Była noc. Nad spokojnym miasteczkiem Nemuri zapadł cień. Gdyby przyjrzeć
się bliżej niebu można by było dostrzec dziwny kształt szybujący na
niebie. Czy to ptak?Czy to samolot?
Tajemnicze stworzenie szykowało się do lądowania najwyraźniej wiedząc
dokąd się udaje. Po chwili zniknął pod ziemią i tyle go Naziemni
widzieli.
Strażnik na warcie podrapał się po czole i pokręcił głową. To musiała być tylko wizja. Nic wielkiego...
Tymczasem głęboko pod ziemią tajemnicze stworzenie wylądowało i weszło w
światła latarni. Można było dostrzec nietoperze skrzydła,wąską głowę i
wielkie szpony a złote łuski sprawiały że nawet paw schowałby głowę w
piasek.
Tajemniczy smok rozejrzał się i zatrzepotał powiekami najwyraźniej
rozglądając się. Zadowolony z siebie warknął i po chwili otoczył go dym.
Trwało to kilka minut a gdy dym opadł smok zniknął a na jego miejsce
pojawiła się wysoka i chuda brunetka o ciemnych oczach. Rozciągnęła się z
radością.
-No nareszcie!!-uśmiechnęła się-dziadek Rob mógłby mi dać jakąś mapę czy
jak... Chyba złamałam ze skrzydło przy lądowaniu ale co mi dam!
Ruszyła żwawo drogą kierując się w dobrze znanym kierunku.
Po jakiś kilku minutach na ścianie pojawiła się dziura przez którą
przeszła rozglądając się wokoło.Pusto. Na szczęście. Bo inaczej
dostałoby jej się za rozwalenie ściany.
Poprawiła worek który niosła na plecach i udała się do pokoju oznaczonego napisem "dyrektor".
-Proszę-usłyszała za drzwi żeński głos.
Sasha westchnęła i weszła do środka. Przebywała tam pół godziny a kiedy wyszła trzymała w dłoni kartkę z jakimś drukiem.
-Pokój 99-śmiała się-no pięknie.
Wyszła z głównego budynku i ruszyła w stronę akademika gdzie na drzwiach
do swojego nowego pokoju znalazła kartkę z informacją o rozpoczęciu
roku szkolnego.
-brawo ja..Trafiłam akurat w odpowiedni moment....
Weszła do środka i przebrana o godz.18 ruszyła w stronę sali gimnastycznej wraz z innymi uczniami.
Przemówienie dyrektorki było dosyć monotonne ale przedstawienie jej
zdaniem było prześmieszne. Nie wiedziała że to tej szkoły chodzą tacy
uzdolnieniu uczniowie. Już jej się to miejsce podobało. Ciekawe co
będzie jutro jak pozna innych uczniów?
Uwaga!
Wszystkich uczniów proszę, aby przerwali aktualny wątek i byli wolni. Wasza postać może np. pójść do pokoju, potrenować, czy coś innego. Wymyślicie coś, wierzę w was. :p Należy przeczytać najnowszy Post od Akane!
Oznajmiam również, że niedługo otrzymacie od nas pewne informacje, z których w niedalekiej przyszłości będzie test.
sobota, 1 sierpnia 2015
Od Ramenth
W trakcie przemówienia
chciałem wyjść z sali, ale jeden z nauczycieli złapał mnie za za
ramię i gestem wysłał na swoje miejsce. Kilka minut później po
skończonej mowie nadszedł czas na przedstawienie zorganizowane
przez uczniów. Miałem nadzieję, że nie będzie ono tak samo
nudne jak przemowa Pani dyrektor.
Zaczęło się. Słysząc pierwsze dwa zdania starałem się zachować powagę, było to jednak nie możliwe. Czy mnie wzrok nie okłamuje? Coś w kieszeni ci wibruje!
Ach jak ja się dobrze czuję, gdy TELEFON mi wibruje!Uśmiechnąłem się mimowolnie. Zacząłem się zastanawiać, czy dam radę wytrzymać do samego końca przedstawienia nie płacząc ze śmiechu. Jednak czas upływał i było coraz gorzej. Jedna scena po drugiej rozwalały i tak już nadkruszony mur powagi, którym starałem się ochronić.
Podchodzisz tak blisko, że czuję twój zapach, działa na mnie jak drin z dodatkiem afrodyzjaka, kici kici kotku, jak ci na imię?
Julia
Chodź stań tu przy mnie, chcę zobaczyć co mówią twe oczy,
tajemnicze jak piaski pustyni, jak ocean niebieskie, gdy patrzę na ciebie czuję szczęście, gdy patrzę na ciebie mówię wierszem, ten rym gra me serce, wśród fok jesteś mercem.
A: O maj gad, jaki freestyle.
Chodź na decka, będzie fajnie!
Ale ja jestem dziewicą, i tu mówię szczerze. A jak ci na imię, mój cudny raperze?
Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam… O imię me nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj…
Czy ja wiem…
: Będzie dobrze dzieciak, elo! Do góry głowa, będzie dobrze dzieciak, uwierz w to, a tak będzie!
Po tej części nie wytrzymałem i zacząłem śmiać się jak opętany. Nauczyciel, który wcześniej powstrzymał mnie przed wyjściem z sali popatrzył na mnie karcącym wzrokiem, ale nic więcej nie zrobił. Nie odezwał się nawet słowem. Przypuszczałem, że również musi się bardzo starać, aby zachować powagę podczas tego występu. Z czasem zaczął boleć mnie brzuch. Spowodowane to było nieustannym śmiechem, którego nie byłem żaden sposób powstrzymać. Kucnąłem aby chodź trochę zniwelować uczucie bólu, ale i to nie pomogło. Przedstawienie ewidentnie zmierzało ku końcowi, a ja zbliżałem się ku ziemi. Pod sam koniec * taką przynajmniej mam nadzieję * leżałem na podłodze. Rękawy koszuli, którą ubrałem na to wydarzenie były całe mokre od ocierania nimi łez płynących po mojej twarzy.
Po zakończonym przedstawieniu nadal leżąc na ziemi i trzymając się za brzuch chciałem klaskać, ale nie mogłem. Starałem się również uspokoić, lecz nie było to łatwym zadaniem, ponieważ w głowie cały czas pojawiały się scenki z obejrzanego właśnie występu. Nie wiedząc co będzie dalej nadal chichocząc podniosłem się z podłogi, otrzepałem swoje ubrania. Do głowy przyszła mi jedna myśl * Mam nadzieję, że to już koniec ceremonii. Muszę się położyć i odpocząć. * Popatrzyłem w kierunku nauczyciela, który powstrzymał mnie przed opuszczeniem sali i powiedziałem cicho. - Przepraszam bardzo.- Ten słysząc moje słowa uśmiechnął się lekko i kiwnął głową na znak, że przyjmuje moje przeprosiny. - Czy ceremonia dobiegła już końca? - zapytałem, lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nie pozostało mi więc nic więcej jak stać na swoim miejscu, starać się być poważnym i czekać na rozwój wypadków.
Zaczęło się. Słysząc pierwsze dwa zdania starałem się zachować powagę, było to jednak nie możliwe. Czy mnie wzrok nie okłamuje? Coś w kieszeni ci wibruje!
Ach jak ja się dobrze czuję, gdy TELEFON mi wibruje!Uśmiechnąłem się mimowolnie. Zacząłem się zastanawiać, czy dam radę wytrzymać do samego końca przedstawienia nie płacząc ze śmiechu. Jednak czas upływał i było coraz gorzej. Jedna scena po drugiej rozwalały i tak już nadkruszony mur powagi, którym starałem się ochronić.
Podchodzisz tak blisko, że czuję twój zapach, działa na mnie jak drin z dodatkiem afrodyzjaka, kici kici kotku, jak ci na imię?
Julia
Chodź stań tu przy mnie, chcę zobaczyć co mówią twe oczy,
tajemnicze jak piaski pustyni, jak ocean niebieskie, gdy patrzę na ciebie czuję szczęście, gdy patrzę na ciebie mówię wierszem, ten rym gra me serce, wśród fok jesteś mercem.
A: O maj gad, jaki freestyle.
Chodź na decka, będzie fajnie!
Ale ja jestem dziewicą, i tu mówię szczerze. A jak ci na imię, mój cudny raperze?
Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam… O imię me nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj…
Czy ja wiem…
: Będzie dobrze dzieciak, elo! Do góry głowa, będzie dobrze dzieciak, uwierz w to, a tak będzie!
Po tej części nie wytrzymałem i zacząłem śmiać się jak opętany. Nauczyciel, który wcześniej powstrzymał mnie przed wyjściem z sali popatrzył na mnie karcącym wzrokiem, ale nic więcej nie zrobił. Nie odezwał się nawet słowem. Przypuszczałem, że również musi się bardzo starać, aby zachować powagę podczas tego występu. Z czasem zaczął boleć mnie brzuch. Spowodowane to było nieustannym śmiechem, którego nie byłem żaden sposób powstrzymać. Kucnąłem aby chodź trochę zniwelować uczucie bólu, ale i to nie pomogło. Przedstawienie ewidentnie zmierzało ku końcowi, a ja zbliżałem się ku ziemi. Pod sam koniec * taką przynajmniej mam nadzieję * leżałem na podłodze. Rękawy koszuli, którą ubrałem na to wydarzenie były całe mokre od ocierania nimi łez płynących po mojej twarzy.
Po zakończonym przedstawieniu nadal leżąc na ziemi i trzymając się za brzuch chciałem klaskać, ale nie mogłem. Starałem się również uspokoić, lecz nie było to łatwym zadaniem, ponieważ w głowie cały czas pojawiały się scenki z obejrzanego właśnie występu. Nie wiedząc co będzie dalej nadal chichocząc podniosłem się z podłogi, otrzepałem swoje ubrania. Do głowy przyszła mi jedna myśl * Mam nadzieję, że to już koniec ceremonii. Muszę się położyć i odpocząć. * Popatrzyłem w kierunku nauczyciela, który powstrzymał mnie przed opuszczeniem sali i powiedziałem cicho. - Przepraszam bardzo.- Ten słysząc moje słowa uśmiechnął się lekko i kiwnął głową na znak, że przyjmuje moje przeprosiny. - Czy ceremonia dobiegła już końca? - zapytałem, lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nie pozostało mi więc nic więcej jak stać na swoim miejscu, starać się być poważnym i czekać na rozwój wypadków.
Od Anastazji
Jak zwykle spóźniłam się na
rozpoczęcie. Gdy weszłam moim oczom ukazała się scena na której
stanął Yukiya i powiedział:
- Witam drogie panie i szanownych panów. Bez zbędnych ceregieli zapraszam na przedstawienie pt. "Romeo i Julia na wesoło" napisanych przez(tu chwila ciszy) przez wróżki: Ricki, Yuki (i Dawn xD )
Przyłączyłam się do widowni siadając na wolnym miejscu na początku rzędu, który był od razu przy scenie i pomyślałam, że będzie ciekawie się trochę pośmiać. Oglądałam kilka scen i powoli się zbliżało do końca. Zrobiłam ocenę i najbardziej spodobało mi się ubranie Romeo (nie znałam tego chłopaka jeszcze, ale wydawał się zawstydzony chodząc w tych rajstopach, ale ten kto wybrał stroje miał świetny gust do rozśmieszenia publiczności). Kolejną osoba, którą oceniłam była Marta. Nie kojarzyło mi się byśmy mieli tu taką osobę, jedynie faceta, stwierdziłam, więc że ktoś musiał go przemienić. A efekt ten był powalający. Kolejna osoba Merkucjo wydawał się bardzo zdenerwowany, ale no i tak mu dobrze poszło. Reszty nie oceniałam, bo zajęło by mi to dłużej, a akurat zaczęła się ostatnia scena.
Yu: Wiem, wiem to okropne .
Ak: No ale taka tragedia, taka masakra w biały dzień
Yu: No straszne! Zginęli tak młodo
Ak: Jasna dupa, co mnie to obchodzi ?!? Ciastko mi z talerza spadło, a taką ochotę na nie miałam! Mój ukochany sernik z truskawkami!!
(Śmiałam się do końca)
Yu: <konsternacja> A aa aaa a… to się nie martw. Teraz mam tyle kasy, że ci kupię sto serników z truskawkami. O! <wyciąga lakrymę, rozmawia z kimś przez chwilę, po czym zwracam się do Akane> Ty, słuchaj, Merkucjo mówi, że odkrył swoje prawdziwe powołanie i uciekł z mleczarzem na drugi koniec królestwa…
Ak: Ta, on zawsze był jakiś inny. Ale moje ciastko!!!!!!!!!!!!!!!!!
Yu: No dobra, wyluzuj zjesz w kawiarence. Ale najpierw musisz się rozwieść, to weźmiemy ślub.
Ak: Czy nie dociera do ciebie? Mój mąż dawno zginął w sławnej bitwie o Wieżę Pańską, w krwi kałuży i cichą piosnką. Poginęły tam wszystkie bliskie mi chłopaki. Jeden tylko dotarł do Włoch, ale on już dawno ożeniony z córką Heńka z poczty. Poza tym jesteś księdzem!!!
Yu: Zrzucę habit, zostanę krawcem
Ak: Chyba pan żartować łaskaw, toć nie mogę wyjść za krawca!
Yu: To zostanę ogrodnikiem zawsze kochałem kwiaty <schodzę na chwilkę ze sceny i wracam z konewką pełna wody, zaczynam śpiewać piosenkę, a Akane nuci do rytmu> Kiedy deszcz nie pada i wody coraz mniej, co mówię na to ja? Konewka! Kiedy kwiatki schną I Julia mówi hej! Co mówię na to ja? Konewka! Mam konewkę, w ręce lewej <podnoszę ja i pokazuje> Siedzę pod drzewem i leję, leję, leję. Słońce grzeje, jeje, jeje, jeje, póki mam konewkę jeszcze tak źle nie jest. Jestem tu po to, żeby konewką chlusnąć <macham konewką tak, że rozlewam wodę, która leci na publiczność> Kwiatki nie uschną, bo ja im kurde nie dam uschnąć. Będę sikał jak ze sikawki strażak, to jest konewka więc uważaj!
- Witam drogie panie i szanownych panów. Bez zbędnych ceregieli zapraszam na przedstawienie pt. "Romeo i Julia na wesoło" napisanych przez(tu chwila ciszy) przez wróżki: Ricki, Yuki (i Dawn xD )
Przyłączyłam się do widowni siadając na wolnym miejscu na początku rzędu, który był od razu przy scenie i pomyślałam, że będzie ciekawie się trochę pośmiać. Oglądałam kilka scen i powoli się zbliżało do końca. Zrobiłam ocenę i najbardziej spodobało mi się ubranie Romeo (nie znałam tego chłopaka jeszcze, ale wydawał się zawstydzony chodząc w tych rajstopach, ale ten kto wybrał stroje miał świetny gust do rozśmieszenia publiczności). Kolejną osoba, którą oceniłam była Marta. Nie kojarzyło mi się byśmy mieli tu taką osobę, jedynie faceta, stwierdziłam, więc że ktoś musiał go przemienić. A efekt ten był powalający. Kolejna osoba Merkucjo wydawał się bardzo zdenerwowany, ale no i tak mu dobrze poszło. Reszty nie oceniałam, bo zajęło by mi to dłużej, a akurat zaczęła się ostatnia scena.
Yu: Wiem, wiem to okropne .
Ak: No ale taka tragedia, taka masakra w biały dzień
Yu: No straszne! Zginęli tak młodo
Ak: Jasna dupa, co mnie to obchodzi ?!? Ciastko mi z talerza spadło, a taką ochotę na nie miałam! Mój ukochany sernik z truskawkami!!
(Śmiałam się do końca)
Yu: <konsternacja> A aa aaa a… to się nie martw. Teraz mam tyle kasy, że ci kupię sto serników z truskawkami. O! <wyciąga lakrymę, rozmawia z kimś przez chwilę, po czym zwracam się do Akane> Ty, słuchaj, Merkucjo mówi, że odkrył swoje prawdziwe powołanie i uciekł z mleczarzem na drugi koniec królestwa…
Ak: Ta, on zawsze był jakiś inny. Ale moje ciastko!!!!!!!!!!!!!!!!!
Yu: No dobra, wyluzuj zjesz w kawiarence. Ale najpierw musisz się rozwieść, to weźmiemy ślub.
Ak: Czy nie dociera do ciebie? Mój mąż dawno zginął w sławnej bitwie o Wieżę Pańską, w krwi kałuży i cichą piosnką. Poginęły tam wszystkie bliskie mi chłopaki. Jeden tylko dotarł do Włoch, ale on już dawno ożeniony z córką Heńka z poczty. Poza tym jesteś księdzem!!!
Yu: Zrzucę habit, zostanę krawcem
Ak: Chyba pan żartować łaskaw, toć nie mogę wyjść za krawca!
Yu: To zostanę ogrodnikiem zawsze kochałem kwiaty <schodzę na chwilkę ze sceny i wracam z konewką pełna wody, zaczynam śpiewać piosenkę, a Akane nuci do rytmu> Kiedy deszcz nie pada i wody coraz mniej, co mówię na to ja? Konewka! Kiedy kwiatki schną I Julia mówi hej! Co mówię na to ja? Konewka! Mam konewkę, w ręce lewej <podnoszę ja i pokazuje> Siedzę pod drzewem i leję, leję, leję. Słońce grzeje, jeje, jeje, jeje, póki mam konewkę jeszcze tak źle nie jest. Jestem tu po to, żeby konewką chlusnąć <macham konewką tak, że rozlewam wodę, która leci na publiczność> Kwiatki nie uschną, bo ja im kurde nie dam uschnąć. Będę sikał jak ze sikawki strażak, to jest konewka więc uważaj!
Ak:
<płacze, wchodzi ksiądz> ooooooooooooo!!!!!
-
O nie … Tylko nie woda ! Nie znoszę wody! Nie, nie, nie tylko nie
to! – krzyczałam w myślach – a po chwili moje uszy i ogon się
ukazały. Byłam cała mokra, tak to jest gdy się siedzi w pierwszym
rzędzie. Postanowiłam już nigdy więcej nie siadać w pierwszym
rzędzie. Cały czas czułam się obserwowana przez innych, a gdy tak
się dzieje to zaraz zamieniam się w prawdziwego tygrysa. Moja
zmiana dokonywała się próbowałam powstrzymać ją, ale to nic nie
daje. Gdy stawałam się tygrysem, wszystko inne nie miało sensu,
ani ludzie, ani nic innego. Mogła być zdolna do wszystkiego…
Upadłam na podłogę i pomyślałam tylko o jednym, „ Że teraz
przyda im się kaganiec i smycz na mnie.” Byłam tygrysem, białym
z czarnymi pręgami i niebieskimi oczami.
Tygrys
na początku nic nie robił jednak pozory mylą i ukazała się zła
strona jego. Ana zaczęła swoje przedstawienie. Na pierwszy plan
poszły krzesła, wszyscy obok odsunęli się, a nauczyciele i
nauczycielki zaczęli chronić innych uczniów. Bo gdy zabije serce
bestii nie łatwo jest ją powstrzymać nawet najlepszym. Tygrys
zaczął wszystko niszczyć, zrobił się chaos. Niektórzy zostawali
inni natomiast uciekali jak najdalej. Anastazja wiedziała tylko
tyle, żądza krwi była silniejsza od niej i wiedziała, że nikt
nie odezwie się do niej. Uwięziona w skórze tygrysa czekała, aż
ktoś jej pomoże się zmienić z powrotem w łagodną osobę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
