W trakcie przemówienia
chciałem wyjść z sali, ale jeden z nauczycieli złapał mnie za za
ramię i gestem wysłał na swoje miejsce. Kilka minut później po
skończonej mowie nadszedł czas na przedstawienie zorganizowane
przez uczniów. Miałem nadzieję, że nie będzie ono tak samo
nudne jak przemowa Pani dyrektor.
Zaczęło się. Słysząc pierwsze dwa zdania starałem się zachować powagę, było to jednak nie możliwe. Czy mnie wzrok nie okłamuje? Coś w kieszeni ci wibruje!
Ach jak ja się dobrze czuję, gdy TELEFON mi wibruje!Uśmiechnąłem się mimowolnie. Zacząłem się zastanawiać, czy dam radę wytrzymać do samego końca przedstawienia nie płacząc ze śmiechu. Jednak czas upływał i było coraz gorzej. Jedna scena po drugiej rozwalały i tak już nadkruszony mur powagi, którym starałem się ochronić.
Podchodzisz tak blisko, że czuję twój zapach, działa na mnie jak drin z dodatkiem afrodyzjaka, kici kici kotku, jak ci na imię?
Julia
Chodź stań tu przy mnie, chcę zobaczyć co mówią twe oczy,
tajemnicze jak piaski pustyni, jak ocean niebieskie, gdy patrzę na ciebie czuję szczęście, gdy patrzę na ciebie mówię wierszem, ten rym gra me serce, wśród fok jesteś mercem.
A: O maj gad, jaki freestyle.
Chodź na decka, będzie fajnie!
Ale ja jestem dziewicą, i tu mówię szczerze. A jak ci na imię, mój cudny raperze?
Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam… O imię me nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj…
Czy ja wiem…
: Będzie dobrze dzieciak, elo! Do góry głowa, będzie dobrze dzieciak, uwierz w to, a tak będzie!
Po tej części nie wytrzymałem i zacząłem śmiać się jak opętany. Nauczyciel, który wcześniej powstrzymał mnie przed wyjściem z sali popatrzył na mnie karcącym wzrokiem, ale nic więcej nie zrobił. Nie odezwał się nawet słowem. Przypuszczałem, że również musi się bardzo starać, aby zachować powagę podczas tego występu. Z czasem zaczął boleć mnie brzuch. Spowodowane to było nieustannym śmiechem, którego nie byłem żaden sposób powstrzymać. Kucnąłem aby chodź trochę zniwelować uczucie bólu, ale i to nie pomogło. Przedstawienie ewidentnie zmierzało ku końcowi, a ja zbliżałem się ku ziemi. Pod sam koniec * taką przynajmniej mam nadzieję * leżałem na podłodze. Rękawy koszuli, którą ubrałem na to wydarzenie były całe mokre od ocierania nimi łez płynących po mojej twarzy.
Po zakończonym przedstawieniu nadal leżąc na ziemi i trzymając się za brzuch chciałem klaskać, ale nie mogłem. Starałem się również uspokoić, lecz nie było to łatwym zadaniem, ponieważ w głowie cały czas pojawiały się scenki z obejrzanego właśnie występu. Nie wiedząc co będzie dalej nadal chichocząc podniosłem się z podłogi, otrzepałem swoje ubrania. Do głowy przyszła mi jedna myśl * Mam nadzieję, że to już koniec ceremonii. Muszę się położyć i odpocząć. * Popatrzyłem w kierunku nauczyciela, który powstrzymał mnie przed opuszczeniem sali i powiedziałem cicho. - Przepraszam bardzo.- Ten słysząc moje słowa uśmiechnął się lekko i kiwnął głową na znak, że przyjmuje moje przeprosiny. - Czy ceremonia dobiegła już końca? - zapytałem, lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nie pozostało mi więc nic więcej jak stać na swoim miejscu, starać się być poważnym i czekać na rozwój wypadków.
Zaczęło się. Słysząc pierwsze dwa zdania starałem się zachować powagę, było to jednak nie możliwe. Czy mnie wzrok nie okłamuje? Coś w kieszeni ci wibruje!
Ach jak ja się dobrze czuję, gdy TELEFON mi wibruje!Uśmiechnąłem się mimowolnie. Zacząłem się zastanawiać, czy dam radę wytrzymać do samego końca przedstawienia nie płacząc ze śmiechu. Jednak czas upływał i było coraz gorzej. Jedna scena po drugiej rozwalały i tak już nadkruszony mur powagi, którym starałem się ochronić.
Podchodzisz tak blisko, że czuję twój zapach, działa na mnie jak drin z dodatkiem afrodyzjaka, kici kici kotku, jak ci na imię?
Julia
Chodź stań tu przy mnie, chcę zobaczyć co mówią twe oczy,
tajemnicze jak piaski pustyni, jak ocean niebieskie, gdy patrzę na ciebie czuję szczęście, gdy patrzę na ciebie mówię wierszem, ten rym gra me serce, wśród fok jesteś mercem.
A: O maj gad, jaki freestyle.
Chodź na decka, będzie fajnie!
Ale ja jestem dziewicą, i tu mówię szczerze. A jak ci na imię, mój cudny raperze?
Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam… O imię me nie pytaj, nie pytaj, nie pytaj…
Czy ja wiem…
: Będzie dobrze dzieciak, elo! Do góry głowa, będzie dobrze dzieciak, uwierz w to, a tak będzie!
Po tej części nie wytrzymałem i zacząłem śmiać się jak opętany. Nauczyciel, który wcześniej powstrzymał mnie przed wyjściem z sali popatrzył na mnie karcącym wzrokiem, ale nic więcej nie zrobił. Nie odezwał się nawet słowem. Przypuszczałem, że również musi się bardzo starać, aby zachować powagę podczas tego występu. Z czasem zaczął boleć mnie brzuch. Spowodowane to było nieustannym śmiechem, którego nie byłem żaden sposób powstrzymać. Kucnąłem aby chodź trochę zniwelować uczucie bólu, ale i to nie pomogło. Przedstawienie ewidentnie zmierzało ku końcowi, a ja zbliżałem się ku ziemi. Pod sam koniec * taką przynajmniej mam nadzieję * leżałem na podłodze. Rękawy koszuli, którą ubrałem na to wydarzenie były całe mokre od ocierania nimi łez płynących po mojej twarzy.
Po zakończonym przedstawieniu nadal leżąc na ziemi i trzymając się za brzuch chciałem klaskać, ale nie mogłem. Starałem się również uspokoić, lecz nie było to łatwym zadaniem, ponieważ w głowie cały czas pojawiały się scenki z obejrzanego właśnie występu. Nie wiedząc co będzie dalej nadal chichocząc podniosłem się z podłogi, otrzepałem swoje ubrania. Do głowy przyszła mi jedna myśl * Mam nadzieję, że to już koniec ceremonii. Muszę się położyć i odpocząć. * Popatrzyłem w kierunku nauczyciela, który powstrzymał mnie przed opuszczeniem sali i powiedziałem cicho. - Przepraszam bardzo.- Ten słysząc moje słowa uśmiechnął się lekko i kiwnął głową na znak, że przyjmuje moje przeprosiny. - Czy ceremonia dobiegła już końca? - zapytałem, lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nie pozostało mi więc nic więcej jak stać na swoim miejscu, starać się być poważnym i czekać na rozwój wypadków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz