło się coś nieprzewidzianego. Raz nie udało się mi skontrolować swoich działań do tego stopnia, że piorun prawie trafił w człowieka, który spacerował nieopodal. To była naprawdę niefortunna sytuacja, którą ciężko było wyjaśnić w jakikolwiek logiczny sposób. Zamyśliłem się wtedy i taki był tego finisz. Nawet nie zauważyłem, że znowu to robię.
Jakie to ironiczne, że po raz kolejny wykonałem tak głupi ruch? Powinienem mieć czysty umysł przez cały proces tworzenia burzy, a tymczasem wszystko popsułem, przez co owszem, pojawiła się dość spora wichura, ale to wszystko. Co gorsza, w chwili, gdy odruchowo opuściłem ręce rozstrajając się na chwilę wiatr poderwał jakiś przedmiot znajdujący się niedaleko i wyrzucił go gdzieś.
Zakląłem w myślach. Kto stawia na dworze krzesła? Jeszcze kogoś ono trafi i dopiero będę miał kłopoty. Jakby wszystko dookoła nie było wystarczająco problematyczne. Szybko pobiegłem w stronę lecącego przedmiotu. O samą „burzę” nie miałem się, co martwić. Jeśli nikt jej nie podtrzyma rozproszy się, nie robiąc szkód. Teraz liczyło się uciekające krzesło. Już samo to określenie brzmiało wyjątkowo głupio.
Trzeba przyznać. Zasięg ta wichura miała niezły. Sądziłem, że uciekający przedmiot nie poleci zbyt daleko, a tu zaskoczenie. Byłem spory kawałek od budowli i jeszcze nie miałem chwili na odpoczynek. Dobrze, że nie należałem do osób, które zbyt szybko się męczą inaczej już dawno padłbym na ziemie. Widząc w oddali kogoś żywego, aż chciałem krzyknąć coś w stylu „Uwaga! Krzesło!”. Dobrze, ze nie zdążyłem tego zrobić, bo to również byłoby dziwne. Poza tym ominął przedmiot i bez mojego ostrzeżenia, więc prawie odetchnąłem z ulgą.
-Nic ci nie jest? –spytałem z czystej grzeczności.
Nie lubię zaczynać rozmów, ale niecodziennie można oberwać czymś takim. Przynajmniej tyle należało się tej biednej osobie. Swoją drogą, widziałem tego osobnika pierwszy raz. Nie powinno mnie to zaskakiwać, ale cały dzień próbowałem unikać ludzi z akademii, a tymczasem wpadam na nowego. Nie ma to jak szczęście. Szkoda, że pojawia się wtedy, gdy naprawdę go nie potrzebuje.
-Nie… to był przypadek. Przepraszam…
<Yukiya?>
Od Yuuki'ego
Gdy Soraru wskazał na drzwi dyrektorki wiedziałem, że może stać się wszystko. Drzwi po otwarciu zaczęły dziwnie skrzypieć, po czym słychać było tak donosy trzask, że serce mi lekko przyspieszyło.
Zerknąłem na krzesło, które stało za biurkiem, jednak nikogo tam nie było. Czyżby dyrektorka wyszła?
Nagle czerwonowłosa kobieta wyłoniła się zza drzwi do salki obok.
-Witam, wejść ciszej się nie dało...prawda? - Powiedziała dyrektorka oschłym tonem
-Przepraszam. Nie przewidziałem tego.- odpowiedziałem
-No cóż. Witam cie w akademii. Jesteś nowym uczniem, wiec powiedz mi jedną rzecz...- kobieta zatrzymała swoją wypowiedź i westchnęła. Po czym -...do której klasy będziesz chodzić?- zapytała
-Oczywiście do walecznej.- Grzecznie powiedziałem swój wybór.
-Świetnie. Teraz możesz się oddalić.- Kiwnęła ręką i odwróciła się do okna.
Postanowiłem więc oddalić się szybkim krokiem w kierunku drzwi starając się cicho je zamknąć. Gdy już to zrobiłem zobaczyłem Soraru czekającego na mnie, że też chciało mu się tyle czasu spędzić bez sensu przed drzwiami dyrektorki. Uśmiechnąłem się do niego i powiedziałem.
-Jestem taki zmęczony, gdzie mógłbym odpocząć?- Czekając na odpowiedz patrzyłem w górę na pięknie zdobiony sufit.
Chłopak spojrzał na mnie, a następnie:
-Zaprowadzę cie do pokoju.- powiedział lekko znudzony. Chciałem zapytać, o co chodzi jednak wolałem skinąć głową i iść za nim przez korytarze budynku.
<Soraru?>
Zerknąłem na krzesło, które stało za biurkiem, jednak nikogo tam nie było. Czyżby dyrektorka wyszła?
Nagle czerwonowłosa kobieta wyłoniła się zza drzwi do salki obok.
-Witam, wejść ciszej się nie dało...prawda? - Powiedziała dyrektorka oschłym tonem
-Przepraszam. Nie przewidziałem tego.- odpowiedziałem
-No cóż. Witam cie w akademii. Jesteś nowym uczniem, wiec powiedz mi jedną rzecz...- kobieta zatrzymała swoją wypowiedź i westchnęła. Po czym -...do której klasy będziesz chodzić?- zapytała
-Oczywiście do walecznej.- Grzecznie powiedziałem swój wybór.
-Świetnie. Teraz możesz się oddalić.- Kiwnęła ręką i odwróciła się do okna.
Postanowiłem więc oddalić się szybkim krokiem w kierunku drzwi starając się cicho je zamknąć. Gdy już to zrobiłem zobaczyłem Soraru czekającego na mnie, że też chciało mu się tyle czasu spędzić bez sensu przed drzwiami dyrektorki. Uśmiechnąłem się do niego i powiedziałem.
-Jestem taki zmęczony, gdzie mógłbym odpocząć?- Czekając na odpowiedz patrzyłem w górę na pięknie zdobiony sufit.
Chłopak spojrzał na mnie, a następnie:
-Zaprowadzę cie do pokoju.- powiedział lekko znudzony. Chciałem zapytać, o co chodzi jednak wolałem skinąć głową i iść za nim przez korytarze budynku.
<Soraru?>
Od Akane
Niby kolejny zwykły dzień, a jakaś dziewczyna na mnie wpadła. Widać było, że jest nowa. Zagubiona i nie wiedziała, gdzie iść, a moim obowiązkiem w końcu jest jej pomóc. Musiałam się w sobie zaprzeć, by być miła i nie odstraszyć jej już pierwszego dnia. Tylko problem polega na tym, że zapomniałam jej czegoś przekazać. Teraz muszę sama pofatygować się pod tablicę i przekazać brakującą część informacji. Co za pech.
Okazało się, że dziewczyna stała przed tablicą i przyglądała się jej nerwowo. Najwidoczniej nie mogła się w niej połapać. W sumie nie dziwie się, bo sama na początku miałam problem ze zrozumieniem treści na niej zawartych. Informacje były tak chaotycznie powieszone, że odnosiło się wrażenie, że ktoś to zrobił tylko po to, by było. Podeszłam do nowej i dotknęłam jej ramienia chcąc zwrócić na siebie uwagę. Udało się i po chwili stała przodem do mnie z pytającą miną.
-Zapomniałam ci przekazać, że jeśli chcesz się zapisać musisz załatwić formalności z dyrektorką, a potem zająć się resztą typu zakwaterowanie. Znajdziesz ją na samej górze. Jest tam tylko jeden gabinet, więc nie powinnaś mieć problemów z trafieniem- powiedziałam tym razem wszystko i odwróciłam się, by odejść i w końcu zająć się swoimi sprawami.
<Moriko?>
Okazało się, że dziewczyna stała przed tablicą i przyglądała się jej nerwowo. Najwidoczniej nie mogła się w niej połapać. W sumie nie dziwie się, bo sama na początku miałam problem ze zrozumieniem treści na niej zawartych. Informacje były tak chaotycznie powieszone, że odnosiło się wrażenie, że ktoś to zrobił tylko po to, by było. Podeszłam do nowej i dotknęłam jej ramienia chcąc zwrócić na siebie uwagę. Udało się i po chwili stała przodem do mnie z pytającą miną.
-Zapomniałam ci przekazać, że jeśli chcesz się zapisać musisz załatwić formalności z dyrektorką, a potem zająć się resztą typu zakwaterowanie. Znajdziesz ją na samej górze. Jest tam tylko jeden gabinet, więc nie powinnaś mieć problemów z trafieniem- powiedziałam tym razem wszystko i odwróciłam się, by odejść i w końcu zająć się swoimi sprawami.
<Moriko?>
Od Soraru
Sądząc po minie nowego ucznia i tym, jak przerzucał oczy z jednego miejsca na drugie, musiał przyglądać się akademii. Postanowiłem pozwolić mu robić to dłużej, więc stanęliśmy. Jako, że znałem szkołę, jak własną kieszeń nie ciekawiło mnie zbytnio to miejsce. Po jakiejś krótkiej chwili zauważyłem, że chłopak już się napatrzył i spoglądał pytająco na mnie.
-Pójdziemy zgłosić do dyrektorki, że już jesteś, a później się zobaczy, co dalej- powiedziałem idąc do przodu.
-Jasne, nie ma sprawy- odrzekł i ruszył za mną.
Westchnął myśląc o kolejnym spotkaniu z nieprzyjemną kobietą, ale taki już mój los. Jestem jednym z przewodniczących i moim obowiązkiem jest prowadzić nowe osoby do dyrektorki. Tylko, żeby nie zrobiła na potencjalnych uczniach złego wrażenia inaczej za dużo osób do nas nie dołączy. Znalazłszy się przed drzwiami stanął i zapukałem. Nie trwało to długo, gdy po drugiej stronie padła odpowiedź. Jedno słowo "proszę". Spojrzałem na Yuuki'ego i gestem głowy wskazałem, żeby wszedł. Otworzył drzwi i zniknął za nimi. Ja tymczasem stałem czekając na jego powrót z pogawędki z dyrektorką.
<Yuuki?>
-Pójdziemy zgłosić do dyrektorki, że już jesteś, a później się zobaczy, co dalej- powiedziałem idąc do przodu.
-Jasne, nie ma sprawy- odrzekł i ruszył za mną.
Westchnął myśląc o kolejnym spotkaniu z nieprzyjemną kobietą, ale taki już mój los. Jestem jednym z przewodniczących i moim obowiązkiem jest prowadzić nowe osoby do dyrektorki. Tylko, żeby nie zrobiła na potencjalnych uczniach złego wrażenia inaczej za dużo osób do nas nie dołączy. Znalazłszy się przed drzwiami stanął i zapukałem. Nie trwało to długo, gdy po drugiej stronie padła odpowiedź. Jedno słowo "proszę". Spojrzałem na Yuuki'ego i gestem głowy wskazałem, żeby wszedł. Otworzył drzwi i zniknął za nimi. Ja tymczasem stałem czekając na jego powrót z pogawędki z dyrektorką.
<Yuuki?>
Od Moriko
Jako księżniczka muszę dać z siebie wszystko, żeby moi poddani nie byli zawiedzeni, no i oczywiście rodzice.Mimo że nie chce zostać królową muszę to zrobić, nie mogę ich zawieść, takie jest moje przeznaczenie, ale mam nadzieje, że w tej szkole wydarzy się coś, co je zmieni. Kiedy dowiedziałam się, że wysyłają mnie do akademii byłam bardzo podekscytowana, spotkam nowych ludzi, zawiąże nowe przyjaźnie, a co ważniejsze będę starała się żeby opanować, jak najlepiej moją przemianę i na pewno nauczę się czegoś nowego.
Wreszcie ujrzałam to wspaniałe miasto, postanowiłam poszukać tej szkoły. Zauważyłam jak jacyś ludzie wchodzą przez tajemnicze przejście pomyślałam, że to właśnie ta szkoła, więc tam poszłam. No wreszcie dotarłam, widziałam bardzo dużo przeróżnych osób, które pokazywały, co umieją. Byłam tak oczarowana tym miejscem, że nie zauważyłam osoby przede mną i w nią walnęłam.
-Ałaa...-Wstałam i powiedziałam - Przepraszam, naprawdę przepraszam.
Ta osoba popatrzyła na mnie i rzekła:
-Nic nie szkodzi, ale na następny raz uważaj.Jesteś pewnie nowa, bo nigdy cię tu nie widziałam-odezwała się do mnie, a ja jej odpowiedziałam.
-Tak, jestem nowa.Szukam miejsca gdzie mogę się zapisać i dostać pokój-odrzekłam.
Nagle znowu przemówiła.
-Musisz iść przed siebie i schodami na górę, a potem w lewo tam masz tablice ze wszystkimi informacjami, wybacz teraz muszę już iść.
Oczywiście jej podziękowałam, ale zapomniałam zapytać jak się nazywa, co za pech. Nagle słyszę, jak ktoś ją zaczepia i woła po imieniu, ona nazywa się Akane, jakie piękne imię i osoba też jest piękna, mam nadzieje że jeszcze kiedyś porozmawiamy. No dobra to idziemy do tej tablicy.
<Akane?>
Wreszcie ujrzałam to wspaniałe miasto, postanowiłam poszukać tej szkoły. Zauważyłam jak jacyś ludzie wchodzą przez tajemnicze przejście pomyślałam, że to właśnie ta szkoła, więc tam poszłam. No wreszcie dotarłam, widziałam bardzo dużo przeróżnych osób, które pokazywały, co umieją. Byłam tak oczarowana tym miejscem, że nie zauważyłam osoby przede mną i w nią walnęłam.
-Ałaa...-Wstałam i powiedziałam - Przepraszam, naprawdę przepraszam.
Ta osoba popatrzyła na mnie i rzekła:
-Nic nie szkodzi, ale na następny raz uważaj.Jesteś pewnie nowa, bo nigdy cię tu nie widziałam-odezwała się do mnie, a ja jej odpowiedziałam.
-Tak, jestem nowa.Szukam miejsca gdzie mogę się zapisać i dostać pokój-odrzekłam.
Nagle znowu przemówiła.
-Musisz iść przed siebie i schodami na górę, a potem w lewo tam masz tablice ze wszystkimi informacjami, wybacz teraz muszę już iść.
Oczywiście jej podziękowałam, ale zapomniałam zapytać jak się nazywa, co za pech. Nagle słyszę, jak ktoś ją zaczepia i woła po imieniu, ona nazywa się Akane, jakie piękne imię i osoba też jest piękna, mam nadzieje że jeszcze kiedyś porozmawiamy. No dobra to idziemy do tej tablicy.
<Akane?>
Powtórzenia- staraj się je eliminować
~Soraru
Ame Kishō
Nazwisko: Kishō
Pseudonim: Yuki-onna
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Klasa: M
Ranga: D
Moc: Burza Śnieżna, Histeria
Osobowość: Jego pseudonim nie wziął się znikąd. Yuki-onna była piękną kobietą, której uroda nie tylko zachwycała, ale również stawała się ostatnią rzeczą, jaką ofiara mogła ujrzeć. Z pewnością można by określić ją mianem tajemniczej istoty. Mimo, iż sama nazwa odnosi się typowo do osoby o zdecydowanie żeńskiej płci, Ame nie raz był z taką mylony. Przez jego długie włosy w kolorze cyjanu wiele osób zakładało, iż jest właśnie kobietą. Nawet ubranie nie mogło zmienić tego zdania. W aktualnych realiach żyło przecież tak wiele osób, które były swoistymi indywiduami. Jednakże on sam nigdy nikogo za to nie zganił, wręcz przeciwnie. Gdy ktoś zauważał swój błąd, ten uśmiechał się jedynie delikatnie, po czym odchodził, znikając w tłumie niczym Yuki-onna na tle śniegu.
