-"Poważnie muszę grać kobiecą postać?"-mój towarzysz nie był zadowolony- "innej idiotki nie mogłeś znaleść?"
Westchnąłem. Co za życie...
-A to że ciagle się przy mnie kręcisz to musze jakoś znosić tak?
-"Coś w tym jest..."
-Ok,ok.-Wyciągnąłem różdżke-stój teraz spokojnie. Lupus ut muliebri!!!!
Zajaśniało jasne światło i przed moimi oczami pojawił się Mr.Wolf jako kobieta...
-Ostatni raz dałem się na to nabrać-pokazał mi język
-Nie jęcz-teraz to ja jęknałem-tylko przeżuj tego Mientosa i masz-podałem mu suknie-załóż to.

-Co to ma być?!?-warknął mój nieodłaczny towarzysz niedoli
-Twoja suknia Marto Antonimio-uśmiechnąłem się-tutaj masz swój tekst i eskluzywny dres dresiarzu.-położyłem jej na głowie z tuzin papieru i uciekłem z pokoju zanim mi oczu nie zrobił galarety truskawkowej.
-Heh-zaśmiałem sie cicho-cały on.
Ruszyłem dalej korytarzem śmiejac sie do rozpuku.Ok,ok.Czas na resztę. Najpierw nasz idol Romeo.
Ruszyłem w prawo i kilka minut później zapukałem do drzwi gdzie jak dobrze wiedziałem mieszkał Nath.Akurat dobrze się złożyło po akurat wychodził.
-NATH!!!!!-krzyknąłem machając do niego stertą papieru-mój Romeo!Czemuż ty jesteś Romeo!? ( XD )
-Cicho siedź-mruknął obrażony.
-Nie chcę-wepchnąłem go do pokoju i zamknąłem drzwi-ok. Tutaj masz swój tekst.Masz dwie godziny żeby to wykuć na pamięć bo jak nie to zabije-pokazałem mu palcem jakbym przejechał ostrzem po szyji- a tu? Aaaaa,pośmieją się z ciebie....Twój strój Romeo. Pamiętej tylko że rajstopy mają być widoczne!
-I to tego..łap!-rzuciłem mu moją deskorolke-moja własnośc i to zwrotu! Jak zniszczysz to zabije!!!
-A może ja ciebie?-mruknął Nath jecząc na widok białego odzienia.
-Nie jęcz chłopie.Wyobraź sobie reakcje Ame i Aiu jak cie zobaczą. Żyć nie umierać!Oooo i tak a propo...-rzuciłem w jego strone zamykając drzwi-była jeszcze wersja bez pończoch ale,wolałem tą. Narka!
Udało mi się na szczęście zamknąć drzwi zanim trafiło we mnie krzesło.
-Serio musze postawić ten znak: "Uwaga na latające krzesła"-mruknąłem to siebie rożalony-Teraz moja ulubienica,Julia!!!!
Tylko gdzie ona jest? Zabewnie znowu się z bratem droczą...ach,jak ja kocham te rodzeństwo...
Nagle zauważyłem znajomą postać!
-Aiu!!! Czekaj,no! nie mam szkrzydeł żeby do ciebie lecieć! Tylko Nath je ma!!!
AIU!!!!!!!!!
-jestem,jestem-odwróciła się przyglądając mi się uważnie-co jest?
-Mam nadzieje że Julia powie to trochę inaczej.Tutaj masz tekst,czapke dresową,księzniczko dresów i....twoja suknia-podałem jej pakunek.

-I pamiętaj,pełna gracja i swoboda...Bo prawdobodobnie będzie musiała jeźdźić z tym na desce...
-Yu..-jeknęła
-Wiem,wiem.Yuuki gra zazdrosnika Parysa więc udawaj że go nie cierpisz-wszedłem w jej słowo
-...kiya-dokończyła.
-też cię lubie,pa!!!
Zostawiłem ją oniemiałą na środku korytarza odchadzając kolejną pozycje na liście.Ufff..dopiero trzy osoby a już mi się wszystkiego odechciewa. Kolej na ofiare trojańską:Parysa!!!!
Jak przewidziałem znalazłem Yuuki'ego śpiącego słodko z swojim pokoju.
Wygląda tak miło gdy śpi.A co mi tam? Rezysera nie nalezy ignorować.
Wyciągnąłem trąbke i zagrałem mu na nerwach.
-Wstaje,wstaje no!- Yuuki zerwał się z łóżka-co jest?
-wybacz ze przeszkadzam panie przewodniczący.-powiedziałem-ale reżyser jest bardzo niecierpliwą osobą a ja nie lubie czekać.Wiec...Tutaj masz tekst,miecz weśmiesz swój i...
-Ale ja...
-Ale to masz w kurniku. A tutaj twój strój-położyłem nu na kolanach paczke:
-I pamiętaj!!! Masz dwie godziny żeby się nauczyć tego tekstu!
-Spać...-Yuuki położył się z powrotem
-Pamiętaj o mieczu bo z łuku strzelać raczej nie umiesz...heh,trere fere kuku strzela Parys z łuku-zachichotałem-dobranoc,dramaturgu.
Zamykając drzwi odchaczyłem kolejną osobe. Zostały mi 3 osoby. Najpier Mama Juli czyli Akane.Uhh,mam nadzieje że mnie nie zje...
Wyszedłem z Akademika i ruszyłem w strone sali gimnastycznej gdzie z tego co wiem,przygotowuje sale do rozpoczecia.
-"nawet niezły wystrój"-pomyślałem wchodząc do środka- "oo,jest nasza zmienna przewodnicząca!
-Akane! Gdzie Aiu? Własnej matce nie pomoże?!-rzuciłem w jej stone machając kartkami papieru.
-A ty mi nie pomozesz?-spytała się nad kablami.
-Mam własne sprawy. Między innymi przypilnowanie aktorów czyli między innymi ciebie. Tutaj masz czapke dresową z różą,tekst (dwie godziny na wykucie) i włala! Twoja suknia!!!
-Dzieki,połóżo to na stole.
-Spoko. No to powodzenia!-pomachałem jej ręką zadowolony z faktu ze mnie tym razem nie zjadła i wyszedłem.
-Mama Juli...zaliczona.Teraz pomeczymy...Swietnie,gdzie Soraru?
Znalazłem go w bibliotece gdzie męczył się nad przemówieniem.
-Dopisz Mocium Panie!!!-rzuciłem w jego stronę.
-Cicho myślę..-nawet na mnie nie spojrzał tak bardzo się skupił.
-To myśl,byleby ciszej.-położyłem rzeczy na stole-niestety z przykrością ci oświadczam że nakładam na ciebie nowe obowiązki wynikające z bycia tutułowym Tybaltem. Masz tu obowiązkowa czapke rodu dresów i ta tam...twój prześwietny ubiór.
(Takich gwiazd w oczach nawet Bóg by się nie powstydził)
-Ta,ta...-Soraru ledwie rzucił na nie okiem-możesz stąd iść?
-Moge..a i jeszcze jedno..Masz dwie godziny na nauczenie się tekstu!!!
-ŻE JAK?!? YUKIYA!!!!!!!
-Sajonara-ukłoniłem się i wybiegłem stąd jak najprędzej....
-Ludzie-przekleśliłem kolajną kartkę-ok,Zostali Merkucjo i ksiądz.Ja będę księdzem a Markucjo...o jest!!
Ruszyłem w stronę lasu gdzie zauważyłem siedzącego na drzewie nietypowo dużego białego orła...
-Szarion? Jesteś,świetnie!!-wyciągnąłem różdżke- Eagle man!
Zabłysnęło niebieskie swiatło i przed moimi oczami pojawił się człowiek.
-Twoja rola-podałem mu kartkę i strój-nie zapomnij.Dwie godziny.
Szarion skinął głową to znaczy że się zgodził. Ciekawe czy zmieni zdanie jak zobaczy swój strój który dal niego wybrałem?:
-ok-zacznaczyłem ostatnią pozycje na mojej liście-teraz tylko pczekać i możemy poczekać na przedstawienie. Uwielbiam być Szekspirem!!!!
***********************wiele godzin później...***********
Z niepokojem patrzyłem na widownie składająca się z nauczycieli,uczniów pracowników i przypadkowych gości. Po jakże długim przemówieniu dyrektorki niektórzy ze pospali. Kurcze,czemu ja magnetowonu nie przyniosłem? Nikt nie ma prawa spać kiedy Yukiya sztuke wystawia!!!!
Obejrzałem się na moich aktorów. Stres to naormalna reakcja ale patrząc na nich mam wrażenie że chyba się uduszą. Szarion już dwa razy poszedł się wyrzygać. Mam tylko nadzieje że nie zrobi tego na scenie bo jeśli tak to go udusze...
Oho,pojawiła się nasza kochana dyrektorka.
-wasza kolej-spojrzała mi prosto w oczy-wierze że nie nawalisz.
-Spokojnie,proszę pani.Będzie dobrze-pokazałem jej uniesiony kciuk i wyszedłem na scene.
Na widowni nagle zrobiło się cicho.
-Witam drogie panie i szanownych panów. Bez zbędnych ceregieli zapraszam na przedstawienie pt. "Romeo i Julia na wesoło" napisanych przez(tu chwila ciszy) przez wróżki: Ricki,Yuki (i Dawn xD ) Zapraszam gorąco!!
Rozległy się brawa a ja zjechałem na bok.
-No dobra-wyciągnąłem scenariusz-Nath i Szarion na scene!!!!
Na scenie
S: Czy mnie wzrok nie okłamuje? Coś w kieszeni ci wibruje!
N: Ach jak ja się dobrze czuję, gdy telefon mi wibruje!
S: Lepiej odbierz, bo coś czuję. Wibrowanie źle zwiastuje! Może ktoś podstępnie knuje, kogoś zabić ktoś próbuje, Może giełda bessę czuje, a ja hajsu potrzebuję!
N: Człowieku, nie bądź takim materialistą! Trzeba się wyluzować!
S: Sorry, że ci ciągle truję, lecz czy rymów ci brakuje?
N: Ach, ja rymy ciągle czuję! A telefon wciąż wibruje! <wyjmuje telefon> Haallooo?
Wyciągam komórke i udaję głos pijanego,zrzędliwego 60-latka
Ja: Wy debile! Czemu ciągle się bijecie, weźcie swoich ludzi lepiej, bo znów się pobiły rody, strój powodem jest niezgody, lecz jest pomysł w mojej głowie!
Karę śmierci ustanowię!
S: Mózg Księciunia nie pracuje, rymów z uje już nie czuje.
N: Zaraz tu się zbulwersuję, przestań już rymować z uje! Moi ludzie zastrajkują! Pobić dresa potrzebują!
Koniec sceny
-Dobra,mówie.Szarion nie rób takiej zbolałej miny wyluzuj sie,ok? Teraz Akane i Yuuki. won na scene i Yuuki załóż ten miecz! Bo cię z łusku strzele!!!
Na scenie
Y: Witaj piękna sąsiadko! Pięknej Julii Matko! Mam do ciebie sprawę, ta piękna istotka, córka twoja słodka, zakręciła w mej głowie, bez niej w życiu nic nie zrobię!
A: Słuchaj kolego, za kogo ty się właściwie masz?
Y: Och, mon Dieu, ale gafa! Pozwól że ci się przedstawię. Jestem Parys,syn Mornika.
A: Ach, to zmienia postać rzeczy, twojej sławie nikt nie przeczy, jeśli córka moja młoda zechce cię, ja powiem zgoda.
Y: Kiedy mógłbym bliżej poznać ją? Czy otwarty dla mnie jest wasz dom?
A: Och, nasz dresiarski ród, robi bal że cud, będzie panien w brud, więc jeśli córka moja, nie zechce cię o panie, będziesz miał na zawołanie mnóstwo innych panien.
Y: Och, mon Dieu, więc nie męczę cię i zmywam się!
koniec sceny
Tak to już jest jak się piszę pod wpływem żelków...
-Spoko,było dobrze...a teraz...Yuuki i Aiu. Nath też idziesz ale masz stac z boku i się przysłuchiwać!!!
Na scenie
Y: Och mon Dieu, co takie piękne dziewczę robi na przyjęciu samo?
A: Które dziewczę? <rozgląda się>
Y: Ach ty, piękna bździągwo! Pozwól że ci się oświadczę.
A: <z odrazą na twarzy> Ach łaskawy panie, czy nie wiecie? Przy pierwszym spotkaniu nie oświadcza się kobiecie!
Y: <mierząc ją wzrokiem> Kobiecie??? Ach… tak… <traci rezon.. po chwili> Ach, takie piękne dziewczę odrzuca mnie! Lecz jeszcze wrócę, by ponownie oświadczyć się! Parys odchodzi
<do Aiu podchodzi Nathaniel>
N: Ej foko, wpadłaś mi w oko, rozglądasz się w koło, minę masz wesołą, grzywkę spuszczoną na bok, nogę za nogą stawiasz jak modelka, wyczułaś, że na ciebie zerkam.
<Aiu podchodzi bliżej>
N: Podchodzisz tak blisko, że czuję twój zapach, działa na mnie jak drin z dodatkiem afrodyzjaka, kici kici kotku, jak ci na imię?
A: Julia
N: Chodź stań tu przy mnie, chcę zobaczyć co mówią twe oczy,
tajemnicze jak piaski pustyni, jak ocean niebieskie, gdy patrzę na ciebie czuję szczęście, gdy patrzę na ciebie mówię wierszem, ten rym gra me serce, wśród fok jesteś mercem.
A: O maj gad, jaki freestyle.
N: Chodź na decka, będzie fajnie!
A: Ale ja jestem dziewicą, i tu mówię szczerze. A jak ci na imię, mój cudny raperze?
N: Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam… O imię me nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj…
A: Czy ja wiem…
N: Będzie dobrze dzieciak, elo! Do góry głowa, będzie dobrze dzieciak, uwierz w to, a tak będzie!
Koniec sceny
-Ok,Nath wiecej pasji w te słowa. To twoja Julia,chłopie!! Twoja miłość,twoja Ewa zanim cie zdradziła z mężem,zguba twojej kasy!!! Wysil się no!-machnąłem ręką.
-Eeee..ok-Nath poprawił ze rajstopy-mogę się przebrać?
-NIE!Aiu,Mr.Wolf gotowi?
-Jasne.
-Zabije cię potem za to-mruknął mój wilk.
-Ta,ta. Na scene!!!
Na scenie
W: Gdzieś ty była!?
A: Jeździłam na desce…
W: Ród dresów nie jeździ na desce! Jakaś zmieniona jesteś!
A: <rozmarzona> Nic się nie zmieniło, ten sam krajobraz za oknem, ten sam wiatr wieje, te same drzewa mokną…
W: Mówisz wierszem! Z kim byłaś?
A: <zaczyna mówić> Pojawia się i znika…….
W: Och, tyś była z Rome’em!!! Jak mogłaś!? On jest ze zwaśnionego skejtów rodu! Nie ma wstępu do naszego grodu!
A: Ale ja go kocham nad życie! Ubiór to tylko okrycie, najważniejsze sobą bycie. Och Marto, pomóż Julii biednej, połączyć się z nim małżeńskim węzłem!
W: <na boku> No Okej, pomogę jej, może i mi się trafi jakiś skejt. <do Aiu> Miłość wszelkie kruszy mury, pomogę, lecz ostrzegam z góry, skejci z dresami walczą z grubej rury.
A: Cenię pomoc twoją Marto, z tobą się przyjaźnić warto! Och, idę na balkon. Romeo mnie woła, jaka ja dzisiaj jestem wesoła!
Koniec sceny
Oooo teraz moja ulubiona część
-Nathaniel i Aiu won mi grać! Nath pamiętaj.chcę czuć te uczucia z twoich ust. I zero jęczenia..
-Jakbym mógł-jęknął
Na scenie
N: Siema młoda, tak se myślałem, chodź się chajtniemy, będą jaja jak się starzy dowiedzą!
A: Ależ mości rycerzu, toć pierwsze to nasze spotkanie, powinno być chwilą wzniosłą, tętniąca emocją! Może jakąś balladę zaśpiewaj! Poemat? Sonecik? Fraszkę jakąś ? Cokolwiek! <prosi>
N: Jakoś nie mam weny.
A: Ależ Romeo! <mówi oburzona>
N: No dobra. Wierszyk. Może być? <klęka przed Aiu> Stoję sobie nad kałużą, a ta kałuża jest taka duża, bo przed chwilą była burza, a gdy jest burza to niebo się zachmurza i pada deszcz i stąd ta kałuża.
A: E…..e…….e…….. Pięknie, jakiś ty liryczny, romantyczny, sympatyczny. E… wzruszyłam się! <udaje, że wyciera łzy>
N: Nie łam się lala, przełam się! Musze pogadać z tą starą bździągwą co cię niańczy, kopsnij się po nią.
Koniec sceny
-Dobra-siegnąłem po kartkę-Aiu schodzi a Mr.Wolf wchodzi. Gdzie moja kawa!!!!!!!?????
Na scenie
W: Czegóż chcesz od nas o Panie, nieszczęście ściągasz jak na zawołanie. Lecz z tego co słyszałam, miłość cię przygnała <na boku> więc może zmieni swoje przekonania co do tego, która z panien chce, i wybierze mnie! <Pada w ramiona Nathaniela> Och, mdleję! <nath łapie wolfa>
W: Och, dotyka mnie, przechodzą mnie dreszcze, ach rób tak jeszcze , jeszcze!
N: O! Zemdlała, nie mam siły jej trzymać. <Upuszcza Wolfa, która próbuje się podnieść, otrząsa się powoli i zaczyna od nowa>
W: Och, jakiś ty silny panie, będę pamiętać twe twarde, męskie………. ramię.
N: Słuchaj kotuś. Chcę się chajtnąc z Julką. Kopsnij się jutro do Laurentego, obliczymy koszty ślubu.
W: Wielka twa miłość dla tej panny, czy ty tam będziesz? Czy się spotkamy?
N: Ja będę palił jointy i jeździł na desce
W: <zbita z tropu> Ach szkoda, znaczy się … dobrze. Z radością przyjdę ustalić ślub <na boku> albo wasz pogrzeb. <Nath schodzi ze sceny, na której została Wolf.> Kocham Romea, on woli Julię kochać, a więc nie będę czekać ni szlochać, i nim tych dwoje ksiądz połączy, ich żywot dzięki mnie się skończy.
Koniec sceny
-Ok...teraz..Szarion i Soraru. Zaraz,gdzie Soraru?!? Zabije go!!! Miał ty być!O jest!!
Po chwil pcham Soraru który trzymał pączka w ustach.
-Serio musze to robić? Śpiacy jestem...
-Mam to gdzieś na scene!!!!
Na scenie..
SZ: O dres, dres! Chodzi w dresie, żeby nie znaleźć się w lesie. Dresy śmierdzą!!!!!!!!!!!!!!!!!
So:eeee....<chwila ciszy> A ty co? W gacie narobiłeś?? Ge-he! Krok ci wisi w kolanach, chodzisz spalony od wieczora do rana i myślisz że jakaś laska jest tak najarana, że pomyśli, że coś go wypełnia? ! Przecież to sama bawełna!
SZ: Co?! Jak śmiesz?
So: Chodzę w dresie, bo dresy są silne, jak wieść niesie, mam trzy paski, lecą na to wszystkie laski. Wożę się srebrnym lexusem, o świetności swej mówić nie muszę.eeee..ak to...aaa! Każdy w mieście zna Tybalta, który zmienia laski w auta, więc nie zadzieraj z dresów rodem, bo wywieziemy cię samochodem, dla nas jesteś nikim, cienkim zawodnikiem, zapatrzonym w siebie malutkim skejcikiem, spuściportkiem, który w krok okrywa workiem. Jesteś dnem rozpaczy, dres ci tego nie wybaczy. Ge-he!
SZ: Wrzuć na luz, koleś.
So: Co on gada, czy on mnie obraża? Coś takiego się wśród dresów nie zdarza.
<Soraru rzuca się na Szariona, robiąc mu dziurę w bluzie>
Koniec sceny
-Nath na scene! I zostaw te rajstopy!!!-krzyknąłem
Na scenie
<Nathaniel wchodzi na scenę, Szarion podnosi się>
SZ: Oto ja i moi ludzie, tak samo jak ty i twoi ludzie, mamy plany i marzenia duże, do celu idąc pokonamy dresów. <zagląda do portfela> Cham! Zgniótł mi moją lufkę.
N: Teraz za to zginiesz. <Udaje, że zabija Soraru, który się drze>
Koniec sceny
-ąuć...to musiało boleć. Ok-poprawiłem swój strój-Ja,Nathaniel i Aiu na scene. Chodźcie...I pamietajcie..to wasz ślub.
-Mam nadzieje że w realu to się nie stanie-mruknął Nath.
Na scenie
Ja: Zebraliśmy się tu żeby połączyć tych dwoje świętym węzłem małżeńskim… Sorry dzieciaki ze nie ma tu miejsca na freestajl, ale ta scena wymaga ode mnie powagi. Mam nadzieje że to Julia zostanie skatem, a nie Romeo sprofanuje święte spodnie z krokiem w kolanach…
A: Tak właśnie się stanie
Teraz morderstwo...Wolf na scene!!!!
(Wolf: no nareszcie....)
<Wolf wchodzi z nożem na scenę i udaje, że zabija Nathaniela i Akane.Wolf wzrusza ramionami i podchodzi do mnie>
W: <rzuca portfel> Miłość rządzi się swoimi prawami. Romeo mnie nie chciał więc krew teraz kościół plami. Ty braciszku siedź tu cicho , by i ciebie nie wzięło licho, masz tu kasy całkiem sporo i siedź cicho głupia zmoro .
Ja: <licząc kasę z zadowoleniem> Dobra, teraz ni słówka nie pisnę. Mam tyle kasy ze wszędzie się wcisnę.
W: Jadę z Parysem do Bangladeszu. Nara <macha na pożegnanie>
Koniec sceny
Ja i Wolf zeszliśmy na bok.
-Dobra,Akane.Won mi grać Matkę Bolesną. Za chwile do ciebie dołącze...
Na scenie
Ak: <płacze, wchodze ja> ooooooooooooo!!!!!
Ja: Wiem, wiem to okropne .
Ak: No ale taka tragedia, taka masakra w biały dzień
Ja: No straszne! Zginęli tak młodo
Ak: Jasna dupa, co mnie to obchodzi ?!? Ciastko mi z talerza spadło, a taką ochotę na nie miałam! Mój ukochany sernik z truskawkami!!
Ja: <konsternacja> A aa aaa a… to się nie martw. Teraz mam tyle kasy, że ci kupię sto serników z truskawkami. O! <wyciąga lakrymę, rozmawia z kims przez chwilę, po czym zwracam się do Akane> Ty, słuchaj, Merkucjo mówi, że odkrył swoje prawdziwe powołanie i uciekł z mleczarzem na drugi koniec krolestwa…
Ak: Ta, on zawsze był jakiś inny. Ale moje ciastko!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ja: No dobra, wyluzuj zjesz w kawiarence. Ale najpierw musisz się rozwieść, to weźmiemy ślub.
Ak: Czy nie dociera do ciebie? Mój mąż dawno zginął w sławnej bitwie o Wieżę Pańską, w krwi kałuży i cichą piosnką. Poginęły tam wszystkie bliskie mi chłopaki. Jeden tylko dotarł do Włoch, ale on już dawno ożeniony z córką Heńka z poczty. Poza tym jesteś księdzem!!!
Ja: Zrzucę habit, zostanę krawcem
Ak: Chyba pan żartować łaskaw, toć nie mogę wyjść za krawca!
Ja: To zostanę ogrodnikiem zawsze kochałem kwiaty <schodze na chwilkę ze sceny i wracam z konewką pełna wody, zaczynam śpiewać piosenkę, a Akane nuci do rytmu> Kiedy deszcz nie pada i wody coraz mniej, co mówię na to ja? Konewka! Kiedy kwiatki schną I Julia mówi hej! Co mówię na to ja? Konewka! Mam konewkę, w ręce lewej <podnoszę ja i pokazuje> Siedzę pod drzewem i leję, leję, leję. Słońce grzeje, jeje, jeje, jeje, póki mam konewkę jeszcze tak źle nie jest. Jestem tu po to, żeby konewką chlusnąć <macham konewką tak, że rozlewam wodę, która leci na publiczność> Kwiatki nie uschną, bo ja im kurde nie dam uschnąć. Będę sikał jak ze sikawki strażak, to jest konewka więc uważaj!
Koniec sceny
Czy ja już mówiłem że kocham te robotę?
-Taaa-mr.Wolf pogrzebał przy uchu-możesz mnie odczarować?
-Nie,słodki jesteś w tej postaci..
-YUKIYA!!!!!
Wielkie podziękowania dla tego wspaniałego człowieka o imieniu Dr. Agbazara, wielki rzucający, który przywraca radość z pomocy w przywróceniu mojego kochanka, który oderwał się ode mnie cztery miesiące temu, ale teraz, z pomocą dr. Agbazara, wielka miłość, rzuca zaklęcia. Dzięki mu. Możesz również poprosić go o pomoc, gdy będziesz go potrzebować w trudnych czasach: ( agbazara@gmail.com ) lub WhatsApp ( +2348104102662 )
OdpowiedzUsuń