Nazwisko:
Kaze
Płeć:
Mężczyzna
Wiek: 17
Klasa: W
Ranga: D
Broń:
Misternie rzeźbiony mityczny łuk
Osobowość:
Przez wielu
mógłby zostać określany mianem kujona przez fakt, iż lubi się
uczyć i poznawać nowe rzeczy. Jest opanowany, a także spokojny we
wszystkim, co robi. Dodatkowo cechuje się ogromną precyzją. Zawsze
stara się, by wszystko było idealnie. Te cechy wyrobił sobie
ćwicząc ze swoją bronią, która często nazywana była
staroświecką. On sam nie rozumiał z jakiego powodu, skoro byli
ludzie z chodzący z ostrzami to dlaczego akurat łuk był uważany
za coś starego. W gruncie rzeczy strzelanie z niego uspokajało i
dawało jego zmysłom odpoczynek. Uważał, że nie ma lepszego
sposobu na rozładowanie napięcia.
Mimo wszystko Aki
jest również bardzo ciepłą i przyjazną osobą. Nie lubi się
kłócić o trywialne sprawy. Zawsze woli wszystko wyjaśnić,
zamiast zostawiać jakieś niedopowiedzenia, przez które często
psują się stosunki z drugą osobą. Uważa, że gdyby ludzie więcej
ze sobą rozmawiali na pewno mogliby dojść do porozumienia bez
podnoszenia głosu. Dla niego kłótnia była złem koniecznym tylko
w naprawdę kryzysowych przypadkach. Jeśli tylko mógł, unikał
jej. Czasami przez to obrywał najbardziej, ponieważ nie chcąc
bronić swojego zdania ktoś inny narzucał mu swoją wolę. Wie
doskonale, że jest zbyt pasywny, jednak do tej pory tego nie
zmienił.
Jego dobroć jest
czasem wykorzystywana. Dosyć łatwo wcisnąć mu dodatkową robotę.
W poprzedniej szkole często pojawiały się tego typu sytuacje,
przez co wracał nawet o późnych porach nie mogąc wyrobić się ze
wszystkimi obowiązkami. Niestety, nic nie może poradzić na swoją
chęć pomocy każdemu, kto tego potrzebuje. Można pokusić się o
stwierdzenie, że to wręcz silniejsze od niego. Między innymi przez
to ulega również różnym namowom ze strony ludzi. Jak łatwo się
domyślić, często wychodzi na tym gorzej niż powinien.
Podejście do
wszystkiego zmienia się jednak w momencie, gdy musi wziąć
odpowiedzialność za swoje czyny. Dobrym przykładem jest walka, w
której wyceluje w drugą osobę i nie zawaha się strzelić. Nie
następuje przy tym żadna zmiana charakteru. Po prostu zmieniają
się wtedy priorytety, jakimi się kieruje. Na co dzień prowadzi go
chęć pomocy innym. Z kolei w chwili, gdy musi unieść swoją broń
i stanąć w odpowiedniej pozycji wie, że nie może już postrzegać
wszystkiego w taki sam sposób. Jak powtarzał jego ojciec – „są
rzeczy ważne i ważniejsze”. Jednocześnie nigdy nie wycelował w
osobę, która faktycznie niczego nie zrobiła. Miał również
nadzieję, że nigdy nie będzie musiał tego robić. Nie popierał
pochopnego rozlewania krwi, więc gdy celował w ofiarę na początku
wolał wiedzieć o niej więcej niż parę wzmianek.
Historia:
Rodzina chłopaka
zawodowo parała się łucznictwem. Prowadzili nawet dojo, gdzie
uczyli Kyudo, czyli drogi łuku. Nie brali oni każdego. Ich usługi
były dosyć specyficzne, ponieważ specjalizowali się w
poskramianiu energii pradawnych broni napełnionych energią.
Istniało wiele podobnych szkół, jednak każda uczyła walki innym
narzędziem. Jak wcześniej zostało nadmienione, rodzice
niebieskookiego zajmowała się tylko łucznictwem.
Ojciec Aki’ego
należał do osób surowych, ale sprawiedliwych. Nigdy nie zganił go
za coś, jeśli nie było ku temu faktycznej przyczyny. Jednocześnie
podczas treningów traktował swojego pierworodnego na równi z
innymi uczniami. Nie faworyzował nikogo pragnąc, by wszyscy tak
samo się rozwijali i nabierali umiejętności. Sam chłopak nie mógł
powiedzieć, iż czuł się nieszczęśliwy. Uważał swoją rodzinę
za całkowicie normalną. Zawsze przykładał się do swoich
obowiązków i nauki za dwoje, by nie zawieść ojca. Chciał, by ten
był z niego dumny, a w przyszłości, gdy rodzice zaniemogą,
przejmie po nich dojo. Tej drugiej części nieco się obawiał. Nie
był pewny, czy poradzi sobie z tak wielką odpowiedzialnością.
Widział doskonale swój pasywny charakter i martwił się, iż
zawiedzie. Niestety, to był jego obowiązek przejąć szkołę.
Podobno nigdy nie pojawił się wyjątek, w którym zostałby wybrany
ktoś inny, co niezbyt go pocieszało.
Łuk dostał po
zmarłym już dziadku. Był on naprawdę wspaniałym łucznikiem i
chłopak zawsze podziwiał jego kunszt. Oczywiście, nie twierdził,
że ojciec jest gorszy. Oboje byli niesamowici, jednak ten pierwszy
wyprawiał prawdziwe czary używając zaklętych strzał. Do tej pory
pamiętał, gdy któregoś razu zgodził się zaprezentować nowym
uczniom niektóre umiejętności, jakich będą się uczyć. Mimo, iż
to nie była czysta magia, wszyscy czuli moc, jaka bije od nie tylko
od samego mężczyzny, ale i od jego broni. Zdawali się tworzyć
jedną doskonałą całość, a każdy wykonany atak był
niesamowicie precyzyjny. Nie wspominając o strzałach, które
generował. Wiedział doskonale, kiedy wykorzystać jaką i nigdy się
nie pomylił. Dla Aki’ego stało się celem życiowym pójść w
jego ślady. Między innymi dlatego, gdy dostał jego broń na
początku obchodził się z nią, jak ze szklanym, delikatnym
przedmiotem. Dopiero jego ojciec musiał go nieco doprowadzić do
porządku, ponieważ nie dasz rady wykrzesać ze swojego oręża
żadnej magii, jeśli nie zjednoczysz się z nią duszą. Musieli
tworzyć jedność, a chłopak miał z tym wyraźne problemy.
Minęło wiele
czasu nim niebieskooki przełamał się. Do tamtej pory ciężko było
mu zaakceptować łuk dziadka, ponieważ uważał, że nie jest go
godzien i nawet nie próbował mu dorównać. Jednak im więcej czasu
mijało tym bardziej zaczynał rozumieć swój błąd. Kiedy uporał
się z wątpliwościami mógł wrócić do dalszej nauki, co w
późniejszym czasie spędzało mu sen z powiek. Czasami zapominał o
jedzeniu, a nawet zmęczeniu. Trzymając broń w dłoni i napinając
cięciwę czuł wszechobecny spokój, a jego zmysły były zupełnie
wyciszone. Liczyło się tylko trafianie o celu. Uwielbiał ten stan,
dlatego często przesadzał z treningami.
Jego chęć
ćwiczeń zwiększyła się, gdy matka chłopaka zmarła na
niezidentyfikowaną chorobę. Podobno zadrapał ją kot posiadający
w sobie jakiegoś wirusa. Zwierze również zdechło, jednak chyba
nie trzeba mówić, jak bolała go śmierć rodzicielki. Nie mógł
uwierzyć, że uczą się walki, a ktoś z nich umarł przez chorobę.
Zdawało się to wręcz nierealne. Tym bardziej, że będąc w ruchu
mieli dobrą odporność. Dodatkowo sama broń również wspomagała
ich w pewien sposób.
Po tym wydarzeniu
wiele się zmieniło. Nawet jego ojciec zdawał się więcej spędzać
czasu w dojo, niż w domu. Oboje zajęli się ćwiczeniami, nawet
jeśli ten pierwszy nie potrzebował tego w tym samym stopniu, co
młodszy osobnik. Jednak ta strata wyraźnie zbliżyła ich do
siebie. Oboje nie chcieli stracić już nikogo więcej, dlatego nawet
jeśli sama nauka pozostawała tak samo ciężka, jak zawsze to Aki
wiedział, że w razie potrzeby ma wsparcie. Między innymi z tego
powodu zdziwił się, gdy ojciec oznajmił mu pewnego dnia, iż
wyjeżdża do akademii. Nie rozumiał jego decyzji, jednak nie
sprzeciwiał się. Uważał, że skoro tak zostało postanowione były
ku temu jakieś podstawy. Oczywiście, wiedział gdzie jedzie i jaki
cel ma jego nowa szkoła. Najwyraźniej, skoro miał tam dołączyć
oznaczało to, iż nawet jego ojciec uważał tego całego Masaru za
zagrożenie, a chłopak z pewnością nie miał zamiaru go zawieść.
Partner: Może
kiedyś…
Inne:
-Jego strzały generowane są dzięki
energii przepływającej przez łuk. W zależności od woli
właściciela przyjmują konkretne właściwości i wygląd;
-Łuk oraz jego cięciwa, gdy są
nieużywane wydają się wyglądać, jak zwykła broń. Dopiero
podczas użytkowania przez Aki’ego i tylko przez niego, obie części
zaczynają delikatnie świecić, co jest oznaką przepływania przez
nie energii;
-Dzięki codziennym treningom w dojo
jest szybki, zwinny i precyzyjny;
-Ćwiczenie Kyudo jest dla niego
sposobem na rozluźnienie dlatego w momencie, gdy ma zły humor lub
ktoś wyprowadzi go z równowagi pierwsze, co robi to udanie się do
Sali ćwiczeń, by móc wykorzystać swoje umiejętności;
-Lubi najpierw
przeanalizować sytuacje, a dopiero potem w jakikolwiek sposób
zareagować. Nigdy na odwrót;
-Jest porannym ptaszkiem, co znaczy
tyle, że nim wszyscy się obudzą, on już będzie trenował;
-Nigdzie nie rusza się bez swojej
broni.
Punkty: 0

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz