Spojrzałem jeszcze raz na zamek, a potem na kartkę, którą trzymałem w rękach.
-Jesteś pewien, że to tu?- Spytałem się wilka obok mnie.
-Bardziej pewny już być nie mogę- odrzekł Mr.Wolf idąc naprzód machając ogonem.
"Idiota"-pomyślałem idąc za nim- "czemu ja muszę z nim żyć?"
Z przyzwyczajenia dotknąłem zasłonki na oko. Używam jej, żeby nikt nie odkrył mojego kontraktu. Ale,czasem aż żyć się odechciewa...
Cały napięty otworzyłem bramę. Moim oczom ukazał się ponury dziedziniec.
-A więc to tak jest żyć w mroku-mruknąłem.
Poszedłem dalej kierując się w stronę budynku, w którym, jak dobrze wiem, znajdował się budynek dyrektora, gdy nagle...
Schyliłem się przed nadlatującym krzesłem. Czemu mnie to nie dziwi?
-Czy tu nie powinien być znak ostrzegawczy "Uwaga na nadlatujące krzesła?"-Spytałem się ciemnej postaci idącej w moją stronę
<Ktoś chcę rzucić we mnie krzesłem?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz