Szedłem korytarzem w poszukiwaniu pokoju z numerem 198. Uśmiechnąłem się
w duchu na myśl, że wreszcie mogę zamieszkać tam gdzie nie ma białych
ścian, jednego łóżka i mnóstwa izolatek. Otworzyłem drzwi, a moim oczom
ukazał się dość sporych rozmiarów pokój. Ściany były koloru lazurowego, a
podłogę wyłożyli panelami z jakiegoś drewna...ale się nie znam to się
nie wypowiem. Rzuciłem swoje torby po czym położyłem się na zajebiście
wygodnym łóżku. Tego mi brakowało przez nieszczęsne 4 lata. Miejsca w
którym nie karzą mi brać leków, być grzecznym i tego typu sprawy.
Leniwie podniosłem się z łóżka biorąc do ręki kartkę którą uprzednio
zerwałem z drzwi. Dowiedziałem się z niej tyle, że mam zjawić się na
jakimś tak rozpoczęciu roku. Mówi się trudno...pójdę żebym na samym
początku nie miał problemów.
- Czy Ty przypadkiem nie zwariowałeś? - odezwał się głos w mojej głowie.
- Nie wydaje mi się - mówiłem do niego w między czasie rozpakowując moje rzeczy.
- Dobrze, że trochę zmądrzałeś...wiesz jak trudno by mi było gdybyś
nadal zachowywał się tak jak wcześniej? - znowu robił mi wyrzuty
- Ta...jasne... - mruknąłem
Po paru minutach skończyłem...teraz tylko jakoś się ogarnąć i można
ruszać na te widowisko. Swoją drogą jestem ciekaw czy ktoś wymyśli coś
szalonego. Liczę na to bo nie mam zamiaru stać tam godzinę/dwie nudząc
się.
Uwaga!
Wszystkich uczniów proszę, aby przerwali aktualny wątek i byli wolni. Wasza postać może np. pójść do pokoju, potrenować, czy coś innego. Wymyślicie coś, wierzę w was. :p Należy przeczytać najnowszy Post od Akane!
Oznajmiam również, że niedługo otrzymacie od nas pewne informacje, z których w niedalekiej przyszłości będzie test.
sobota, 25 lipca 2015
Od Conora
Przez chwile przestałem zwracać uwagę na czynnik ludzki zwany obecnie
moją siostrą. Spojrzałem jeszcze raz na katanę marszcząc przy tym brwi.
Przyznam się szczerze, że sam jej wygląd przyprawiał o dreszcze. Była
czarna, a tylko kawałek ostrza zabarwiony był na zielono.
- Aiu idź do siebie, przygotuj się na rozpoczęcie – rozkazałem
- Dobra, a Ty gnij tu sobie, wróć! Nie zgnij tylko całkowicie bo masz zjawić się na rozpoczęciu…jasne? – zapytała z wrednym uśmieszkiem na twarzy
- Nie rozkazuj mi, smarku – syknąłem – Wypad…
Dziewczyna wyszła z pokoju, nie chciałem być taki ostry, ale to silniejsze ode mnie. Naprawdę ciężko mi się żyje z teraźniejszą siostrzyczką. Faktycznie, było kilka nieprzyjemnych chwil w jej życiu, ale żeby nie chcieć odzyskiwać wspomnień? Prychnąłem niczym kot który nie chce przyjąć do wiadomości, że nie uda mu się wcisnąć do małej szklanej butelki. Pewnie nic by się nie stało gdybym nie zgodził się aby jechała na te wycieczkę. Tak, męczą mnie wyrzuty sumienia, a po nocach miewam koszmary. Widzę wtedy zakrwawione ciało mojej siostry które z wyrzutem powtarza „Dlaczego pozwoliłeś mi tam jechać?” i tak w kółko. Właśnie dlatego często nie sypiam, a jedyne co wtedy robię aby odgonić od siebie wszystkie niepotrzebne myśli to ślęczenie nad podręcznikami. Przeczesałem dłonią włosy zdając sobie sprawę, że powinienem już zacząć się szykować. W sumie to mam jeszcze około 2 godziny. Podniosłem katanę, a przede mną tak po prostu pojawił się jakiś chłopak. Przetarłem oczy a on zniknął. No proszę…jeszcze halucynacje do tego. Czyli jednak moje obawy co do tej broni były słuszne. Może jest przeklęta czy coś takiego…chciałem wyrzucić te myśli z głowy. Kto dałby swojemu synowi katanę która może go w jakiś sposób zranić, opętać czy jak kto chce to sobie nazywać. Spoważniałem i odłożyłem ją na miejsce. Zabrałem z szafki jakieś ubrania i poszedłem się przebrać. W sumie nie było to coś specjalnego. Granatowe rurki, jasnoniebieska koszula, trampki i oczywiście moje różowe okulary. Tak, one są różowe. Nie mam pojęcia co przeszkadza niektórym w ich kolorze. Prychnąłem na samą myśl szydzących ze mnie uczniów w poprzedniej szkole i gotowy do wyjścia sięgnąłem po broń i wyszedłem zamykając pokój na klucz. Z tego co wiem niewiele jest osób w mojej klasie…ale to lepiej. Boję się tylko jakiś łączonych lekcji bo nie wytrzymam z większa grupą uczniów…a uczniowie klasy magicznej zapewne dysponują jakimiś zakazanymi technikami rodem z powieści fantasty. Ruszyłem przed siebie, a wychodząc z budynku spostrzegłem kilkoro uczniów którzy kierowali się w stronę budynku w którym miała odbyć się uroczystość…jestem ciekaw czy Aiu się nie spóźni. Znając ją pewnie zawraca teraz komuś głowę jej spostrzeżeniami. Niestety nic na to nie poradzę…
- Aiu idź do siebie, przygotuj się na rozpoczęcie – rozkazałem
- Dobra, a Ty gnij tu sobie, wróć! Nie zgnij tylko całkowicie bo masz zjawić się na rozpoczęciu…jasne? – zapytała z wrednym uśmieszkiem na twarzy
- Nie rozkazuj mi, smarku – syknąłem – Wypad…
Dziewczyna wyszła z pokoju, nie chciałem być taki ostry, ale to silniejsze ode mnie. Naprawdę ciężko mi się żyje z teraźniejszą siostrzyczką. Faktycznie, było kilka nieprzyjemnych chwil w jej życiu, ale żeby nie chcieć odzyskiwać wspomnień? Prychnąłem niczym kot który nie chce przyjąć do wiadomości, że nie uda mu się wcisnąć do małej szklanej butelki. Pewnie nic by się nie stało gdybym nie zgodził się aby jechała na te wycieczkę. Tak, męczą mnie wyrzuty sumienia, a po nocach miewam koszmary. Widzę wtedy zakrwawione ciało mojej siostry które z wyrzutem powtarza „Dlaczego pozwoliłeś mi tam jechać?” i tak w kółko. Właśnie dlatego często nie sypiam, a jedyne co wtedy robię aby odgonić od siebie wszystkie niepotrzebne myśli to ślęczenie nad podręcznikami. Przeczesałem dłonią włosy zdając sobie sprawę, że powinienem już zacząć się szykować. W sumie to mam jeszcze około 2 godziny. Podniosłem katanę, a przede mną tak po prostu pojawił się jakiś chłopak. Przetarłem oczy a on zniknął. No proszę…jeszcze halucynacje do tego. Czyli jednak moje obawy co do tej broni były słuszne. Może jest przeklęta czy coś takiego…chciałem wyrzucić te myśli z głowy. Kto dałby swojemu synowi katanę która może go w jakiś sposób zranić, opętać czy jak kto chce to sobie nazywać. Spoważniałem i odłożyłem ją na miejsce. Zabrałem z szafki jakieś ubrania i poszedłem się przebrać. W sumie nie było to coś specjalnego. Granatowe rurki, jasnoniebieska koszula, trampki i oczywiście moje różowe okulary. Tak, one są różowe. Nie mam pojęcia co przeszkadza niektórym w ich kolorze. Prychnąłem na samą myśl szydzących ze mnie uczniów w poprzedniej szkole i gotowy do wyjścia sięgnąłem po broń i wyszedłem zamykając pokój na klucz. Z tego co wiem niewiele jest osób w mojej klasie…ale to lepiej. Boję się tylko jakiś łączonych lekcji bo nie wytrzymam z większa grupą uczniów…a uczniowie klasy magicznej zapewne dysponują jakimiś zakazanymi technikami rodem z powieści fantasty. Ruszyłem przed siebie, a wychodząc z budynku spostrzegłem kilkoro uczniów którzy kierowali się w stronę budynku w którym miała odbyć się uroczystość…jestem ciekaw czy Aiu się nie spóźni. Znając ją pewnie zawraca teraz komuś głowę jej spostrzeżeniami. Niestety nic na to nie poradzę…
Od Ame
Sądziłem, że czas
spędzony z książką minie mi o wiele sprawniej. Niestety, wynik był negatywny.
Czas dłużył się, jakby naumyślnie próbował odłożyć rozpoczęcie roku. Może nie
czułbym tego tak bardzo, gdybym nie chciał być już po nim. Nie miałem zamiaru
się oszukiwać. Sama myśl, iż muszę iść do miejsca, gdzie znajduje się cała
szkoła powodowała u mnie wzrost chęci pozostania w tym pokoju na zawsze.
Wiedziałem, że to złe podejście. Po co zaprzeczać? Przecież to czysta prawda.
Inną sprawą jest fakt, iż nie zawsze jest możliwość robienia tego, co się
pragnie. Gdyby tak to działało, już dawno nie byłoby mnie tutaj. Nie chodziło
tu o akademie, ani nawet o samych uczniów. Byłem po prostu niezdrowo ciekawy
mojej przeszłości. Do tego stopnia, że gotów jestem uciec z tego miejsca.
Uniemożliwiają to tylko niewielkie problemy, z którymi nie potrafię sobie
poradzić, mimo ich prostoty. Nie mógłbym zbiec, gdy słońce jest wysoko na
niebie, ponieważ pojawia się zbyt duże prawdopodobieństwo, iż mnie dostrzegą i
przeszkodzą. Nie znam, aż tak dobrze mechaniki działania tego miejsca, by porywać
się na takie ryzyko. Dlaczego w takim razie nie zorganizuje nocnej wyprawy? To
była bardziej sprawa mojej psychiki. Kiedy tylko zaczyna się ściemniać, a
księżyc zajmuje miejsce naszej cudnej jaśniejącej za dnia ognistej kuli,
zaczynam czuć nieposkromiony niepokój, jeśli mogę to tak nazwać. W prostszych
słowach, ogarnia mnie strach przed nocą. Nie potrafię tego wyjaśnić. Mój
opiekun również próbował na wiele sposobów odkryć, dlaczego akurat ta pora mnie
tak dręczy. Niestety, jedyne czego się dowiedzieliśmy to fakt, iż może istnieć
związek między tym, co się wydarzyło lata temu, a teraźniejszością. Mowa tu o
wypadku w moim rodzinnym domu.
Specjaliści
twierdzili, że to Nyktofobia oraz Somnifobia. Powtarzali również, że niepełne
skrawki wspomnień siedzą w mojej głowie i objawiają się koszmarami, a co za tym
idzie, odwodziły mnie od wszelkich dobrych chęci wobec samej nocy. Gdy nie
trzeba spać, nie śni się. A kiedy się nie śni, koszmary nie powinny się
pojawić. Przynajmniej tak wyglądała teoria. W praktyce nie było już tak
kolorowo. Raz nie spałem tak długo, że zacząłem mieć halucynacje i widziałem na
jawie rzeczy, które nie miały prawa istnieć. Nawet przeszłość znalazła sobie
drogę, by wdzierać się do mojego życia małymi kawałkami, burząc mój spokój i
pokazując urywki, które ciężko do czegokolwiek przypisać. Czasami były to
obrazy, a innym razem dźwięki i zapachy. Ciężko jest nie wierzyć w takie rzeczy
i wmawiać sobie, że to tylko przeszłość.
Zamknąłem tomiszcze i
zszedłem z parapetu, po czym udałem się w stronę łóżka, na którym bez
zastanowienia się położyłem. Ułożyłem głowę obok książki, przekręcając się tym
samym na lewy bok. Wiele pytań i żadnych odpowiedzi. Dokładnie tak wyglądała
moja sytuacja, na co jedynie ciężko westchnąłem. Jeszcze nie zdążyłem usunąć z
głowy poprzednich myśli, a już po chwili zacząłem zastanawiać się nad jedną z
moich umiejętności. Burza Śnieżna była ze mną od dawna. Nie czułem się z nią
zbyt dobrze, ale potrafiłem użyć tej mocy, gdy naprawdę pojawiała się taka
potrzeba. Dzisiejszy dzień nie liczył się w tym rozrachunku. Rzucenie krzesłem
w stronę Yukiyi to był całkowity przypadek. O ile daje radę przywołać burzę w
momencie niebezpieczeństwa, gdy adrenalina zaczyna przepływać przez moje żyły,
o tyle nie mam pojęcia, jak zrobić to powoli i spokojnie, bez robienia
specjalnych szkód. Pierwsza opcja jest o tyle niebezpieczniejsza, że nie jestem
w stanie panować nad obszarem jej działania. Mogę kogoś trafić, a to niezbyt
dobry pomysł. Oczywiście, biorę pod uwagę ewentualnych sojuszników. Nie mam
zamiaru wahać się wobec wrogów, którzy mogą mieć względem mnie niecne zamiary.
Między innymi, dlatego staram się w wolnych chwilach ćwiczyć. Zawsze można mieć
nadzieję, że uda się za którąś z kolei próbą.
Mimo tych problemów z
burzą, to nie ona mnie martwiła. Mój opiekun zamieścił w papierach potrzebnych
do tej akademii moc o nazwie Histeria. Nie mam pojęcia, czym się objawia i skąd
on o niej wie. Jedyne, z czego zdaje sobie sprawę to fakt, iż nie mam zamiaru
jej używać. Nie wiem, skąd to dziwne przeświadczenie, ale czuje, że gdybym to
zrobił stałoby się coś bardzo złego. Podobno użyłem tej umiejętności tylko
jeden jedyny raz i to właśnie w czasie, gdy mój dom płonął jasno, niczym wschód
słońca barwiący niebo pomarańczą i czerwienią, co dało początkowe stadium
Arsonfobii.
Nie pamiętam niczego
z tego czasu. Martwi mnie to, iż mogą prosić mnie o zaprezentowanie Histerii. W
gruncie rzeczy, nawet nie jestem pewien, czy potrafiłbym ją od tak wywołać.
Podobno nasze umiejętności przychodzą w naturalny sposób, pozwalając na
swobodne operowanie nimi, jednak strach, jaki pojawiał się za każdym razem, gdy
próbowałem się zmusić do użycia tej jednej mocy był zbyt silny. Dodatkowo ta
niewiedza, co się podczas niej dzieje nie pomagała w żadnym razie.
Zdecydowanie, zbyt dużo było pytań.
Leżąc w ten sposób,
nawet nie zauważyłem, kiedy zrobiłem się senny. Moje ostatnie rozmyślania
kotłowały się wokół długości trwania rozpoczęcia roku. Było to dla mnie dosyć
ważne. Letnią porą dzień trwa o wiele więcej czasu, co przyjmuję z wyraźną
ulgą. Jednak, gdy sytuacja zacznie wymagać pozostania razem z resztą w momencie
zapadania zmroku... Chyba zwariuje. W najgorszym razie zwieje przy najbliższej
okazji. Jeszcze tego brakowało, bym wpadł w panikę na środku sali. Wole nie
sprawdzać, co się wtedy stanie. Nie było, co ukrywać. Mam małe problemy ze
sobą. Między innymi, z tego powodu opiekun się mnie pozbył. Nie chodziło mu o
pieniądze, jakie zostały mi po rodzinie, ale o strach, który w nim powodowałem.
Chyba wolałby, gdybym siedział dniami i nocami w pokoju rozpaczając po ich
stracie. Nie potrafiłem tego zrobić. Zdawałem sobie sprawę z powagi sytuacji,
ale nie widziałem, nadal nie widzę, powodu bym miał płakać. Bardzo
prawdopodobne, że to wina wybrakowanych wspomnień. Nie znam się na tego typu
rzeczach. Wiem tylko, iż jestem nieco inny pod tym względem. To jedyne, co mi
powiedziano, a także ostatnia rzecz, jaką wspomniałem, gdy zmorzył mnie sen.
Od Rameneth'a
Stojąc przed drzwiami swojego pokoju zacząłem zastanawiać się, czy aby dobrze zrobiłem udając się tutaj. Znając własne podejście do innych wiedziałem, iż nie będzie lekko. Ale zawsze miałem swoją „moc” więc nie będę miał problemu z ukryciem się. Odkąd pamiętałem zawsze ubierałem się na czarno i nosiłem słuchawki. Swoim wyglądałem nie starałem się odepchnąć ludzi jak najdalej. Ale to nieważne, w końcu postanowiłem tu być. Nie wiem co skłoniło mnie do podjęcia tej decyzji, ale mam nadzieję, że nie będę jej żałował i poznam tu wartościowe osoby. Mój pokój jest na samej górze, skąd blisko jest na dach. Coś mi się widzi, że będzie to moje ulubione miejsce. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem skromnie urządzony pokój. Nie było w nim nic co zasługiwałoby na nazwę luksusowego. Był również balkon, z obecności którego niesamowicie się ucieszyłem, mogłem w końcu zmieniać się w kruka więc naturalnym dla mnie było przebywanie z dala od ziemi. Jako, że nie miałem wiele rzeczy postanowiłem rozpakować się później. zanim się rozpakuję zobaczę jak wygląda szkoła z lotu ptaka. Nic tak bardzo nie uspokaja mnie jak latanie. Jako, że przybyłem tu dziś w nocy nikt nie poinformował mnie co i jak. Postanowiłem więc iść poszukać jakichś informacji na własną rękę. Przechodząc obok kolejnych drzwi zauważyłem przyklejoną do nich kartkę. Zerwałem ją uśmiechając się od ucha do ucha. Po przeczytaniu jej dowiedziałem się, o której jest rozpoczęcie roku. hmmm skoro kartka nadal wisiała, to osoba, która zamieszkuje ten pokój nie wie, o której się wszystko zaczyna. Taaaaak to będzie dobre. pomyślałem i wróciłem czym prędzej do pokoju. Po powrocie do siebie przebrałem się w swoje „odświętne” ubrania po czym wyszedłem pospacerować przed rozpoczęciem zabawy.
Kujaku Ruri'iro
Nazwisko: Ruri'iro
Pseudonim: Blondasek, Kuji
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Klasa: M
Ranga: D
Moc: Często niekontrolowana zamiana miejscem z demonem. Potrafi unosić się nad ziemią.
Osobowość: Kuji wbrew pozorom nie jest potulnym króliczkiem, który przybiegnie do swojego pana kiedy tylko ten go zawoła. To on jest panem i to on decyduje o tym co chce robić. Wręcz uwielbia kiedy ktoś płaszczy się przed nim i prosi o wybaczenie. Może jest taki ponieważ charakter jego towarzysza tak na niego wpłynął? Błędne myśli, Doku jest opanowanym i rozważnym demonem, który bawi się tylko wtedy kiedy jego juvart nadużyje alkoholu bo w pewien sposób jakoś to na niego wpływa.
Historia: Już jako małe dziecko był chłostany i wręcz torturowany przez matkę. Mając zaledwie 5 lat został wyrzucony przez nią z okna (2/3 piętro). Połamał sobie lewą rękę w 3 miejscach oraz doznał trwałego uszkodzenia pewnej części mózgu co teraz odbiło się na jego niekontrolowanej zamianie z demonem. Czemu matka go tak nienawidziła? Był bękartem, ojca w ogóle nie znał. Widocznie syn zbytnio przypominał tatulka dlatego się na nim wyżywała. Pewnego dnia jego matce zachciało się czegoś bardziej ekstremalnego i postanowiła zatłuc syna. Ten na granicy życia i śmierci ujrzał rękę...tak rękę. Bez wahania złapał ją nie myśląc o konsekwencjach. Po tym wszystkim po prostu wstał i zatłukł matkę miażdżąc jej kości, wnętrzności i czaszkę do tego śmiejąc się niczym psychopata. Uciekł z domu zabierając ze sobą tylko swój nieśmiertelnik, na którym jasno i wyraźnie wyryte było jego imię, nazwisko i data urodzenia. Jeśli ktoś był w stanie dojrzeć odwrotną stronę medalika przeczytałby "Doku". I tak to właśnie rozpoczęło się nowe życie dwunastoletniego chłopca. Jednego dnia zatłukł matkę i stał się juvartem. Od tamtego dnia zarabiał na życie jako płatny zabójca. Likwidował kogo trzeba po czym dostawał za to kasę. Jednak któregoś dzionka był na tyle nieostrożny, że zgarnęła go policja (najśmieszniejsze w tym jest to, że trzymał wtedy w dłoni kręgosłup jakiejś kobiety) i zamknęła w szpitalu psychiatrycznym. Tam odsiedział 3 lata po czym go wypuścili. Miał wtedy 16 lat. Mimo, że jego psychopatyczna strona nieco umilkła nadal lubi znęcać się nad ludźmi i może nie koniecznie ranić ich fizycznie, ale psychicznie już na pewno. Do akademii trafił dzięki swojej zastępczej rodzince, która zapewne wystraszyła się tego, że jest juvartem. No cóż...i tak ich nie kochał, a tym bardziej nie traktował jak rodziny. Zwlekał rok z dołączeniem do tutejszej budy.
Partner: Szuka
Inne: Demon który dzieli z nim ciało nazywa się Doku. Przejmuje ciało swojego juvarta w losowych sytuacjach, wtedy zmienia się kolor włosów, oczy a czasem wyrastają mu skrzydła. Do normalnego stanu wraca po około godzinie góra dwóch. Jego przednie kły wyglądają troszkę jak u wampira, ale spokojnie! Nie gryzie...no dobra...gryzie, ale nie wszystkich.
Punkty: 5
Rameneth Zenris
Nazwisko: Zenris
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Klasa:P
Ranga: D
Zwierzę Kruk
Osobowość: cichy, tajemniczy, potrafi rozgryźć większość ludzi i nie boi się użyć lodowatego tonu głosu do wywołania zmieszania u innych
Historia: Od najmłodszych lat żyłem sam. Nie pamiętam ich twarzy. Nauczyłem się tylko jednego. Nikomu nie można zaufać. Ponad swoje życie zawsze stawiam honor, oraz godność kobiety.
Partner: poszukuje partnerki :D
Inne: kiedy indziej ^^
Punkty: 20
Subskrybuj:
Posty (Atom)