Kolejnym podobieństwem do istoty z mitologii był fakt, iż niewiele mówił, przechadzając się w ciszy, wiecznie zapatrzony przed siebie, w jakiś odległy punkt. Mógł uchodzić za osobę niezbyt towarzyską, pozostawiając za sobą wrażenie chłodnego i obojętnego, niczym eteryczny byt, którego prawa tego świata nie obowiązują. Nikt jednak nie roztopił jeszcze jego serca na tyle, by pokazał, co tak naprawdę ukrywa w swoim wnętrzu. Wiernie chroni swoich sekretów, nie pozwalając nikomu na wdarcie się do jego prywatnego życia bez pozwolenia. Są jednak tematy, na które nawet taka osoba, jak chłopak, zareaguje w negatywny, wręcz agresywny sposób. Jeśli ktoś zna legendy o Kobiecie Śniegu wie, że nie zwykła ona zostawiać za sobą żadnej żywej duszy. Kto wie, czy chłopak posiadający tę piękną nazwę również nie potrafi zagrozić czyjejś egzystencji?
Ta urodziwa i jednocześnie niebezpieczna istota ma również swoje delikatniejsze oblicze. Uwielbia niewielkie zwierzęta, które może pogłaskać, a nawet wziąć w ramiona, by otulić swoim ciepłem. Wywołują one na jego twarzy, tak rzadko widywany, uśmiech. Nie pogardzi jednak większymi stworzeniami. Będąc w ich towarzystwie każdy obserwator stwierdziłby, że Ame jest zupełnie inną osobą, zmieniającą się niczym deszcz. Raz z delikatnej mżawki w potężną wichurę, by po chwili z powrotem powrócić do spokojnego i miarowego letniego deszczyku, przed którym nawet kwiaty pozostawiałyby swe kielichy otwarte.
W podobny sposób reaguje również na inne rzeczy, które darzy sympatią. Między innymi śpiew jest jego ulubioną, ale i najbardziej skrytą umiejętnością. Kocha to całym swoim sercem, jednocześnie nie dzieląc się tym ze światem. Zawsze wybiera miejsca, gdzie nikt go nie przyłapie na tym, jakże szatańskim, czynie. Nie do końca wiadomo, czy się tego wstydzi, czy może traktuje zbyt poważnie, by być pewnym swoich zdolności. Często można stwierdzić, że prędzej wywołałby śnieżycę, która obejmie całe miasto, niż odważy się chociażby zanucić cichą melodyjkę.
Historia: Jego życie nie należy do poruszających serce historyjek o tęsknocie za rodziną lub rozpaczy po stracie bliskiego przyjaciela. Wręcz przeciwnie. Wszystko osnute jest cienkimi nićmi szaleństwa, które przyćmiewają całą prawdę o zdarzeniach, jakie miały miejsce w jego rodzinnych stronach.
Urodził się w rodzinie, jakich wielu. Miał kochających rodziców, wspaniałą siostrzyczkę młodszą od niego o trzy lata, a nawet uroczego, puchatego białego kotka o dźwięcznym imieniu Ellie. Wszystko układało się w idealnej harmonii, jakby sam Los nad nimi czuwał, chroniąc przed złem, które panowało dookoła. Każdego ranka wychodzili do ogrodu, jedli wspólnie śniadanie, bawili się razem, aż do południa. Za to po niewielkiej przekąsce następował czas nauki. Miał prywatne lekcje, więc nie przejmował się ewentualnymi spóźnieniami lub innymi wypadkami. Mimo wszystko, nie należał do osób mało pojętnych. Uczył się szybko i wręcz z naturalną łatwością. Po obiedzie często wychodzili na spacery do miasta, by móc oglądać wszelkie oferowane atrakcje. Ich rodzice nie szczędzili nawet na większych przyjemnościach, jak teatr, opera, czy też bardziej przyziemnych, jak cyrk, który zawitał nieopodal. Pod wieczór następowały kolejne lekcje, by następnie usiąść razem z rodziną wspólnie przy kominku i porozmawiać o ciekawszych spostrzeżeniach, które mogły pojawić się podczas poprzednich wypraw. Scenariusz naprawdę idealnej rodziny, prawda? I zapewne tak mogłoby pozostać na zawsze, gdyby nie pewien niewielki wypadek, który zmienił wszystko szybciej, niż każda inna szczęśliwie przeżyta chwila.
Sam Ame niewiele pamięta z tamtego okresu. Wie jednak, iż pewnego dnia jego ukochany ojciec wrócił z pracy wyraźnie pobladły. Każąc wyjść rodzeństwu z pokoju, zamknął się z ich mamą w oddzielnym pomieszczeniu. Nie wiedzieli, co się zdarzyło, ale nawet będąc w pokoju małej siostrzyczki chłopaka, dzieci doskonale słyszały podniesiony ton jego głosu. Nigdy nie widzieli swojego taty w tak złym stanie, więc nie potrafili określić powagi sytuacji. Nawet kiedy ich rodzice przyszli do nich starając się wyjaśnić, że muszą wyjechać na wakacje, niewiele rozumieli. Mówili, jak w gorączce, bredząc o pośpiechu, słońcu i wielu innych szczegółach, które ciężko było spamiętać. Planowali wyjazd jeszcze tego wieczora, gdy tylko słońce zajdzie za horyzontem. Również pakowanie zajęło im mniej czasu niż dotychczas, kiedy gdzieś wyjeżdżali. Dla rodzeństwa jedynym niepokojącym znakiem mogło być zachowanie ich opiekunów. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że to nie wycieczka była tego powodem.
Kolejne wydarzenia przemijały tak szybko, że dorosła osoba będąca w szoku, nie potrafiłaby tego wszystkiego spamiętać, a co dopiero dziecko. W jednej małej chwili dom stanął w płomieniach, trawiąc wszystkie wspomnienia, jakie w nim zostały zawarte. Nie wiedział, kim byli oprawcy, czego chcieli, ani nawet dlaczego to wszystko się wydarzyło. Nim się obejrzał, wszyscy jego najbliżsi byli martwi, leżąc w różnorakich pozycjach i zdobiąc podłogę groteskowym wzorem. Niczym w powieściach, w których autor pozwala sobie na opisanie swych najskrytszych fantazji. To był również pierwszy raz, gdy użył swojej umiejętności, nazwanej później przez pewną osobę, Histerią. Nie pamiętał dokładnie, co wydarzyło się dalej, jednak sceny z tego stanu objawiały się często we śnie, zmieniając każdą noc w koszmar, z którego pragnął uciec.
Obudził się dopiero w szpitalu. Lekarze nie stwierdzili na jego ciele poważniejszych urazów, prócz paru poparzeń. Niestety, inna sytuacja malowała się od strony psychicznej chłopaka. Trafił pod opiekę bliskiego przyjaciela rodziny, który miał zająć się nim i rozporządzać pozostawionym majątkiem do czasu osiągnięcia przez Ame wieku pełnoletności. Sam ocalały nie płakał jednak po swojej stracie. Zamiast tego, często spoglądał gdzieś w dal, głęboko rozmyślając nad różnymi aspektami życia, które z jakiegoś powodu dalej się w nim tliło. Próbował wiele razy wrócić wspomnieniami do tamtych zdarzeń, chcąc pojąć, co tak naprawdę miało miejsce, jednak nigdy mu się to nie udało. Jedynie nocne mary powodowały w jego umyśle jakikolwiek przebłysk minionych chwil. Jednak były one zbyt krótkie i chaotyczne, by mógł rozpoznać poszczególne zdarzenia.
Do akademii trafił przez wzgląd na swojego opiekuna, który chciał, by chłopak, choć po części, zaczął żyć i nauczył się kontrolować to, co kryło jego drobne ciało. Był on dobrym obserwatorem, ale Ame również. Na tyle, by wiedzieć, że osoba, która go w pewien sposób utrzymywała, zaczynała bać się jego obojętności wobec wszystkiego dookoła, więc postanowiła pozbyć się kłopotu, a przy okazji wyglądać na kogoś, kto pragnie tylko dobra podopiecznego. Nie zaprzeczył jednak, kiedy pewnego dnia opiekun przyszedł i oznajmił mu, iż wyjeżdża do akademii, w której będzie od tego czasu mieszkał.
Partner: Może kiedyś…
Inne: -Wieczór kojarzy się mu z koszmarami, co negatywnie wpływa na stan psychiczny chłopaka;
-Posiada lęk przed nocą, który objawia się poprzez jego nagłe pragnienie powrotu do swojego pokoju, niezależnie od sytuacji w jakiej się znajduje;
-Często zasypia przy zapalonym świetle, czując się niebezpiecznie w ciemności;
-Boi się zbyt dużych skupisk ognia, które przypominają o tym, co jego umył odrzucił, przez co może wpaść w panikę, nawet jeśli nie będzie ku temu faktycznej podstawy;
-Po pożarze została mu blizna od poparzenia na lewym biodrze, którą skrzętnie ukrywa przed światem;
-Temat jego przeszłości jest na tyle delikatny, że potrafi odrzucić kogoś, jeśli ta osoba spróbuje na niego zbytnio naciskać;
-Widząc w oddali małego kotka jest w stanie rzucić każdą aktualną sprawę, niezależnie od jej wagi i pójść w jego stronę, by choćby pogłaskać zwierzątko;
-Stworzenia za nim wręcz przepadają, jakby oddając jego uczucia, którymi Ame ich darzy;
-Mimo przerażenia, jakie powoduje w nim noc, uwielbia patrzeć w rozgwieżdżone niebo;
-Nie jest w stanie kontrolować w pełni umiejętności o niezbyt przyjemnej nazwie, Histeria, która w pewnym sensie przyćmiewa mu zdrowy rozsądek, dlatego stroni od jej używania, a także rozmów na jej temat, nawet z nauczycielami;
-Lubi czytać, a sama nauka nie sprawia mu specjalnych problemów;
-Ma niewielkie problemy z nawiązywaniem znajomości, ponieważ jest bardzo skryty i ciężko przychodzi mu odezwanie się, jako pierwszemu;
-Skrycie pragnie poznać cała prawdę o wydarzeniach z przeszłości, jednak nie mając punktu zaczepienia kończy na bezczynności.
Punkty: 35
Od Yukiya
Spojrzałem jeszcze raz na zamek, a potem na kartkę, którą trzymałem w rękach.
-Jesteś pewien, że to tu?- Spytałem się wilka obok mnie.
-Bardziej pewny już być nie mogę- odrzekł Mr.Wolf idąc naprzód machając ogonem.
"Idiota"-pomyślałem idąc za nim- "czemu ja muszę z nim żyć?"
Z przyzwyczajenia dotknąłem zasłonki na oko. Używam jej, żeby nikt nie odkrył mojego kontraktu. Ale,czasem aż żyć się odechciewa...
Cały napięty otworzyłem bramę. Moim oczom ukazał się ponury dziedziniec.
-A więc to tak jest żyć w mroku-mruknąłem.
Poszedłem dalej kierując się w stronę budynku, w którym, jak dobrze wiem, znajdował się budynek dyrektora, gdy nagle...
Schyliłem się przed nadlatującym krzesłem. Czemu mnie to nie dziwi?
-Czy tu nie powinien być znak ostrzegawczy "Uwaga na nadlatujące krzesła?"-Spytałem się ciemnej postaci idącej w moją stronę
<Ktoś chcę rzucić we mnie krzesłem?>
-Jesteś pewien, że to tu?- Spytałem się wilka obok mnie.
-Bardziej pewny już być nie mogę- odrzekł Mr.Wolf idąc naprzód machając ogonem.
"Idiota"-pomyślałem idąc za nim- "czemu ja muszę z nim żyć?"
Z przyzwyczajenia dotknąłem zasłonki na oko. Używam jej, żeby nikt nie odkrył mojego kontraktu. Ale,czasem aż żyć się odechciewa...
Cały napięty otworzyłem bramę. Moim oczom ukazał się ponury dziedziniec.
-A więc to tak jest żyć w mroku-mruknąłem.
Poszedłem dalej kierując się w stronę budynku, w którym, jak dobrze wiem, znajdował się budynek dyrektora, gdy nagle...
Schyliłem się przed nadlatującym krzesłem. Czemu mnie to nie dziwi?
-Czy tu nie powinien być znak ostrzegawczy "Uwaga na nadlatujące krzesła?"-Spytałem się ciemnej postaci idącej w moją stronę
<Ktoś chcę rzucić we mnie krzesłem?>
Akane Kagawa
Nazwisko: Kagawa
Płeć: Kobieta
Wiek: 18 lat
Klasa: P
Ranga: SS
Zwierzę: kot
Osobowość: Prawdziwa osobowość Akane jest skryta pod grubą
warstwą lodu. Na co dzień unika rozmów, a jeżeli musi już kimś pogadać to rzuca
parę słów, byle szybko zbyć natręta. Jest wredna i nie kryje się z tym. Często
drwi z innych i pokazuje swoją wyższość. Jeżeli ma pracować z kimś w grupie to
robi to, ale dosyć opornie. Zawsze, gdy przechadza się korytarzami szkoły, na
jej buzi widnieje kpiący uśmiech. Wbrew pozorom jest bardzo pracowita i
sumiennie wykonuje powierzone jej zadania, jednak zdarza jej się przy tym
marudzić. Biada ci jeśli spotkasz ją w złym humorze lub zdenerwujesz. Zmierzysz
się z wulkanem negatywnej energii. Jest dosyć wścibską osobą, która chce
wiedzieć o wszystkim, co ma miejsce w szkole, z tego powodu często zmienia się
w kota i przesiaduje w różnych miejscach podsłuchując pogawędki uczniów.
Uwielbia wychodzić na powierzchnię i obserwować wtedy niebo. Gdy jest sama i
nikt jej nie widzi ujawnia się jej prawdziwe oblicze- wiecznie cierpiąca
dziewczyna. Nie może pozbyć się złych wspomnień, które wbijają się w jej serce,
jak kolce. Przez owe wydarzenia stworzyła barierę i bardzo ciężko się przez nią
przedrzeć, by zobaczyć, że jest ona naprawdę miłą i życzliwą osobą. Nikomu nie udało się tego zrobić i sama wątpi, by komuś miało się udać.
Historia: Rodzice oddali ją do instytutu prowadzonego przez Organizację.
Odwiedzali ją, jednak robili to tylko po to, by sprawdzić, jak postępują
eksperymenty. W owej placówce działy się straszne rzeczy i Akane nigdy nie
potrafiła nazwać tego miejsca domem. Wydarzenia, które miały tam miejsca na
zawsze ją zmieniły. Pewnego dnia wszczęto bunt i to była idealna okazja do
ucieczki. Udało jej się i zyskała wolność, jednak nie potrafiła zapanować nad
swoimi wspomnieniami przez, co zamknęła się w sobie i stworzyła drugie „ja”, by
ją przed wszystkim chroniło. Tułała się po święcie uciekając przed Organizacją
i zdobywając o niej informacje. Przypadkiem uzyskała dostęp do tajnych
informacji i dowiedziała się o istnieniu szkoły. Postanowiła dołączyć, by nikt
inny nie musiał przechodzić przez takie piekło, jakiego doświadczyła.
Partner: Brak
Inne: Posiada wiele ściśle tajnych informacji o Organizacji,
jednak z nikim się nimi nie dzieli.
Punkty: 20
Punkty: 20
Moriko Shimakage
Nazwisko: Shimakage
Płeć: Kobieta
Wiek: 18 lat
Klasa: P
Ranga: D
Zwierze: Gepard
Osobowość: Jest bardzo śmiała, uczciwa, uczynna no i oczywiście przyjacielska, boi się duchów, wszystkie swoje kłopoty ukrywa w sobie, żeby inni jej nie współczuli
Historia: Moriko pochodzi z elfickiej rodziny królewskiej, zajmują się wszystkim związanym z mechaniką, wielkimi maszynami i mechanicznymi budowlami.Nie jest ona zwykłą księżniczką, w tym królestwie od małego następcy tronu są przyzwyczajani do wysiłku w walce, dlatego Moriko jest przyzwyczajona.Jej rodzina każe jej rozwijać swoje umiejętności żeby była godną następczynią tronu.
Partner: Szuka
Inne: Nienawidzi ludzi którzy się łatwo poddają
Punkty: 20
Subskrybuj:
Posty (Atom)