Urodziłem
się 1 Sierpnia 1996 roku. Rodzice nazwali mnie Rameneth. Nie wiem po
kim, lub dlaczego tak mnie nazwano. Moja matka opuściła nas zaraz
po tym, jak potrafiłem jeść z butli. Załamany ojciec nie był w
stanie się mną zająć. Tak przynajmniej powiedzieli mi wychowawcy
w ośrodku, w którym mieszkałem odkąd pamiętam. W porównaniu do
rówieśników zawsze byłem słabszy, przynajmniej pod względem
siły. Moimi atutami zawsze była szybkość i zręczność.
Szczyciłem się tym, że byłem w stanie przegonić starszych.
Zawsze byłem ufny w stosunku do ludzi, z którymi spędzałem dużo
czasu, jak i do nowych, którzy przychodzili do placówki. Nigdy nie
stroniłem od zabawy z dziećmi w przedszkolu. Czas, który tam
spędzałem zawsze przywoływał miłe wspomnienia, oraz uśmiech na
twarzy.
Pierwsze lata szkoły podstawowej również były wesołe.
Na początku 4 klasy zainteresowałem się sztukami walki. Nie trwało
to jednak długo. W ośrodku, w którym przebywałem od najmłodszych
lat powiedziano mi, że pewne młode małżeństwo chciałoby mnie
adoptować. Cieszyłem się niesamowicie. Jedak zanim nadejdzie ten
czas musiałem ukończyć czwartą klasę, ponieważ mieszkali oni na
obrzeżach miasta, gdzie miałem chodzić do szkoły od początku
nowego roku szkolnego.
Nadszedł upragniony przeze mnie dzień, w
którym miałem opuścić dom dziecka i zamieszkać z moją nową
rodziną. W czasie gdy Ja byłem na zakończeniu roku, moi nowi
rodzice przyjechali spakować moje rzeczy. Zanim wyruszyliśmy do
domu ojciec kazał mi się z wszystkimi pożegnać. Zrobiłem jak
kazał, po czym wsiadłem do samochodu i ruszyliśmy w kierunku
mojego nowego życia. Dojazd na miejsce zajął nam kilka godzin,
lecz to co zobaczyłem po opuszczeniu pojazdu było niemożliwe do
wyobrażenia. Moim oczom ukazał się największy dom jaki w życiu
widziałem. Weszliśmy do środka. Macocha zaprowadziła mnie do
mojego pokoju, który znajdował się na piętrze. Miałem tam nawet
swoją łazienkę! Do końca roku systematycznie odwiedzała nas
kobieta, która za zadanie miała sprawdzać, czy moi opiekunowie
radzą sobie z wychowaniem. Była to jednak czysta formalność. Moje
oceny poprawiły się, odkryłem swoją pasję – muzykę, oraz
książki. Kochałem bowiem czytać.
W takich warunkach minął
pierwszy semestr kolejnego roku nauki. Na początku roku znalazłem w
starych książkach album, którego nigdy wcześniej nie widziałem.
Postanowiłem, że zapytam swoją mamę, co za zdjęcia w nim są.
Gdy go zobaczyła natychmiast wyrwała mi album z rąk i kazała
wynosić do swojego pokoju, z którego mogłem wyjść dopiero po
powrocie ojca. Po jego powrocie odbyliśmy surową rozmowę. Nie
obyło się również bez kary, która wydawała mi się dziwna.
Miałem bowiem przeczytać pewną książkę. Nie zwróciłem jednak
uwagi na to, że moi opiekunowie zaczęli się bardzo dziwnie
zachowywać. Poszedłem jednak do swojego pokoju i zacząłem czytać.
Nie była to gruba lektura, ale pod koniec czytania jej coś dziwnego
zaczęło się ze mną dziać. Zawołałem ojca, który wcześniej
wrócił do domu z pracy i powiedziałem mu, że czuję dziwne
mrowienie w palcach. Jego reakcja zaskoczyła mnie. Zamknął drzwi,
usiadł przy oknie i kazał mi położyć książkę na łóżku i
czytać dalej. W pewnym momencie nie tylko palce zaczęły mnie
mrowić. Coś dziwnego zaczęło dziać się z moim wzrokiem. Nim
bardziej zbliżałem się do końca książki tym ostrzejszy był mój
wzrok. Podobnie było ze słuchem. Gdy skończyłem czytać zaczęło
mi się kręcić w głowie. Musiałem stracić przytomność, bo nie
pamiętam co działo się w międzyczasie. Po ocknięciu się
wszystko wydawało się bardzo duże. Ja natomiast widziałem dziwne
pręty, a rodzice patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem. Ojczym wyciągnął
swój telefon i zadzwonił do kogoś. Nie wiedziałem z kim
rozmawia, ale to co usłyszałem było dziwne. "On zamienił się
w ptaka! Nie wiem jak! Mówię Ci przecież, że zmienił się k...a
w ptaka! "Skąd mam wiedzieć jakiego?! Duży i czarny! Zadzwoń
do osoby, od której dostałeś tą pieprzoną książkę i powiedz
mu żeby do nas przyszedł!" Tymi słowami mój opiekun
zakończył rozmowę. Nie schował jednak telefonu. Zrobił mi
natomiast zdjęcie. Gdy tylko je zobaczyłem chciałem się zaśmiać,
lecz z moich "ust" wydostało się jedynie głośne
"KRAAA!" Jakiś czas później ktoś zadzwonił do drzwi.
Był to wysoki człowiek ubrany w długi płaszcz i kapelusz, który
zasłaniał jego twarz. Na wstępie jednak dowiedzieliśmy się, że
to nie od tej osoby dostaliśmy księgę, którą przeczytałem, ale
jest to jedyna osoba zdolna do pomocy w obecnej sytuacji. Rodzice
kazali obcemu przejść do salonu i zająć się robotą. Po zdjęciu
płaszcza i kapelusza moim oczom ukazała się kobieta. Była wysoką
brunetką o niebieskich oczach. Uśmiechała się smutno. Z torby,
która przyniosła ze sobą nalała płynu z butelki i wypiła go
szybko. Zaczęła również czytać coś z księgi, jednak nic z tego
nie rozumiałem. Było to w jakimś dziwnym języku. Ponownie zaczęło
mi się kręcić w głowie a w okolicach moich "ramion"
pojawił się niesamowity ból. Po raz kolejny tego dnia straciłem
przytomność. Jednak gdy się ocknąłem leżałem na kanapie i
wszystko wydawało się wrócić do porządku dziennego. No za
wyjątkiem jednej rzeczy. Obudziłem się w ramionach kobiety, która
płacząc mówiła "Znalazłam Cię mój synu." Opiekunowie
siedzieli natomiast po drugiej stronie czekając na wyjaśnienia.
Obca osoba okazała się moją biologiczną matką! Musiała nas
porzucić gdy byłem mały ze względu na jej "moc". Chciała
po prostu abym miał szczęśliwe dzieciństwo. Jednak pomimo
obietnic mojego ojca ten oddał mnie do domu dziecka. Słuchając
nadal jej historii dowiedzieliśmy się, że księga, którą
czytałem była zaczarowana i miała przebudzić w jej synu
umiejętność przemiany. Mogła ona zadziałać tylko na jej syna.
Tak więc tekst, który przeczytałem był swojego rodzaju
zapalnikiem.
Jednak moi opiekunowie nie chcieli się ze mną
rozstać. Zaproponowali więc, aby moja matka zamieszkała u nich
razem z nami. Po przebudzeniu mojej nowej mocy nie mogłem jednak
chodzić do szkoły. Nie panowałem nad przemianą i często
zmieniałem się w kruka. Nie traciłem już przytomności jak to
miało miejsce na samym początku. Wywoływało to jednak dziwne
odczucia. Najpierw drętwiały mi palce, następnie całe ręce. To
samo działo się z moimi nogami. Wzrok i słuch wyostrzały się
niemiłosiernie. Najdziwniejsze jednak było odczucie "gubienia"
twarzy. Nie raz wydawało mi się, że ona po prostu mi odpada.
Zmieniała się jednak a zamiast ust i nosa rósł mi dziób. W jednym
momencie całe pomieszczenie, w którym się zmieniałem rosło. Tak
naprawdę to ja się kurczyłem, ale nie było to jakoś bardzo
odczuwalne. Jednak kolejne kilka lat spędziłem w domu ucząc się
panowania nad swoją mocą. Miało to również wpływ na moje
zachowanie. Przestałem uśmiechać się tak często jak kiedyś,
ponieważ moja matka okazała się niesamowicie wymagającą i surową
osobą. Nauczyła mnie, że nie można nikomu ufać. Szczególnie
jeśli jest się obdarzony darem. Uczyła mnie jak swoim tonem
zmieszać ludzi, którzy chcą ze mną rozmawiać. Kilka razy w
tygodniu przychodzili do mnie nauczyciele, abym mógł ukończyć
szkołę. Dzięki swoim znajomościom moi opiekunowie załatwili mi
nauczanie pozalekcyjne. Gdy tylko moja mama wychodziła z domu oni
natychmiast przychodzili do mnie porozmawiać. Martwili się o mnie,
ponieważ przez nauki mojej matki mogłem stać się odludkiem.
Jednak ze względu na jej wpływ oddaliliśmy się od siebie. Tak
żyłem do ukończenia 18 roku życia.
W dniu moich urodzin moja
biologiczna powiedziała mi, że nie jest w stanie przekazać mi nic
więcej. Dowiedziałem się również, że po raz kolejny musi mnie
opuścić, jednak nie zostanę sam ze swoją mocą. Dała mi list, w
którym znajdowała się ulotka akademii, gdzie uczęszczają ludzie
z podobnymi mocami. Jako, że znów miałem zostać sam postanowiłem
się tam udać. Wziąłem ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy i udałem
się w moją wielką podróż do miejsca, gdzie mogę poznać innych
podobnych sobie ludzi. Jako, że bardzo dużo czasu spędziłem w
domu oglądając telewizję z filmów nauczyłem się, że zawsze
należy udzielać pomocy kobiecie. Była to jedna z pozytywnych
rzeczy, których nauczyłem się podczas pobytu mojej matki. Podróż
zajęła mi rok. Do akademii bowiem dotarłem na kilka dni przed
rozpoczęciem kolejnego roku szkolnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz