Przez chwile przestałem zwracać uwagę na czynnik ludzki zwany obecnie
moją siostrą. Spojrzałem jeszcze raz na katanę marszcząc przy tym brwi.
Przyznam się szczerze, że sam jej wygląd przyprawiał o dreszcze. Była
czarna, a tylko kawałek ostrza zabarwiony był na zielono.
- Aiu idź do siebie, przygotuj się na rozpoczęcie – rozkazałem
- Dobra, a Ty gnij tu sobie, wróć! Nie zgnij tylko całkowicie bo masz
zjawić się na rozpoczęciu…jasne? – zapytała z wrednym uśmieszkiem na
twarzy
- Nie rozkazuj mi, smarku – syknąłem – Wypad…
Dziewczyna wyszła z pokoju, nie chciałem być taki ostry, ale to
silniejsze ode mnie. Naprawdę ciężko mi się żyje z teraźniejszą
siostrzyczką. Faktycznie, było kilka nieprzyjemnych chwil w jej życiu,
ale żeby nie chcieć odzyskiwać wspomnień? Prychnąłem niczym kot który
nie chce przyjąć do wiadomości, że nie uda mu się wcisnąć do małej
szklanej butelki. Pewnie nic by się nie stało gdybym nie zgodził się aby
jechała na te wycieczkę. Tak, męczą mnie wyrzuty sumienia, a po nocach
miewam koszmary. Widzę wtedy zakrwawione ciało mojej siostry które z
wyrzutem powtarza „Dlaczego pozwoliłeś mi tam jechać?” i tak w kółko.
Właśnie dlatego często nie sypiam, a jedyne co wtedy robię aby odgonić
od siebie wszystkie niepotrzebne myśli to ślęczenie nad podręcznikami.
Przeczesałem dłonią włosy zdając sobie sprawę, że powinienem już zacząć
się szykować. W sumie to mam jeszcze około 2 godziny. Podniosłem katanę,
a przede mną tak po prostu pojawił się jakiś chłopak. Przetarłem oczy a
on zniknął. No proszę…jeszcze halucynacje do tego. Czyli jednak moje
obawy co do tej broni były słuszne. Może jest przeklęta czy coś
takiego…chciałem wyrzucić te myśli z głowy. Kto dałby swojemu synowi
katanę która może go w jakiś sposób zranić, opętać czy jak kto chce to
sobie nazywać. Spoważniałem i odłożyłem ją na miejsce. Zabrałem z szafki
jakieś ubrania i poszedłem się przebrać. W sumie nie było to coś
specjalnego. Granatowe rurki, jasnoniebieska koszula, trampki i
oczywiście moje różowe okulary. Tak, one są różowe. Nie mam pojęcia co
przeszkadza niektórym w ich kolorze. Prychnąłem na samą myśl szydzących
ze mnie uczniów w poprzedniej szkole i gotowy do wyjścia sięgnąłem po
broń i wyszedłem zamykając pokój na klucz. Z tego co wiem niewiele jest
osób w mojej klasie…ale to lepiej. Boję się tylko jakiś łączonych lekcji
bo nie wytrzymam z większa grupą uczniów…a uczniowie klasy magicznej
zapewne dysponują jakimiś zakazanymi technikami rodem z powieści
fantasty. Ruszyłem przed siebie, a wychodząc z budynku spostrzegłem
kilkoro uczniów którzy kierowali się w stronę budynku w którym miała
odbyć się uroczystość…jestem ciekaw czy Aiu się nie spóźni. Znając ją
pewnie zawraca teraz komuś głowę jej spostrzeżeniami. Niestety nic na to
nie poradzę…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz